Dewolaj i smalec według Koronkiewicza
25.04.2010
, aktualizacja: 26.04.2010 09:54
Zostaliśmy wraz z małżonką zaproszeni na ślub i wesele. Bardzo nas to ucieszyło, bo już człowiek jest niestety w takim wieku, że częściej na pogrzeby trafia niż na wesela. Siedzimy sobie zatem za suto zastawionym stołem i rozglądamy się wśród potraw - od czego by tu zacząć?
ZOBACZ TAKŻE
- Zaczynamy tydzień: wieczór u abstynenta (28-08-11, 20:24)
- Zaczynamy tydzień: posiwiali bojownicy (15-05-11, 19:30)
- Zaczynamy tydzień: Nie znam się (23-01-11, 19:45)
Jest tatar obsypany cebulką, schab w galarecie, galantyna z kurczaka, łosoś z cytryną i koprem, za moment przynoszą gorące strogonowy i dewolaje. Ojciec pana młodego mruga do mnie okiem.
- Próbowałeś kiszonych ogórków i salcesonu na dole?
Bo w sali na dole stoi jeszcze jeden stół. Tam znowuż pyszni się grubo pokrojona palcówka, salceson, ogórki kiszone z Kruszewa, korycińskie sery i beczułka koniaku spod Gródka. Po prostu pychota. Na górze sałatka caprese, na dole domowy smalec. Jakże smalcu nie spróbować? Jakże ogórka kiszonego z glinianej beczułki widelcem nie złowić? Nie mogłem się oprzeć pokusie. Nie ja jeden zresztą. Chętnych na swojskie jedzenie nie brakło.
Ale już na górę wracać trzeba, bo kapela gra. Pierwszy taniec tańczą młodzi. Potem wszyscy ruszamy w tany. Wokalistka śpiewa jazzowy standard Luisa Armstronga. Potem włoskie szlagiery "Wolare, o ho, cantare, o ho ho ho". Tańczymy. Za chwilę znajome dźwięki. "Jesteś szalona" - klasyka discopolo. Cała sala tańczy. I nagle myśl się we mnie rodzi, że choć publicznie się od discopolo odżegnujemy, że choć psy na nim wieszamy, to zawsze na weselach discopolo słyszę i widzę ludzi przy tej muzyce tańczących. Tak jak z salcesonem i smalcem. Miejsca dla nich zabrakło na oficjalnym stole wśród zamorskich przysmaków, a jednak kolejka chętnych ustawiła się całkiem spora.
Spotykam potem przy kawie wokalistę zespołu i pytam - czy rzeczywiście jest tak, jak mi się zdaje, że przy discopolo zabawa najlepsza?
- Oj nie! Zdarza się, że ludzie się przy discopolo dobrze bawią, ale to wcale nie reguła - odpowiada wokalista. Opowiada też, że jego zespół bierze udział w telewizyjnym programie. Że do finałów dochodzą i być może latem w Opolu wystąpią. I dowiaduję się ze zdumieniem, że zespół dwie nazwy ma. Jedną na wesela, a drugą do telewizji. I znów mi przed oczyma dwa stoły stają. Na jednym smalec, na drugim łosoś.
Tymczasem do gości trzeba wracać. Rozmowy przy stole opisać. Wszystkie media trąbią na lewo i prawo: czy właściciel kota w wyborach wystartuje i jakie ma szanse. Ale na weselu nikt o tym nawet nie wspomni. Tu się dzieją rzeczy ważniejsze. Oto łączą się dwie rodziny. I teraz musimy się wszyscy poznać. Zrozumieć panujące między nami relacje. To będzie teraz mój nowy wuj, to stryj, to ciocia. Kłaniamy się zatem sobie nawzajem i poznajemy szczegóły. Kto gdzie pracuje, jakie ma zdrowie, a dzieci ile?
Mój ojciec (pozdrawiam Cię tato, a ojciec pana młodego do życzeń się przyłącza) znał wszystkich w swojej parafii. Pod kościołem mógł dokładnie powiedzieć, kto jak się nazywa i jak mieli na imiona jego rodzice. Ja tej wiedzy nie mam. Więcej mogę powiedzieć na temat bohaterów telewizyjnego serialu, niż o sąsiadach z klatki mego bloku. Wesele jest jednym z nielicznych momentów, gdy wracamy do rzeczywistości. Przy stole odbudowują się wreszcie normalne relacje. I naprawdę nie ma znaczenia, czy na tym stole leży dewolaj czy smalec.
