Krzysztof Putra, wicemarszałek Sejmu nie żyje
10.04.2010
, aktualizacja: 12.04.2010 14:25
Wśród pasażerów prezydenckiego samolotu, który rozbił się dziś rano przy próbie lądowania na lotnisku w Smoleńsku, znajdował się pochodzący z Białegostoku ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz Krzysztof Putra, wicemarszałek Sejmu i szef podlaskiego PiS, prawosławny ordynariusz wojska polskiego arcybiskup Miron Chodakowski, stewardessa - Justyna Moniuszko
ZOBACZ TAKŻE
- Białystok żegna wicemarszałka Krzysztofa Putrę (20-04-10, 13:03)
- Wróciłeś do domu panie marszałku Krzysztofie (17-04-10, 19:53)
- Uszanujmy ofiary. Informacje (10-04-10, 11:43)
- Pogrzeby Krzysztofa Putry i Justyny Moniuszko we wtorek (15-04-10, 10:59)
- "Śpij, kolego, w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni Tobie". Politycy żegnali K. Putrę (20-04-10, 14:32)
- Niektóre rodziny ofiar bez środków do życia (15-04-10, 07:23)
- Marszałek powtarzał, że jeszcze będzie dobrze (12-04-10, 18:21)
- Krzysztofa Putrę pożegnano na cmentarzu św. Rocha (20-04-10, 18:33)
- Wspomnienie o Szefie (13-04-10, 20:21)
GALERIA ZDJĘĆ
- Uroczystości pogrzebowe Krzysztofa Putry (17-04-10, 19:24)
- Powrót pasażerów Tu-154 (14-04-10, 15:09)
Robotnik, działacz związkowy i polityczny. Jeden z założycieli PiS. Kolejno: poseł, wicemarszałek Senatu i wicemarszałek Sejmu. Ojciec sześciu synów i dwóch córek. Właściciel największych wąsów w polskiej polityce.
Gdy raz na jakiś czas decydował o ich zgoleniu, wiadomość ta stawała się politycznym newsem dnia. Nie poznawali go nawet najbliżsi.
- Kilka lat temu najmłodszy - wówczas czteroletni - syn zapytał mnie wieczorem, jak wyglądam bez wąsów. Wziąłem nożyczki, później maszynkę i mu pokazałem. Jemu się podobało, ale najstarsza córka widząc mnie w kuchni, krzyknęła wystraszona. Myślała, że ktoś obcy włamał się do naszego domu. Kilka dni później na pogrzebie senatora Andrzeja Kalicińskiego podszedł do mnie senator Jan Szafraniec z LPR, uszczypnął delikatnie w ramię i zapytał szeptem: Krzysztof - to ty? - tę anegdotkę wicemarszałek Sejmu powtarzał chętnie. W ogóle lubił żartować, prywatnie był ciepłym i serdecznym człowiekiem.
Karierę polityczną Krzysztof Putra zaczynał w białostockiej fabryce przyrządów i uchwytów. Działał w Solidarności i w samorządach pracowniczych. Równocześnie się uczył. Do pracy przyszedł jako zwykły robotnik. W jej trakcie zaocznie skończył technikum, dopracował się stanowiska mistrza na prestiżowym oddziale doświadczalnym. Obróbkę metali definitywnie porzucił po upadku PRL. Jeden z członków "zakonu PC" z braćmi Kaczyńskimi związany od 1990 r. Konsekwentnie, bez chwili wahania czy zwątpienia nawet wówczas, gdy kolejne mutacje PC stawały się niewielkimi, kanapowymi przetrwalnikami najwierniejszych.
- Był jak matematyczna stała, punkt odniesienia dla innych. Wszystko się zmieniało, a on wciąż mówił i wierzył w to samo - wspomina Robert Tyszkiewicz, który w ciągu ostatnich 20 lat ze współpracownika stał się dla Putry politycznym rywalem.
