Zaczynamy tydzień. Jak odkryłem, że nie jestem elitą
19.12.2010
, aktualizacja: 19.12.2010 20:01
Kilka dni temu rozmawiałem z profesor Jolantą Sztachelską, która nie tylko prowadzi pasjonujące zajęcia na Uniwersytecie w Białymstoku, ale zasiada również w kapitule nagrody im. Wiesława Kazaneckiego. Nagrody przyznawanej dorocznie miejscowemu literatowi.
SERWISY
W tym roku ubiegają się o nią m.in. Szymon Hołownia ("Bóg. Życie i twórczość") Ignacy Karpowicz ("Balladyny i romanse") i Tadeusz Słobodzianek ("Nasza klasa"). To autorzy posiadający dość spory dorobek, nominowani do nagród ogólnopolskich, czy jak w przypadku pana Tadeusza oklaskiwani w Europie, gdyż jego sztukę wystawiono przecież w Londynie. W tym roku kapituła ma w czym wybierać.
Co prawda żaden z wymienionych autorów nie mieszka już w Białymstoku, ale uznajemy ich za twórców naszych, lokalnych, bo albo się tu urodzili, albo tu mieszkali. W ich książkach zaś pojawiają się wątki dotyczące Podlasia.
Zachęcam Państwa do lektury. Wiem, że koniec grudnia to okres, gdy telewizja staje na głowie, by nas usadzić na całe dnie, ale nie dajmy się! Szukajmy rozkoszy gdzie indziej. Rozmawiajmy przy stole, odwiedzajmy znajomych, spacerujmy i bawmy się na świeżym powietrzu. Wieczorem zaś, zamiast oglądania telewizora, czytajmy książki.
Czytałem ostatnio książkę Sławomira Kopra "Życie prywatne elit artystycznych drugiej Rzeczpospolitej". Zawiera ona anegdoty z życia śmietanki artystycznej okresu międzywojennego. I w przeciwieństwie do informacji, które wtłaczano nam do głowy w szkołach, artyści międzywojnia ukazani są tu nie jako pomnikowe postaci, lecz ludzie niepozbawieni słabostek i wplątani w dziesiątki zabawnych sytuacji. Autor podaje nam owe anegdoty niczym smakołyki na srebrnej tacy. Hanka Ordonówna, Szczepcio i Tońcio, perypetie rodziny Kossaków - Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Magdaleny Samozwaniec, Zofii Kossak Szczuckiej, Skamandryci razem i osobno, Tuwim, Lechoń, Iwaszkiewicz, Witkacy, Bruno Schulz, Leśmian... Długo by wymieniać wszystkie postaci z książki.
Dobrze się czyta o "kurważach, litrażach, kilometrażach", jak mawiał podobno Witkacy. Ale zdarza się, że podczas lektury ogarnia człowieka smutek. Każdy z owej elity miał kochankę lub kochanków. Kotłowali się jeden przez drugiego, niczym żaby w stawie. Nawet Leśmian, ten łysy kurdupel ze skłonnościami do hazardu miał i żonę, i dwie kochanki!
Poszedłem do żony i powiedziałem: - Kochanie, musimy coś z tym zrobić. Najsłodsza żono ma, kochanki żadnej nie mam!
Żona spojrzała tylko wymownie. Ja po prostu nie jestem żadną elitą.
Warto, naprawdę warto jest czytać książki!
Co prawda żaden z wymienionych autorów nie mieszka już w Białymstoku, ale uznajemy ich za twórców naszych, lokalnych, bo albo się tu urodzili, albo tu mieszkali. W ich książkach zaś pojawiają się wątki dotyczące Podlasia.
Zachęcam Państwa do lektury. Wiem, że koniec grudnia to okres, gdy telewizja staje na głowie, by nas usadzić na całe dnie, ale nie dajmy się! Szukajmy rozkoszy gdzie indziej. Rozmawiajmy przy stole, odwiedzajmy znajomych, spacerujmy i bawmy się na świeżym powietrzu. Wieczorem zaś, zamiast oglądania telewizora, czytajmy książki.
Czytałem ostatnio książkę Sławomira Kopra "Życie prywatne elit artystycznych drugiej Rzeczpospolitej". Zawiera ona anegdoty z życia śmietanki artystycznej okresu międzywojennego. I w przeciwieństwie do informacji, które wtłaczano nam do głowy w szkołach, artyści międzywojnia ukazani są tu nie jako pomnikowe postaci, lecz ludzie niepozbawieni słabostek i wplątani w dziesiątki zabawnych sytuacji. Autor podaje nam owe anegdoty niczym smakołyki na srebrnej tacy. Hanka Ordonówna, Szczepcio i Tońcio, perypetie rodziny Kossaków - Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Magdaleny Samozwaniec, Zofii Kossak Szczuckiej, Skamandryci razem i osobno, Tuwim, Lechoń, Iwaszkiewicz, Witkacy, Bruno Schulz, Leśmian... Długo by wymieniać wszystkie postaci z książki.
Dobrze się czyta o "kurważach, litrażach, kilometrażach", jak mawiał podobno Witkacy. Ale zdarza się, że podczas lektury ogarnia człowieka smutek. Każdy z owej elity miał kochankę lub kochanków. Kotłowali się jeden przez drugiego, niczym żaby w stawie. Nawet Leśmian, ten łysy kurdupel ze skłonnościami do hazardu miał i żonę, i dwie kochanki!
Poszedłem do żony i powiedziałem: - Kochanie, musimy coś z tym zrobić. Najsłodsza żono ma, kochanki żadnej nie mam!
Żona spojrzała tylko wymownie. Ja po prostu nie jestem żadną elitą.
Warto, naprawdę warto jest czytać książki!
- 18 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Zaczynamy tydzień. Jak odkryłem, że nie jestem ...
przygranicy
19.12.10, 23:03
Coś pani profesor, albo autorowi tekstu musiało się pomylić. Słobodzianek wydał swój dramat w 2009 (Nike też za najlepszą książkę 2009), więc nie może dostać nagrody w kategorii książki »
-
Zaczynamy tydzień. Jak odkryłem, że nie jestem ...
lachatte_89
20.12.10, 22:43
książka którą Pan tak się tu zachwyca czyli "Życie prywatne elit artystycznych drugiej Rzeczpospolitej" jest podejrzewana o plagiat, gdyż autor ponoć ciągną żywcem całe zdania z kilku prac »
-
Zaczynamy tydzień. Jak odkryłem, że nie jestem ...
azp11
21.12.10, 23:47
Biegasz Koro po mieście, mażesz po murach i dziwisz się, że nie jesteś elitą :)»




