Rowerowe Podlasie: wielokulturowe Milejczyce

pisze Jerzy Tokajuk
12.11.2010 , aktualizacja: 12.11.2010 19:55
A A A Drukuj
Ostatnio sporo pisałem na tematy związane z bezpieczeństwem w ruchu drogowym, z wypadkami z udziałem rowerzystów. Są to sprawy bardzo ważne i naturalnie będę do nich wracał, ale dzisiaj postanowiłem zmienić temat na lżejszy, przyjemniejszy. Chciałem przywołać wspomnienia z lata, kiedy beztrosko podróżowało się rowerem po drogach i bezdrożach Podlasia
Pomysł rajdu rowerowego po gminie Milejczyce powstał pod koniec ubiegłego roku. Wtedy to w Gminnym Ośrodku Kultury w Milejczycach odbyła się debata na temat turystyki. Frekwencja nie była powalająca, więc spotkanie z debaty przerodziło się w zwykłą dyskusję.

Obecna na spotkaniu Joanna Józefowicz - autorka książki "Milejczyce" z przejęciem podkreślała wielkie walory gminy i to zarówno historyczne, krajobrazowe, jak i kulturowe, ja naturalnie zaproponowałem gminę zwiedzać na rowerze. Monika Bałut - szefowa GOK-u postanowiła rajd rowerowy włączyć do projektu "Wielokulturowe Milejczyce - wczoraj i dziś". Udało się nawet uzyskać dofinansowanie w ramach działania 413 Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju dla małych projektów. Oprócz Gminnego Ośrodka Kultury w akcję zaangażowały się również Stowarzyszenie Dyliżans Kulturalny i Klub Turystyki Rowerowej Eskapada.

Kawa w Milejczycach

Gdy pora nadeszła - dziesięcioosobowa grupa rowerzystów spotkała się wczesnym rankiem 21 sierpnia br. na dworcu kolejowym w Białymstoku. Pociąg ruszył i po ponadgodzinnej podróży wysiedliśmy na stacji Kleszczele. W tym ładnym i schludnym miasteczku postanowiliśmy odwiedzić naszego dobrego znajomego - Mikołaja Podlaszczuka - emerytowanego lotnika, który posiada jeden z największych w Polsce zbiór ametystów. Jego kolekcja jest imponująca! O każdym eksponacie opowiadałby godzinami. Kolekcjoner marzy nawet o stworzeniu w Kleszczelach "Ametystowej Komnaty".

Trasę o długości ok.15 km do Milejczyc pokonaliśmy dość łatwo. Kiedy jechaliśmy przez miasteczko, przy głównym skrzyżowaniu gromadzili się już lokalni rowerzyści, z którymi zaraz po mocnej kawie wyruszyliśmy już jako 35-osobowy peleton w dalszą drogę.

Zaczęło się od lekkiej przejażdżki połączonej ze zwiedzaniem Milejczyc. Osada została założona w XIII wieku przez południowych Słowian: Bułgarów, Serbów, Bośniaków, którzy schronili się na tych terenach przed swymi ówczesnymi wrogami - Turkami. Nazwa miejscowości Milejczyce pochodzi podobno od imienia Milej, który był podkomendnym podczas jednej z wypraw na Jaćwingów w roku 1235. Historia miasteczka jest długa i zawiła. Zwiedzanie Milejczyc pod kątem wielokulturowości zaczęliśmy od tematyki żydowskiej, budynek byłej synagogi stoi w samym centrum miejscowości. W przeszłości stosunki chrześcijańsko-żydowskie układały się różnie. Wzmianki na ten temat pochodzące z XVI wieku mówią nawet o wydanym przez króla dla Milejczyc przywileju o nieakceptowaniu Żydów "De non tolerandis Judaeis" zakazującym zamieszkania w mieście, a także zabraniający im wstępu do miasta z wyjątkiem określonych dni, najczęściej targów i jarmarków. Ale już w połowie XVIII wieku w Milejczycach powstała gmina żydowska, w 1865 roku wzniesiono tu synagogę, a od tego też roku istnieje cmentarz żydowski. W trakcie II wojny światowej wszyscy miejscowi Żydzi zostali przez hitlerowców wymordowani. Najpierw powstało tu getto, a potem wszyscy zostali wywiezieni do Treblinki i straceni.

Cerkwie na szlaku

Kolejny przystanek to oddalona o ok. 7 km miejscowość Rogacze. Tu dowiedzieliśmy się o prawosławiu. Osada o ówczesnej nazwie Rohacze została założona w XV wieku. W 1784 roku Rogacze były własnością Anny Matusewiczowej, kasztelanowej brzeskiej i jej synów Wincentego i Tadeusza. W miejscowości znajduje się drewniana cerkiew. Wśród mieszkańców parafii zachowało się opowiadanie o powstaniu cerkwi mówiące o tym, że na wzgórzu przy drodze do wsi Mikulicze na rosnącej na polu gruszy pewien religijny chłop znalazł na drzewie ikonę św. Antoniego. Potem na tym miejscu zbudował cerkiew św. Antoniego Peczerskiego, prestoł został urządzony na pniu ściętej gruszy, zaś ikona stała się przedmiotem szczególnej czci wśród okolicznej ludności. Niestety, nie dotrwała do dzisiejszych czasów, a jej miejsce zajmuje kopia wykonana przez mnicha z żurobickiego monasteru. O prawosławiu i historii rogackiej cerkwi opowiedział nam jej obecny proboszcz ks. Mirosław Awksietijuk.