- Próbowałeś kiszonych ogórków i salcesonu na dole?
Bo w sali na dole stoi jeszcze jeden stół. Tam znowuż pyszni się grubo pokrojona palcówka, salceson, ogórki kiszone z Kruszewa, korycińskie sery i beczułka koniaku spod Gródka. Po prostu pychota. Na górze sałatka caprese, na dole domowy smalec. Jakże smalcu nie spróbować? Jakże ogórka kiszonego z glinianej beczułki widelcem nie złowić? Nie mogłem się oprzeć pokusie. Nie ja jeden zresztą. Chętnych na swojskie jedzenie nie brakło.
Ale już na górę wracać trzeba, bo kapela gra. Pierwszy taniec tańczą młodzi. Potem wszyscy ruszamy w tany. Wokalistka śpiewa jazzowy standard Luisa Armstronga. Potem włoskie szlagiery "Wolare, o ho, cantare, o ho ho ho". Tańczymy. Za chwilę znajome dźwięki. "Jesteś szalona" - klasyka discopolo. Cała sala tańczy. I nagle myśl się we mnie rodzi, że choć publicznie się od discopolo odżegnujemy, że choć psy na nim wieszamy, to zawsze na weselach discopolo słyszę i widzę ludzi przy tej muzyce tańczących. Tak jak z salcesonem i smalcem. Miejsca dla nich zabrakło na oficjalnym stole wśród zamorskich przysmaków, a jednak kolejka chętnych ustawiła się całkiem spora.
Spotykam potem przy kawie wokalistę zespołu i pytam - czy rzeczywiście jest tak, jak mi się zdaje, że przy discopolo zabawa najlepsza?
- Oj nie! Zdarza się, że ludzie się przy discopolo dobrze bawią, ale to wcale nie reguła - odpowiada wokalista. Opowiada też, że jego zespół bierze udział w telewizyjnym programie. Że do finałów dochodzą i być może latem w Opolu wystąpią. I dowiaduję się ze zdumieniem, że zespół dwie nazwy ma. Jedną na wesela, a drugą do telewizji. I znów mi przed oczyma dwa stoły stają. Na jednym smalec, na drugim łosoś.
Tymczasem do gości trzeba wracać. Rozmowy przy stole opisać. Wszystkie media trąbią na lewo i prawo: czy właściciel kota w wyborach wystartuje i jakie ma szanse. Ale na weselu nikt o tym nawet nie wspomni. Tu się dzieją rzeczy ważniejsze. Oto łączą się dwie rodziny. I teraz musimy się wszyscy poznać. Zrozumieć panujące między nami relacje. To będzie teraz mój nowy wuj, to stryj, to ciocia. Kłaniamy się zatem sobie nawzajem i poznajemy szczegóły. Kto gdzie pracuje, jakie ma zdrowie, a dzieci ile?
Mój ojciec (pozdrawiam Cię tato, a ojciec pana młodego do życzeń się przyłącza) znał wszystkich w swojej parafii. Pod kościołem mógł dokładnie powiedzieć, kto jak się nazywa i jak mieli na imiona jego rodzice. Ja tej wiedzy nie mam. Więcej mogę powiedzieć na temat bohaterów telewizyjnego serialu, niż o sąsiadach z klatki mego bloku. Wesele jest jednym z nielicznych momentów, gdy wracamy do rzeczywistości. Przy stole odbudowują się wreszcie normalne relacje. I naprawdę nie ma znaczenia, czy na tym stole leży dewolaj czy smalec.
- 12 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Re: Dewolaj i smalec według Koronkiewicza
d.stocki
27.04.10, 11:55
Albo galantyna z kurczaka?»
-
Wojciechu!
macrow
27.04.10, 20:04
chcialbym zapytac, czy uzywasz slowa "dewolaj" w celu podkreslenia tzw.zasciankowosci naszego regionu. otoz wszelkie dania "de volaille" cechuja sietym, za sa z drobiu. uwazam, ze uzywajac »
-
Dewolaj i smalec według Koronkiewicza
romanera
28.04.10, 12:06
A potem wszyscy się dziwią, że cała Polska śmieje się z tego miasta!»




