Jest czarną małpą, bo dziwnie patrzy i dziwnie gada

Joanna Klimowicz
2009-10-22 , aktualizacja: 22.10.2009 19:34
A A A Drukuj
Linia obrony Rafała S. oskarżonego o napaść na czarnoskórą studentkę mogłaby być śmieszna, gdyby nie rasizm w tle. Zaczął ją wyzywać od "czarnych małp", bo... dziwnie na niego patrzyła.
Saskia
Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Saskia
Wczoraj przed Sądem Rejonowym w Białymstoku rozpoczął się proces trzech młodych białostoczan oskarżonych o znieważenie na tle rasowym i czynną napaść (tylko Rafał S.) na studentkę Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Stawili się wszyscy oprócz jednego świadka, którego sędzia Anna Hordyńska ukarała grzywną w wysokości 1000 zł.

Poszkodowanej Saskii i jej mężowi Martinowi, którzy przyjechali na kilka dni ze Sztokholmu, towarzyszyli tłumacze - angielskiego i szwedzkiego. Oskarżeni minęli kobietę bez słowa, nie usłyszała od nich "przepraszam".

- Pewnie, że poprawiłoby mi to samopoczucie, ale pod warunkiem, że przeprosiny byłyby szczere - przyznaje Saskia Nadira Moli Laforque.

Najpierw wyzwiska, potem szarpanina

Z pochodzenia jest Kubanką, ale mieszka z mężem w Szwecji, jest chemikiem. Stamtąd przyjechała do Białegostoku studiować medycynę. 10 marca robiła wraz z mężem zakupy w Galerii Białej. Koło południa z hipermarketu Real, gdzie kupowali jedzenie dla córeczki, poszli do sklepu z zabawkami. Martin zabawił w nim dłużej, Saskia wyszła wcześniej. I natknęła się na trzech młodych mężczyzn, którzy zaczęli ją obrażać, krzycząc po polsku i po angielsku wulgaryzmy. Poszkodowana mówiła przed sądem, że taka sytuacja zdarzyła się nie pierwszy raz, że ta sama grupa otoczyła ją i obrażała w galerii parę miesięcy wcześniej, w grudniu, kiedy była na zakupach z córką.

- To były okropne słowa: "black monkey" (czarna małpa) i kurwa - Saskia zna polski na tyle, by zrozumieć, co to znaczy.

Zapytała chłopaków, jaki mają problem. Mąż usłyszał krzyki i wyszedł na zewnątrz, ale napastnicy uciekli. Małżeństwo ruszyło korytarzem, Saskia chciała jeszcze wstąpić do łazienki. Tam doszło do "dogrywki". Jeden z oskarżonych, 19-letni Daniel T., korzystał akurat z toalety, a dwaj jego kumple czekali w korytarzu. Zaczęła się kolejna pyskówka, z wykrzykiwaniem "white power", w trakcie której 19-letni Rafał S. uderzył kobietę pięścią w twarz. Ta zaczęła okładać go reklamówką z zakupami. Łukasz S. pobiegł po Daniela T. W tym czasie wszedł mąż Saskii i razem próbowali zatrzymać Rafała.

Szarpanina przeniosła się na główny hol. Nikt na nią nie zareagował - ani ochrona, ani klienci. Saskia trzymała Rafała S. za kurtkę i cały czas krzyczała: "Rasists! Police!". Chłopak wyrwał się jej, kurtka została w rękach. Ochroniarz, który wczoraj zeznawał w charakterze świadka, mówił, że widział, jak Rafał S. kopie kobietę w klatkę piersiową. Nie interweniował, bo nie wolno mu poza terenem hipermarketu, w którym pracuje.

Oskarżony wyjaśniał: - Mocno trzymała kurtkę, chciałem ją wyrwać, zaparłem się o nią nogą.

W końcu w obronie kobiety stanął postronny obserwator, młody chłopak w dresie. Błyskawicznie udało mu się zrobić porządek - "spacyfikował" Rafała S. ciosem pięści, aż ten upadł. Podniósł go kolega i wyszli z galerii (widać to na nagraniu z monitoringu). - Rafał był zapuchnięty, całą bluzę miał w soczku czy jakimś dżemie. Pożyczyłem mu na taksówkę i pojechał do domu, do Zaścianek - mówił w śledztwie Łukasz S.

Oskarżony: Broniłem się

Choć całej trójce grozi do trzech lat więzienia (a dwaj byli już karani za pobicie), chłopcy nie zdają sobie chyba sprawy z powagi sytuacji. Na sali sądowej chichotali i wymieniali porozumiewawcze uśmiechy. Najbardziej ucieszyły ich zeznania świadka części awantury w toalecie, przedsiębiorcy Grzegorza Ś., który mówił: - Szczerze, nie dziwię mu się, bo ona zdzieliła go torebką, w której był słoik z musztardą. Aż jęknął - opowiadał mężczyzna. Jego zdaniem to Saskia była stroną agresywną.

Koledzy Rafała S. nie przyznali się do winy, mówili tylko, że widzieli zajście. On sam przyznał się, ale twierdzi, że działał w samoobronie. Na pytanie sądu, dlaczego zaczepił i wyzywał obcą osobę, nie bardzo potrafił znaleźć odpowiedź:

- Po prostu... Jakoś nie wiem... Bo się dziwnie na mnie patrzyła. Tak jakby chciała mi coś zrobić.

- Przestraszył się pan? - pytała sędzia.

- Tak... Zaczęła coś gadać w obcym języku - mówił 19-latek.

Proces został odroczony do 19 listopada.

Rozmowa z poszkodowaną

Joanna Klimowicz: Czy zostanie pani w Białymstoku?

Saskia Nadira Moli Laforque: - Nie mam wyjścia, muszę skończyć studia.

Czy to była jedyna taka sytuacja, czy inni też panią obrażali?

- Wiele razy, to szaleństwo. Moich przyjaciół też. Jeden z nich, Norweg, został zaatakowany przez dużą grupę, złamali mu nogę. Nie czuję się tu bezpiecznie. We wrześniu ktoś mnie zaatakował na ulicy, jakaś obca kobieta zabrała mnie do swojego samochodu i uciekłyśmy. Po tym zdarzeniu przyjechał po mnie mąż i zdecydowaliśmy, że zrobię sobie roczną przerwę na uczelni. Ale wrócę.

Co pani myśli o białostoczanach?

- Rasiści są wszędzie, w Sztokholmie też. Ogół białostoczan to normalni ludzie, spotkałam wielu przyjaznych, chętnych do pomocy.

Jaka kara byłaby adekwatna dla Rafała S.?

- Żadne prace społeczne. Może najpierw psycholog, bo może mieć jakieś problemy, a potem więzienie na rok czy dwa. Chcę, by został ukarany, by zrozumiał, że tak postępować nie można. I żeby ludzie w Białymstoku mogli czuć się bezpiecznie.

Podziel się

  • 178 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    81 głosów