Zaczynamy tydzień: noworoczne wieści
02.01.2011
, aktualizacja: 02.01.2011 19:42
Tematem rozmów numer jeden jest ciągle jeszcze - kto, gdzie i w jaki sposób spędzał sylwestra? Z najciekawszych opowieści tegorocznych, jakie słyszałem, to wynajęcie autobusu, który napełniony bigosem i rozmaitymi napojami woził całą noc rozochoconych gości w rozmaite wskazywane przez nich miejsca. Zazdroszczę zwłaszcza kierowcy. Ciekawie też pewnie było tańcować z Miss Polonią w gospodarstwie agroturystycznym jej rodziców. Jak znam życie, dziewczyna została sfotografowana z każdym gościem. Taka jest cena sławy.
SERWISY
Ciekaw też jestem innych opowieści noworocznych. Gdzie bawił się wojewoda, z kim tańczył prezydent miasta, jak wyglądał sylwester w areszcie śledczym czy na izbie przyjęć pogotowia?
Zaraz w pierwszy dzień nowego roku zawalił się dach sklepu spożywczego na Bojarach. Sklep na szczęście był zamknięty, nikogo wewnątrz nie było i nikomu nic się nie stało.
To rzeczywiście szczęście. Ale pamiętam, gdy od śniegu zawalił się dach hali w Katowicach. Tam zginęli ludzie. I pamiętam też, że od tamtego czasu miało już być bezpiecznie. Miało do takich wypadków nie dochodzić. Powołano służby, monitorowano dachy, odśnieżano budynki, których konstrukcja mogła grozić zawaleniem. Powstały specjalistyczne firmy usuwające z dachów nadmiar śniegu. Dlaczego więc dachy się nadal walą? Gdzie są te służby? Gdzie jest ten monitoring?
Przecież tylko przypadek sprawił, że sklep był pusty. Wyobraźmy sobie, że dach się wali dwa dni potem. Że wali się dziś, gdy sklep jest pełen ludzi. Kto wówczas poniósłby konsekwencje? Kierownik sklepu czy sam prezes PSS Społem. Kto?
Na internetowych forach czytam skargi o zasypanych śniegiem ulicach i chodnikach. Nie można przejść, nie można przejechać, na zasypanych parkingach nie można postawić auta. Ulicą przejedzie spychacz i zepchnie śnieg na pobocze i chodnik, śnieg ten usuwany z chodnika często znów trafia na jezdnię. Zabawa trwa. Rosną zwały śniegu. Miasto wysypało na ulice pięć tysięcy ton soli. Przeczytałem tę informację jeszcze raz. Pięć tysięcy ton? Przecież jak śnieg stopnieje, to wszystko spłynie do rzek, dostanie się do ziemi. Zakładamy w Białce hodowlę śledzi?
Dlaczego śniegu nie można wywozić? Zamiast przesuwać go z jezdni na chodnik i z powrotem, załadować na ciężarówki, na przyczepy traktorów i wozić nocami za miasto?
Miasto już teraz ma możliwość obniżania długu tym, których nie stać na opłacanie czynszu. Warunkiem jest wykonywanie prac. Czy odśnieżanie ulic nie leży w gestii miasta? Czy miasto zaproponowało swoim dłużnikom takie rozwiązanie? Czy zwrócono się do urzędu pracy z propozycją stworzenia sezonowych brygad do usuwania śniegu? Czy zwrócono się z prośbą o pomoc do aresztu śledczego? Jakie są możliwości wykorzystania do pracy osadzonych? Czy sporządzono choć kosztorys takich rozwiązań? Śnieg pada co roku. Co roku zasypuje ulice i chodniki. Niekiedy zawala dachy. Czy musi dojść do tragedii, byśmy stali się odpowiedzialni?
Zaraz w pierwszy dzień nowego roku zawalił się dach sklepu spożywczego na Bojarach. Sklep na szczęście był zamknięty, nikogo wewnątrz nie było i nikomu nic się nie stało.
To rzeczywiście szczęście. Ale pamiętam, gdy od śniegu zawalił się dach hali w Katowicach. Tam zginęli ludzie. I pamiętam też, że od tamtego czasu miało już być bezpiecznie. Miało do takich wypadków nie dochodzić. Powołano służby, monitorowano dachy, odśnieżano budynki, których konstrukcja mogła grozić zawaleniem. Powstały specjalistyczne firmy usuwające z dachów nadmiar śniegu. Dlaczego więc dachy się nadal walą? Gdzie są te służby? Gdzie jest ten monitoring?
Przecież tylko przypadek sprawił, że sklep był pusty. Wyobraźmy sobie, że dach się wali dwa dni potem. Że wali się dziś, gdy sklep jest pełen ludzi. Kto wówczas poniósłby konsekwencje? Kierownik sklepu czy sam prezes PSS Społem. Kto?
Na internetowych forach czytam skargi o zasypanych śniegiem ulicach i chodnikach. Nie można przejść, nie można przejechać, na zasypanych parkingach nie można postawić auta. Ulicą przejedzie spychacz i zepchnie śnieg na pobocze i chodnik, śnieg ten usuwany z chodnika często znów trafia na jezdnię. Zabawa trwa. Rosną zwały śniegu. Miasto wysypało na ulice pięć tysięcy ton soli. Przeczytałem tę informację jeszcze raz. Pięć tysięcy ton? Przecież jak śnieg stopnieje, to wszystko spłynie do rzek, dostanie się do ziemi. Zakładamy w Białce hodowlę śledzi?
Dlaczego śniegu nie można wywozić? Zamiast przesuwać go z jezdni na chodnik i z powrotem, załadować na ciężarówki, na przyczepy traktorów i wozić nocami za miasto?
Miasto już teraz ma możliwość obniżania długu tym, których nie stać na opłacanie czynszu. Warunkiem jest wykonywanie prac. Czy odśnieżanie ulic nie leży w gestii miasta? Czy miasto zaproponowało swoim dłużnikom takie rozwiązanie? Czy zwrócono się do urzędu pracy z propozycją stworzenia sezonowych brygad do usuwania śniegu? Czy zwrócono się z prośbą o pomoc do aresztu śledczego? Jakie są możliwości wykorzystania do pracy osadzonych? Czy sporządzono choć kosztorys takich rozwiązań? Śnieg pada co roku. Co roku zasypuje ulice i chodniki. Niekiedy zawala dachy. Czy musi dojść do tragedii, byśmy stali się odpowiedzialni?
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Zaczynamy tydzień: noworoczne wieści
ewa_zwierzynska
03.01.11, 12:23
Odnoszę wrażenie że kierownik sklepu "Bojary" zgrzeszył grzechem chciwości. Od czasu gdy sklep wprowadził opłaty za parking stracił co najmniej 1 klijenta ( w mojej osobie, dla zasady) a »




