Felieton. Zaczynamy tydzień: co było, a nie jest

Wojciech Koronkiewicz
05.12.2010 , aktualizacja: 06.12.2010 11:41
A A A Drukuj
W sobotę obchodziliśmy Barbórkę. Pamiętacie Państwo to górnicze święto? Czarno ubrani panowie, błyszczące guziki, czarne czapki z pióropuszami, na czapkach dwa skrzyżowane młotki i wieniec. Do tego podobnie ubrana orkiestra dęta. Chodzą, trąbią, najwyższe władze im ręce ściskają, medale wręczają, telewizja to wszystko nadaje i informuje, ileż to ton węgla wydobyliśmy w ostatnim półroczu.
Wojciech Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dąbrowski / AG
Wojciech Koronkiewicz
Dzieci w przedszkolu farbami plakatowymi (lub czarnym tuszem) malują biały karton, zwijają w rulony, sklejają i oto czapka górnicza gotowa! Tak było.

Gdzie to się wszystko podziało?

Galowo ubranego górnika zobaczyłem w sobotę w programie "Jaka to melodia". Na szafie znalazłem kawałek czarnego kartonu. Ucieszyłem się, bo z malowania czarnym tuszem mam smutne wspomnienia. Podobnie zresztą jak z mieszaniem saletry z cukrem. Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi.

Wyjąłem czarny karton, białą kartkę, klej i nożyczki. Żona aż podskoczyła na krześle. Wyłączyliśmy telewizor i zajęliśmy się produkcją górniczych czapek. Ależ zabawa! Po chwili cała rodzina siedziała przy stole ubrana w czarne czapki z pióropuszami. I wtedy dziecko zadało pytanie:

A kto to jest górnik?

Za oknem śnieg. W piwnicy stoją sanki. Jeszcze kilka lat temu pod domem mieliśmy górkę. I w taką pogodę wyglądało tam jak na obrazach Piotra Bruegla. Ale górkę splantowano i na jej miejscu zbudowano boisko do koszykówki i skatepark. Na wzgórzu św. Magdaleny budują operę. Na sanki w zasadzie można wybrać się więc już tylko do Ogrodniczek. Chyba, że znacie Państwo jakieś fajne górki gdzieś bliżej. Będę wdzięczny za podanie namiarów.

I znów mam wrażenie, że niegdyś takich górek było więcej. Że jak budowano osiedle, to zostawiano między blokami kawałek wolnego miejsca, zaś ziemia z wykopów była usypywana z myślą o zabawach.

Ostatnio odwiedziłem teściową. Mieszka w okolicach ulicy Wesołej. Na podwórkach między blokami rozmontowano wszystkie huśtawki, zjeżdżalnie, a nawet piaskownice. Nie ma nic. Trawnik i parking.

Zbudowano co prawda plac zabaw koło basenu. Ale rodzice samego już dziecka na podwórko nie wyślą. Bo z okien mieszkania nie widać, jak się dziecko pod blokiem bawi.

Zresztą mam wrażenie, że dzieci na podwórkach coraz mniej. Siedzą widocznie przed komputerami, bawią się na skateparkach i w fikolandach. W tym miejscu pogratulować chciałbym pewnemu hipermarketowi na przedmieściach, który zlikwidował darmowy fikoland i porozwieszał balony. Że niby nas wita na swych urodzinach i życzy miłej zabawy.

Niby gdzie się mamy bawić? Na garmażerce? Nie lubię być traktowany jak kretyn i więcej się do tego hipermarketu już nie wybiorę. Mam podobne sklepy bliżej domu. Jedyne co ich odróżniało - zostały zlikwidowane i zastąpione badziewiem.

Siedzimy więc sobie w domu, na głowie mamy papierowe czapki z pióropuszem i tłumaczymy dziecku, kto to taki górnik. Cholera wie, może mu się to kiedyś do czegoś przyda.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Zaczynamy tydzień: co było, a nie jest wiesiek4g 06.12.10, 10:33

    Kult czarnego złota czas w popiół rozwiewa, tak jak i całą epokę węgla i stali. Pewien etap w rozwoju mamy za sobą, lecz zapewne pokoleniu wyrosłym w kraju gdzie grudka tej ziemi w ręku »