Krzysztof Putra pierwszy raz na Wiejską trafił po czerwcowych wyborach 1989 r. Kolejny raz w I kadencji. Potem jeszcze do Senatu w VI kadencji, gdzie został wicemarszałkiem. W końcu znów do Sejmu, znów na wicemarszałka. W międzyczasie był podlaskim radnym wojewódzkim i wieloletnim szefem jednej z białostockich spółek komunalnych.
- Mogę wystawić własną szóstkę piłkarską. Tylu mam synów - śmiał się, gdy kilka lat temu wizytował z ówczesnym premierem Jarosławem Kaczyńskim budowę jednego z boisk w rodzinnym Białymstoku. Do tego jeszcze dwie córki. Najstarszy z potomków dobija trzydziestki. Najmłodszy kończy niedługo dziesięć lat. Miał iść właśnie do komunii.
Duchowych sierot po wicemarszałku jest pewnie znacznie więcej.
- Czuję się, jakbym chował ojca. Byłem jego wychowankiem, wszystkiego mnie nauczył - poseł Mariusz Kamiński - nie ten od CBA, ale były rzecznik klubu parlamentarnego PiS, zanim sam został parlamentarzystą przez wiele lat był sekretarzem Krzysztofa Putry. - Wiedziałem, że miał lecieć, ale długo miałem nadzieję, że coś się w ostatniej chwili zmieniło. Nie odbierał telefonu, ale sygnał był taki, jakby miał włączony aparat. Potem okazało się, że po prostu przekierował go do swojego biura w Sejmie - Kamińskiemu trudno mówić. Nie wstydzi się łez.
**
Działacz antykomunistyczny, w wolnej Polsce senator i poseł, do tragicznej śmierci w katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku wicemarszałek Sejmu i szef podlaskich struktur Prawa i Sprawiedliwości. Urodził się w 1957 roku we wsi Józefowo pod Augustowem. Od 1975 do 1994 roku pracował w Fabryce Przyrządów i Uchwytów w Białymstoku. Najpierw jako robotnik, a od 1983 r. jako mistrz na wydziale doświadczalnym. W latach 1985-1986 był wiceprzewodniczącym, a w latach 1987-1988 - przewodniczącym Rady Pracowniczej w zakładzie, w którym pracował. W tym okresie zaangażował się w działalność samorządową. W 1988 r. był współzałożycielem Stowarzyszenia Działaczy Samorządu Pracowniczego. Od 1980 r. działał w NSZZ "Solidarność". W 1990 r. był jednym z założycieli Porozumienia Centrum. Był członkiem władz krajowych tej partii i prezesem jej Zarządu Wojewódzkiego w Białymstoku. W 2001 r. był współzałożycielem Prawa i Sprawiedliwości oraz został prezesem Podlaskiego Zarządu Regionalnego tej partii.
Był posłem X, I i VI kadencji, senatorem VI kadencji. W latach 2002-2005 zasiadał w Sejmiku Województwa Podlaskiego.
Krzysztof Jakub Putra (4.07.1957-10.04.2010)
Gdy raz na jakiś czas decydował o ich zgoleniu, wiadomość ta stawała się politycznym newsem dnia. Nie poznawali go nawet najbliżsi.
- Kilka lat temu najmłodszy - wówczas czteroletni - syn zapytał mnie wieczorem, jak wyglądam bez wąsów. Wziąłem nożyczki, później maszynkę i mu pokazałem. Jemu się podobało, ale najstarsza córka widząc mnie w kuchni, krzyknęła wystraszona. Myślała, że ktoś obcy włamał się do naszego domu. Kilka dni później na pogrzebie senatora Andrzeja Kalicińskiego podszedł do mnie senator Jan Szafraniec z LPR, uszczypnął delikatnie w ramię i zapytał szeptem: Krzysztof - to ty? - tę anegdotkę wicemarszałek Sejmu powtarzał chętnie. W ogóle lubił żartować, prywatnie był ciepłym i serdecznym człowiekiem.