Po zwiedzeniu świątyni udaliśmy się na przejażdżkę po okolicznych wsiach. Oglądaliśmy charakterystyczną dla tych terenów zwartą zabudowę wiejską, podziwialiśmy pięknie ozdobione domy. A że była to pełnia lata, kluczyliśmy po polnych drogach ciesząc się pięknem przyrody, napełniając płuca świeżym, żywicznym powietrzem. Zdarzyło się nam też parę razy zabłądzić i pogubić, ale zgrana rowerowa ferajna zaraz znowu odnajdywała się w komplecie. Odwiedzane zapomniane wioseczki mają swój urok. Docenili to zarówno przyjezdni rowerzyści z Białegostoku, jak i tutejsi. A dla większości młodych uczestników rajd był niesamowitą frajdą. Nie dawali po sobie poznać zmęczenia, chociaż dla początkujących przejechanie dystansu ok. 50 km w ciągu dnia po drogach i bezdrożach wymaga dużego wysiłku. W połowie dystansu w miejscowości Sobiatyno, aby nas nie forsować, zarządzono odpoczynek i zwiedzanie. Wieś była kiedyś folwarkiem włości milejczyckiej starostwa brzeskiego i szczyci się drewnianą cerkwią cmentarną pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Jest to jedna z najstarszych cerkwi w Polsce. Prawdopodobnie powstała w 1672 roku. Wewnątrz znajduje się ikonostas z ikonami z XIX wieku oraz pochodząca z XVIII wieku ikona Chrystusa Pantokratora.

Po południu powróciliśmy do Milejczyc i do późna ucztowaliśmy przy ognisku. Potem trzeba było udać się na spoczynek. Niestety, w samych Milejczycach nie ma żadnej kwatery agroturystycznej! - Szkoda, że w miejscowości o takiej bogatej historii nie ma gdzie ani zjeść, ani przenocować - skarżył się szef klubu Eskapada, Zbigniew Ostaszewski. - Chcielibyśmy, aby trasy naszych kolejnych rajdów zahaczały o Milejczyce. Turystyka rowerowa staje się coraz bardziej popularna. Wkrótce tędy będą przejeżdżały duże rzesze turystów na rowerach, Milejczyce leżą między popularnymi turystycznie regionami, jakimi są Dolina Bugu i Puszcza Białowieska. Jeżeli nie zwabi się ich czymś tutaj, to po prostu tylko tędy przemkną. Milejczyce powinny o tym pomyśleć. Przydałaby się jakaś tablica informacyjna z mapą, pokazująca te wszystkie atrakcje - mówił Ostaszewski.

Raj dla wędkarzy

Po rajdowych integracjach rano wstaje się ciężko, więc w niedzielę wystartowaliśmy dopiero o dziesiątej. Kolejnym punktem "welokulturowego" rajdu był kościół parafialny św. Stanisława z 1740 roku w Milejczycach - jeden z najstarszych drewnianych kościołów Podlasia. Obecny, drewniany kościół służył potrzebom parafii aż do powstania styczniowego. Po upadku powstania został zamknięty przez zaborcę rosyjskiego w 1865 roku i zamieniony na cerkiew. Ponownie został oddany katolikom w 1919 roku. W kościele uwagę zwracają ołtarze barkowe z rzeźbami klęczących aniołów i ornamentowany w zwieńczeniu ołtarz główny z rzeźbą św. Michała Archanioła. Przy kościele stoi dwukondygnacyjna, drewniana dzwonnica konstrukcji słupowo-ramowej, wzniesiona w 1740 roku.

Potem mijając po drodze drewnianą cerkiew cmentarną św. Mikołaja z ok. 1890 roku. udaliśmy się do parafialnej cerkwi św. Barbary z 1900 roku. Było już po nabożeństwie, więc mieliśmy możliwość zobaczyć jej wnętrza. W świątyni podziwialiśmy neorenesansowy ikonostas z ok. 1865 roku, w skład którego wchodzą dwie barokowe ikony św. Barbary i św. Mikołaja oraz barokowo-klasycystyczny kiwot z końca XVII wieku. Zaciekawiły nas zabytkowe feretrony - przenośne, obustronnie namalowany ikony w ozdobnych ramach, obnoszone w czasie procesji. W czasie naszej dalszej wędrówki zwiedziliśmy też kaplice katolickie: w Wałkach, która podlega parafii Matki Bożej Bolesnej w Osmoli oraz drewnianą kaplicę pw. Nawiedzenia NMP w Pokaniewie.

W tej ostatniej miejscowości odwiedziliśmy również stawy rybne - raj dla wędkarzy. Wprawdzie w naszej obecności nikt "taaakiej" ryby nie wyciągnął, ale podobno zdarzają się tu duże sztuki. Odpoczęliśmy nad wodą i wróciliśmy do Milejczyc. Na koniec dwudniowej imprezy obejrzeliśmy nagrodzony Srebrnym Feniksem w 2008 roku. film Borysa Lankosza "Obcy VI" z utalentowanym Wojciechem Klatą w roli głównej. Zdjęcia do filmu kręcone były właśnie w Milejczycach. Wystąpiło w nim też kilku miejscowych niedyplomowanych aktorów.

I tak rajd "Wielokulturowe Milejczyce - wczoraj i dziś" przeszedł do historii. Przy okazji chcielibyśmy gorąco podziękować Józkowi, który odtransportował nasze rowery do Białegostoku.

Pisząc relację z tego, jednego z ciekawszych rajdów w tym roku chciałem pokazać, że takie nieodkryte ciche miejsca na mapie mogą przynieść wiele wrażeń, a z takich wędrówek można dużo dobrego wynieść. Zachęcam więc gminy, gminne ośrodki kultury do współpracy. Rajdy rowerowe do doskonała okazja, aby zapromować swój region, swoją gminę, swoją wieś. Mamy jeszcze trochę czasu do wiosny. Pomyślmy! Czekamy na ciekawe propozycje: eskapada@tlen.pl

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów