Zaczynamy tydzień: Grzybiarz z Piasta
14.03.2010
, aktualizacja: 15.03.2010 17:58
Pierwszego czerwca ubiegłego roku "Gazeta Współczesna" napisała o osobniku, który dewastuje osiedle Piasta, malując na ścianach... grzyby. Ochrzciła go mianem Grzybiarz. Moim kolegom i koleżankom ze Współczesnej oddaję wyrazy szacunku. Grzybiarz z Piasta! To brzmi prawie jak "Potwór z Loch Ness" czy "Kuba Rozpruwacz". Moim zdaniem każde miasto powinno mieć kogoś takiego w swej legendzie. Bowiem miasto bez lokalnego oryginała jest jak zupa bez soli.
Kiedyś przed laty najciekawszą i najbarwniejszą postacią miasta był niejaki Woropaj lub Worobiej. Jeździł dwukółką zaprzężoną w małego konika, ale najbardziej fascynujące były jego włosy. Gęste i nad czołem spięte pierścieniem. Później pojawił się Andrzejek, który w autobusach śpiewał "ajba ajba" i pilnował porządku w supermarkecie. Związane z nim były liczne historie, jak to brał pensje od kierowców MPK i jak wybił szybę w księgarni, by zdobyć album Białegostoku. Doczekał się nawet nekrologu w ogólnokrajowym tygodniku "Przekrój". Później na moment zabłysła gwiazda Krzysztofa Kononowicza. Ale po chwili zgasła i miasto nasze znów poszarzało. I oto po latach posuchy wkracza na scenę - Grzybiarz z Piasta! Nie znamy jego twarzy, ani imienia. Pod osłoną ciemności maluje na ścianach grzyby. Po co? Dlaczego? Nie wiadomo. Tak właśnie rodzą się legendy.
Korzystając ze słonecznego dnia, wybrałem się rowerem na osiedle Piasta, by przyjrzeć się dokładniej twórczości Grzybiarza.
Grzyby są wszędzie. Małe i duże, malowane kilkoma pociągnięciami mazaka i kilkukolorowe wykonane sprayami.
Grzyby w obiektywie autora
Poszło na to mnóstwo czasu i pieniędzy. Wydaje mi się również, że grzybiarzy jest kilku. Ich rysunki różnią się bowiem stylem i jakością wykonania. Jeden z artystów zapewne mieszka przy ulicy Dalekiej, inny przy ulicy Mieszka.
Ktoś zakrzyknie: "Jacy artyści, jaka twórczość? To zwykły wandalizm!". Trudno odmówić słuszności takiemu stwierdzeniu. Zwłaszcza gdy grzyby namalowano na nowo odnowionych budynkach. Przyznam się, że kiedyś też malowałem po murach. Istniał wówczas niepisany kodeks grafficiarza, który zabraniał malować po zabytkach i świeżo odnowionych ścianach. Ostatni raz malowałem na domach przeznaczonych do rozbiórki. Na zapuszczonych ścianach, na których od lat widniały swastyki. Domalowywałem obok takiej swastyki postać starego Żyda i... napis był wkrótce zamalowywany. Znikał i Żyd, i swastyka. Ale wiele osób uznało, że nawet w imię dobrej sprawy pisać po murach nie można. I na nic się tu zdadzą tłumaczenia, że przecież człowiek bazgrze po ścianach od zawsze. Że zaczynał już w jaskiniach, że inskrypcje starożytnych imperiów, że Pompeje, że nawet Gombrowicz pozwolił raz sobie na taką zachciankę. Uznajmy, że napisy na murach to wandalizm. Ale za wandalizm uznajmy wszystkie napisy bez wyjątku.
Niestety wobec niektórych istnieje tabu. Na ulicy Chrobrego zauważyłem napisy: Krew i honor, White pride, skinheads, SS. W polskim mieście, na murze polskiego domu, ktoś namalował symbol jednostek wojskowych, które mordowały Polaków. I ten ktoś ma czelność nazywać się Polakiem. Napis jakoś nie budzi niczyjej emocji. Nie został zamalowany. Podobnie jak swastyka przy ulicy Starobojarskiej. Jest tam od lat. Nikomu nie przeszkadza. Wszyscy gonią Grzybiarza.
Korzystając ze słonecznego dnia, wybrałem się rowerem na osiedle Piasta, by przyjrzeć się dokładniej twórczości Grzybiarza.
Grzyby są wszędzie. Małe i duże, malowane kilkoma pociągnięciami mazaka i kilkukolorowe wykonane sprayami.
Grzyby w obiektywie autora
Poszło na to mnóstwo czasu i pieniędzy. Wydaje mi się również, że grzybiarzy jest kilku. Ich rysunki różnią się bowiem stylem i jakością wykonania. Jeden z artystów zapewne mieszka przy ulicy Dalekiej, inny przy ulicy Mieszka.
Ktoś zakrzyknie: "Jacy artyści, jaka twórczość? To zwykły wandalizm!". Trudno odmówić słuszności takiemu stwierdzeniu. Zwłaszcza gdy grzyby namalowano na nowo odnowionych budynkach. Przyznam się, że kiedyś też malowałem po murach. Istniał wówczas niepisany kodeks grafficiarza, który zabraniał malować po zabytkach i świeżo odnowionych ścianach. Ostatni raz malowałem na domach przeznaczonych do rozbiórki. Na zapuszczonych ścianach, na których od lat widniały swastyki. Domalowywałem obok takiej swastyki postać starego Żyda i... napis był wkrótce zamalowywany. Znikał i Żyd, i swastyka. Ale wiele osób uznało, że nawet w imię dobrej sprawy pisać po murach nie można. I na nic się tu zdadzą tłumaczenia, że przecież człowiek bazgrze po ścianach od zawsze. Że zaczynał już w jaskiniach, że inskrypcje starożytnych imperiów, że Pompeje, że nawet Gombrowicz pozwolił raz sobie na taką zachciankę. Uznajmy, że napisy na murach to wandalizm. Ale za wandalizm uznajmy wszystkie napisy bez wyjątku.
Niestety wobec niektórych istnieje tabu. Na ulicy Chrobrego zauważyłem napisy: Krew i honor, White pride, skinheads, SS. W polskim mieście, na murze polskiego domu, ktoś namalował symbol jednostek wojskowych, które mordowały Polaków. I ten ktoś ma czelność nazywać się Polakiem. Napis jakoś nie budzi niczyjej emocji. Nie został zamalowany. Podobnie jak swastyka przy ulicy Starobojarskiej. Jest tam od lat. Nikomu nie przeszkadza. Wszyscy gonią Grzybiarza.
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Zaczynamy tydzień: Grzybiarz z Piasta
brutt
16.03.10, 14:09
grzybki halucypki :9»
-
Re: Zaczynamy tydzień: Grzybiarz z Piasta
w.koronkiewicz
17.03.10, 09:12
to prawda, że dominują zdecydowanie symbole grzybów halucynogennych. aletrafiają się też i prawdziwki i muchomory.»
-
nic oryginalnego
maurycyzulicy
19.03.10, 06:22
Moim zdaniem to ci sami, co dawniej pisali "THC", "THC w płuca wszystkichPolaków". Na budynku wojskowym przy Warszawskiej 20(?) jest zdaje się nadaltaki napis. Dziękuję za wzmiankę o »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć