Historie na sobotę: Mit Lipowej

Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego
30.07.2010 , aktualizacja: 02.08.2010 17:15
A A A Drukuj
Cieszą magistrackie plany upiększenia Lipowej. Rozumiem ten zamysł. Rynek Kościuszki, dziedzińce i ogrody pałacu Branickich, Planty, ulica Kilińskiego - do kompletu brakuje jeszcze właśnie Lipowej. Ten komplet to nowe urządzanie miasta, nadawanie mu zasłużonego sznytu. Pozostaje jednak pewien niedosyt.
Spacerkiem po mieście. Noc Muzeów. Białystok
Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja
Spacerkiem po mieście. Noc Muzeów. Białystok
Ciągle brak w tych miejscach prawdziwej miejskiej historii. Gdybym mógł Pana Prezydenta namówić, albo prosić, to skierowałbym jego zapał na ulicę Warszawską. Bo tam właśnie owa historia jeszcze ciągle jest! Lipowa? No cóż, jej dzieje żyją już tylko dzięki piórom historyków, bo historycznych budowli to na tej ponoć reprezentacyjnej ulicy tyle co kot napłakał i niestety więcej nie będzie!

A jak było kiedyś? Gdy Białystok za sprawą Jana Klemensa Branickiego był na ustach całej Europy, to Lipowa pozostawała za granicą miasta. Tuż obok cerkwi unickiej, w miejscu której stoi dziś sobór św. Mikołaja, stała brama miejska zwana choroską. Za nią, a więc już za miastem, biegła wytyczona aleja. Była nawet częściowo brukowana i ozdobiona czterema szeregami lip. Jak pisano, było to "szerokie i efektowne", ale zaledwie przedmieście. W tym czasie - ku uwadze Pana Prezydenta podkreślam - ulica Warszawska, zwana wówczas po części Stare Bojary, a od Pałacowej do Świętojańskiej Neu Stadt (Nowe Miasto), była główną (!) ulicą Białegostoku. To przez nią przejeżdżali królowie, poselstwa, znamienici goście jadący czy to z Warszawy, czy też z Wilna i Grodna. Lipowa w tym czasie nawet nie nazywała się Lipową. Mówiono o niej Świętoroska, bo prowadziła do wzgórza św. Rocha. Wymiennie stosowano też nazwę Nowolipie. Nikt przy niej wówczas nie mieszkał, bo nie było tam domów. A na Warszawskiej? Proszę bardzo. Jeden z domów zajmował nadworny malarz i dekorator Branickiego Antoni Herliczka. Jego sąsiadami byli co najlepsi rzemieślnicy pracujący na potrzeby dworu. Był na tej ulicy też browar, niezwykle nowocześnie urządzony.

W połowie XIX wieku, gdy po Branickich już dawno nie było w Białymstoku śladu, to wszystko w przestrzeni miasta zaczęło się zmieniać. W 1863 roku opisujący Białystok autor monografii guberni grodzieńskiej I. Bobrowski zanotował: "Główną drogą, prowadzącą do miasta jest szosa warszawska (wybudowano ją dopiero w 1825 roku, odsyłając do lamusa staropolski trakt warszawsko-grodzieński), przecięta koleją żelazną; biegnie ona wzdłuż dworca kolejowego, aż do ulicy Lipowej. Urocza ta ulica obsadzona wielowiekowymi lipami jest ulubionym miejscem spacerów dla mieszkańców miasta. Po obydwóch stronach ulicy Lipowej wznoszą się niewielkie, lecz schludne i foremne domki, częścią murowane, częścią drewniane - aż po sobór prawosławny". To bardzo znamienny koniec tego opisu. A gdzie reszta Lipowej? Przez całą historię tej ulicy mieszkańcy Białegostoku tak nie do końca wiedzieli, gdzie ta niby reprezentacyjna promenada się zaczyna i jak ją nazwać. Ukształtowany jeszcze w XVIII wieku jej miejski odcinek, a więc ten od Rynku do cerkwi, za czasów Branickiego nazywano ulicą Choroską. W XIX wieku to też nie była Lipowa tylko Tykocka. Dopiero w 1919 roku ten fragment ulicy nazwano Lipową. Ale białostoczanie, aby wiedzieć, o czym mowa, określali ją mianem "wąska" Lipowa. Na tym bowiem odcinku ulica ta była o połowę węższa niż obecnie i o tyleż samo węższa od pozostałej jej części.

Lipowa do rangi głównej arterii miasta zaczyna dorastać dopiero po wybudowaniu kolei. Ten poniekąd wymuszony rozwój spowodował, że nie powstały na niej żadne ważne dla miasta budowle. Wyjątek stanowiła tu oczywiście cerkiew św. Mikołaja. Rozwój Lipowej tamowały też tereny wojskowe. Na rozległych parcelach w rejonie dzisiejszych ulic Przejazd, Lipowej, placu Niepodległości i Poleskiej ulokowane były magazyny wojskowe. To sąsiedztwo nie nadawało reprezentacyjnego charakteru. Zaraz, zaraz, ktoś może mi zarzucić, że nie zauważam w tym negowaniu choćby pięknej kamienicy Nowików pod 35. No tak, dziś, gdy mamy w Białymstoku 2-3 takie rezydencje, to są one niezwykle cenne, ale sami Nowikowie mieszkali przecież na Mickiewicza i Warszawskiej, a tylko jeden z czwórki braci wybudował sobie ocalałą cudem ze zniszczeń wojennych kamienicę na Lipowej. To wcale nie było gniazdo tego świetnego rodu przemysłowców! Żeby nie być gołosłownym w tym niezauważaniu Lipowej, przytoczę zaskakujący w swej zdawkowości jej opis zawarty w Przewodniku po Białymstoku, którego autorem był wielki miłośnik historii naszego miasta Michał Goławski. W 1939 roku napisał on, że "idąc ulicą Marszałka Piłsudskiego (od 1931 roku Lipowa nosiła taką nazwę) należy co jakiś czas przystanąć i przyjrzeć się imponującej budowie kościoła (św. Rocha) z perspektywy, ujętej latem pięknym szpalerem topoli. Ulica Marszałka Piłsudskiego nosiła nazwę Lipowej i rosły tam niegdyś stare duże lipy. Obecnie zadrzewiono ją piramidalnymi topolami nadającymi ulicy dużo wdzięku. Jako arteria główna, prowadząca od Rynku do dworca kolejowego, należy do ulic najbardziej ruchliwych i handlowych". Koniec, kropka. To wszystko! Żadnego zwiedzania, żadnych pięknych budynków, żadnej reprezentacyjnej promenady! Nic!

Dla kontrastu przytoczę opis jeszcze późniejszy, bo powstały w 1956 roku. Od tego czasu na Lipowej niewiele w jej architektonicznym kształcie się zmieniło. "Idziemy ulicą Stalina (nazwa Lipowej od 1947 roku). Spotykamy po drodze kilka pretensjonalnych kamienic (np. nr 33 i nr 52). Obok nich rzucają się w oczy potężne bloki budownictwa socjalistycznego - nowoczesnych biurowców i domów mieszkalnych, wznoszonych z rozmachem. W nowym bloku (nr 40) mieści się biuro PTTK, Zarząd Obsługi Ruchu Turystycznego. Towarzystwo posiada jeden z najładniejszych w mieście klubów". No, to rozumiem. Wreszcie jest co zwiedzać i podziwiać.

Tymczasem na Warszawskiej były i są gmachy stanowiące o miejskości Białegostoku. Idąc po kolei. Dawny Bank Wileński, przynależny co prawda administracyjnie do ulicy Sienkiewicza, ale jak pięknie otwierający Warszawską. Za Bankiem, w dawnym domu Adolfa Braunka była siedziba PKO, dalej, pod trójką, policja i miejska straż pożarna. Pod 7 to kamienica potentatów przemysłowych Tryllingów, pod 9 mieszkał marszałek szlachty Józef Sakowicz, fundator organów w białostockiej farze. Później budynek ten kupił pionier polskiej fotografiki Marian Dederko, a od niego nieruchomość tę nabył Związek Ziemian. Vis-a-vis - gmach gimnazjum. To cała, piękna historia białostockiej oświaty, patriotyzmu, harcerstwa. Pod numerem 11 - Nowikowie, pod 13 - poczta. Pod nieistniejącym (niestety) 12 jedna z pierwszych białostockich kawiarni "Wileńska". Dalej Bank Państwowy, a w dzisiejszym Centrum Esperanto Bank Ryski. Na rogu Pałacowej w zburzonej po wojnie kamienicy była legendarna apteka Pod Łabędziem, prowadzona przez prowizora farmacji i prezydenta miasta Wincentego Hermanowskiego. Po przeciwnej stronie niestety też zburzony gmach magistratu. To przez dziesięciolecia symbol miejskości Białegostoku. A to przecież zaledwie część tej naprawdę reprezentacyjnej ulicy. Nie było na Warszawskiej handlu, bo i skąd. To przecież takie białostockie Aleje Ujazdowskie. Przecież z Warszawskiej tylko krok i zaczynają się parki, pałac Branickich. W drugą stronę były Bojary. Dziś zniszczone, niegdyś czarowne.

Szanowny Panie Prezydencie. Niech Pan szybko upora się z Lipową, szkoda Pańskiego czasu. Warszawska czeka!

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Historie na sobotę: Mit Lipowej rafal0802 31.07.10, 00:36

    Też uważam ze Warszawska jest ulicą którą powinno się przebudować na wzórKilińskiego czy Rynku Kościuszki tylko nie wiem czy przejdzie na calej jejdlugosci opcja z kostką»