Karierę polityczną Krzysztof Putra zaczynał w białostockiej fabryce przyrządów i uchwytów. Działał w Solidarności i w samorządach pracowniczych. Równocześnie się uczył. Do pracy przyszedł jako zwykły robotnik. W jej trakcie zaocznie skończył technikum, dopracował się stanowiska mistrza na prestiżowym oddziale doświadczalnym. Obróbkę metali definitywnie porzucił po upadku PRL. Jeden z członków "zakonu PC" z braćmi Kaczyńskimi związany od 1990 r. Konsekwentnie, bez chwili wahania czy zwątpienia nawet wówczas, gdy kolejne mutacje PC stawały się niewielkimi, kanapowymi przetrwalnikami najwierniejszych.
- Był jak matematyczna stała, punkt odniesienia dla innych. Wszystko się zmieniało, a on wciąż mówił i wierzył w to samo - wspomina Robert Tyszkiewicz, który w ciągu ostatnich 20 lat ze współpracownika stał się dla Putry politycznym rywalem.
Krzysztof Putra pierwszy raz na Wiejską trafił po czerwcowych wyborach 1989 r. Kolejny raz w I kadencji. Potem jeszcze do Senatu w VI kadencji, gdzie został wicemarszałkiem. W końcu znów do Sejmu, znów na wicemarszałka. W międzyczasie był podlaskim radnym wojewódzkim i wieloletnim szefem jednej z białostockich spółek komunalnych.
- Mogę wystawić własną szóstkę piłkarską. Tylu mam synów - śmiał się, gdy kilka lat temu wizytował z ówczesnym premierem Jarosławem Kaczyńskim budowę jednego z boisk w rodzinnym Białymstoku. Do tego jeszcze dwie córki. Najstarszy z potomków dobija trzydziestki. Najmłodszy kończy niedługo dziesięć lat. Miał iść właśnie do komunii.
Duchowych sierot po wicemarszałku jest pewnie znacznie więcej.
- Czuję się, jakbym chował ojca. Byłem jego wychowankiem, wszystkiego mnie nauczył - poseł Mariusz Kamiński - nie ten od CBA, ale były rzecznik klubu parlamentarnego PiS, zanim sam został parlamentarzystą przez wiele lat był sekretarzem Krzysztofa Putry. - Wiedziałem, że miał lecieć, ale długo miałem nadzieję, że coś się w ostatniej chwili zmieniło. Nie odbierał telefonu, ale sygnał był taki, jakby miał włączony aparat. Potem okazało się, że po prostu przekierował go do swojego biura w Sejmie - Kamińskiemu trudno mówić. Nie wstydzi się łez.
**
Działacz antykomunistyczny, w wolnej Polsce senator i poseł, do tragicznej śmierci w katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku wicemarszałek Sejmu i szef podlaskich struktur Prawa i Sprawiedliwości. Urodził się w 1957 roku we wsi Józefowo pod Augustowem. Od 1975 do 1994 roku pracował w Fabryce Przyrządów i Uchwytów w Białymstoku. Najpierw jako robotnik, a od 1983 r. jako mistrz na wydziale doświadczalnym. W latach 1985-1986 był wiceprzewodniczącym, a w latach 1987-1988 - przewodniczącym Rady Pracowniczej w zakładzie, w którym pracował. W tym okresie zaangażował się w działalność samorządową. W 1988 r. był współzałożycielem Stowarzyszenia Działaczy Samorządu Pracowniczego. Od 1980 r. działał w NSZZ "Solidarność". W 1990 r. był jednym z założycieli Porozumienia Centrum. Był członkiem władz krajowych tej partii i prezesem jej Zarządu Wojewódzkiego w Białymstoku. W 2001 r. był współzałożycielem Prawa i Sprawiedliwości oraz został prezesem Podlaskiego Zarządu Regionalnego tej partii.
Był posłem X, I i VI kadencji, senatorem VI kadencji. W latach 2002-2005 zasiadał w Sejmiku Województwa Podlaskiego.
Krzysztof Jakub Putra (4.07.1957-10.04.2010)
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
73 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć