Reklama sińców i zakwasów

Wojciech Koronkiewicz
06.06.2010 , aktualizacja: 06.06.2010 17:37
A A A Drukuj
Felieton Wojciecha Koronkiewicza
Wojciech Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Wojciech Koronkiewicz


Szkoły podjęły decyzję, że piątek po Bożym Ciele będzie dniem wolnym od nauki. By zaopiekować się dziećmi również wielu rodziców wzięło dzień wolny. W ten sposób niektórzy mieli weekend już od środy wieczorem. Miasto opustoszało. Niezwykłe wrażenie. Cicho jakoby nikogo nie było. W sklepie na widok mojej żony, ekspedientka zawołała podobno "Nareszcie ktoś przyszedł!".

Jechałem rowerem ulicami pustego miasta i poczułem przemożną ochotę, by samemu też gdzieś wyjechać. Tylko gdzie? Do Grecji czy do Szwecji? Na Hawaje czy w Himalaje? Nie mogłem się zdecydować. Ponadto z racji obowiązków nie mogłem wyjechać dłużej niż na kilka godzin.

Gdzie zatem miło spędzić czas za miastem? W Supraślu niedawno byliśmy na koncercie dzwonów, w Jurowcach też już obejrzeliśmy park dinozaurów i posłuchaliśmy ryków wydobywających się z krzaków. Ciekawość zżerała, aby zapytać, w jaki sposób owe ryki dinozaurów nagrano, ale wstyd było się przyznać do nieznajomości prehistorycznych magnetofonów. Może by więc pojechać do indiańskiej wioski? Wódz zapowiadał, że wkrótce odbędzie się zlot Indian z całej Polski. Wtedy na pewno się tam wybierzemy. Dokąd więc udać się dziś? Pojechaliśmy do parku linowego w Doktorcach.

Pomiędzy drzewami rozpięto liny i sznury, są też drabinki, szczebelki, klocki i pętelki. Łazi się po tym i skacze z drzewa na drzewo niczym Tarzan. Poszedłem z dzieckiem na trasę dziecięcą, a potem w ramach nagrody wybrałem się na dużą trasę dla dorosłych. O Matko Przenajświętsza! Już na pierwszej przeszkodzie zrozumiałem, że popełniłem błąd. Ale na dole stali ludzie i patrzyli, jak też poradzi sobie redaktor na drzewie. Polazłem zatem dalej. Dyndałem na sznurku niczym pajac na choince. Pot lał się ze mnie strumieniami. Ręce omdlewały. Lina wżerała się w ciało. Nogi się co chwila plątały. Wisiałem kilka metrów nad ziemią i patrzyłem na kajakarzy, którzy beztrosko spływali pobliską Narwią. Jakże chciałem teraz być na ich miejscu. Co mnie podkusiło, żeby tu włazić? Za jakie grzechy mnie to spotyka? I jeszcze sam za to zapłaciłem!

Miałem wielką ochotę zleźć w połowie trasy. Skoczyć z drzewa i uciekać polami byle dalej. Jakoś jednak dolazłem do końca. Pan instruktor poinformował, że ominąłem kilka najcięższych i najfajniejszych w związku z tym przeszkód. Nic nie odparłem i resztką sił doczołgałem się do auta. Wieczorem zauważyłem na swym ciele całą masę sińców i otarć. Rano mięśnie zaatakowały zakwasy. Polecam wizytę w Doktorcach każdemu. Polecam zwłaszcza facetom przekonanym, że są zdrowi, silni i sprawni. Polecam ludziom, którzy mają o sobie wielkie mniemanie. Polecam gorąco.

Ktoś może mi w tym miejscu zarzucić, że uprawiam kryptoreklamę. Ale niby dlaczego mam nie reklamować fajnych miejsc czy wydarzeń? Obiecuję, że gdziekolwiek w regionie zobaczę coś ciekawego, zaraz o tym Państwu doniosę. A poza tym spróbujcie wleźć na te sznurki. Ciekaw jestem czy wówczas podziękujecie mi za reklamę?

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Reklama sińców i zakwasów martines999 06.06.10, 22:08

    Nie no, poważnie taki tekst jest tu zamieszczony czy tylko taki "dżąłk"? Chłopie jak nie masz o czym pisać to po co wogóle się wcinasz...Czy żeby ot tak sobie pokazać się. Stary nie »