Zaczynamy tydzień. Triumf inżyniera Mamonia
06.03.2011
, aktualizacja: 06.03.2011 11:36
Rozumiem argumenty pani profesor, trudno mi polemizować z werdyktem kapituły złożonej z literaturoznawców. Jednak mimo wszystko gdzieś w głębi duszy czułem dyskomfort. Nie była to żadna osobista zadra czy zazdrość, bo nic przecież nie wydałem i nigdzie nie startowałem.
SERWISY
W piątek wieczorem wręczono Nagrodę im. Wiesława Kazaneckiego. Nagrodę - przyznawaną twórcom z Podlasie za najlepszą książkę, napisaną danego roku. Nie byłem osobiście na wręczaniu, ale zaciekawiony werdyktem, wysłałem do kolegi, który był na miejscu sms-a: "Kto wygrał?"
Odpowiedź brzmiała: "Karpowicz i Leończuk. Triumf inżyniera Mamonia".
Inżynier Mamoń, jak Państwo pamiętają z filmu "Rejs", nie przepadał za nowościami i najbardziej lubił piosenki, które już wcześniej słyszał. Kolega dawał mi do zrozumienia, że podobnie postąpiła kapituła, nagradzając twórców już znanych i wielokrotnie nagradzanych. Zarówno Ignacy Karpowicz, jak i Jan Leończuk byli już wielokrotnie nagradzani. Nagrodę Kazaneckiego też odbierali nie po raz pierwszy.
Pobiegłem na uniwersytet, do pani profesor, która w kapitule zasiadała. Wpadłem do gabinetu: - Czemuż Karpowicz i Leończuk?! - zawołałem od progu.
- Bo książka Karpowicza była najlepsza - odparła pani profesor. - A Leończuk dostał za całokształt. Decyzja kapituły była niemalże jednogłośna.
- Ale nagradzacie już nagradzanych, a tymczasem debiutanci nie mają najmniejszych szans, by się wybić. Tymczasem księgarze wyraźnie mówią, że książka z napisem na obwolucie "Nagroda taka i taka" od razu lepiej się sprzedaje. Nie dajecie szansy debiutantom.
- Nieprawda - odparła pani profesor. - Sprzedaż książek rośnie, gdyż wystarcza już sama informacja, że książka jest do nagrody nominowana. Nagroda zaś jest dla książki najlepszej, nie zaś za najlepszy debiut. Tego roku wydanych zostało wiele książek, które nie tylko nie otrzymały nagrody, ale nawet nie zostały nominowane.
Pod uniwersytetem spotkałem dwóch doktorantów. - Słyszałeś o nagrodzie? - zagaił pierwszy. - Ale wiocha, co? Żeby zdobyć Kazaneckiego trzeba chyba najpierw dostać nominację do Nike albo paszport Polityki.
- Ja wydałem dwie książki - rzekł drugi. - I doprosić się nie mogłem w prasie lokalnej choćby zwykłej recenzji na siódmej stronie.
Machnąłem ręką i nie wdając się już w żadne literackie dyskusje i spory powróciłem do domu. "Każde środowisko, a środowisko literatów w szczególności, pełne jest osób przekonanych o swej niezwykłej wartości i o swym nieprawdopodobnym talencie." Kto to mówił? Gdzie to czytałem? Rozumiem argumenty pani profesor, trudno mi polemizować z werdyktem kapituły złożonej z literaturoznawców. Jednak mimo wszystko gdzieś w głębi duszy czułem dyskomfort. Nie była to żadna osobista zadra czy zazdrość, bo nic przecież nie wydałem i nigdzie nie startowałem.
Tego samego dnia, kiedy przyznawano Nagrodę Kazaneckiego w telewizji po wieczornych programach informacyjnych, w najlepszym czasie antenowym, trzy największe stacje prezentowały filmy animowane dla dzieci. "Epoka lodowcowa", "Madagaskar" i "Wall-e". Wszystkie filmy rodem z Hollywood. Z sukcesami kinowymi i nagradzane na festiwalach. Żadna stacja nie nadawała filmu polskiego debiutanta. I sam nie wiem dlaczego, ale wydało mi się wówczas, że słyszę śmiech inżyniera Mamonia.
Odpowiedź brzmiała: "Karpowicz i Leończuk. Triumf inżyniera Mamonia".
Inżynier Mamoń, jak Państwo pamiętają z filmu "Rejs", nie przepadał za nowościami i najbardziej lubił piosenki, które już wcześniej słyszał. Kolega dawał mi do zrozumienia, że podobnie postąpiła kapituła, nagradzając twórców już znanych i wielokrotnie nagradzanych. Zarówno Ignacy Karpowicz, jak i Jan Leończuk byli już wielokrotnie nagradzani. Nagrodę Kazaneckiego też odbierali nie po raz pierwszy.
Pobiegłem na uniwersytet, do pani profesor, która w kapitule zasiadała. Wpadłem do gabinetu: - Czemuż Karpowicz i Leończuk?! - zawołałem od progu.
- Bo książka Karpowicza była najlepsza - odparła pani profesor. - A Leończuk dostał za całokształt. Decyzja kapituły była niemalże jednogłośna.
- Ale nagradzacie już nagradzanych, a tymczasem debiutanci nie mają najmniejszych szans, by się wybić. Tymczasem księgarze wyraźnie mówią, że książka z napisem na obwolucie "Nagroda taka i taka" od razu lepiej się sprzedaje. Nie dajecie szansy debiutantom.
- Nieprawda - odparła pani profesor. - Sprzedaż książek rośnie, gdyż wystarcza już sama informacja, że książka jest do nagrody nominowana. Nagroda zaś jest dla książki najlepszej, nie zaś za najlepszy debiut. Tego roku wydanych zostało wiele książek, które nie tylko nie otrzymały nagrody, ale nawet nie zostały nominowane.
Pod uniwersytetem spotkałem dwóch doktorantów. - Słyszałeś o nagrodzie? - zagaił pierwszy. - Ale wiocha, co? Żeby zdobyć Kazaneckiego trzeba chyba najpierw dostać nominację do Nike albo paszport Polityki.
- Ja wydałem dwie książki - rzekł drugi. - I doprosić się nie mogłem w prasie lokalnej choćby zwykłej recenzji na siódmej stronie.
Machnąłem ręką i nie wdając się już w żadne literackie dyskusje i spory powróciłem do domu. "Każde środowisko, a środowisko literatów w szczególności, pełne jest osób przekonanych o swej niezwykłej wartości i o swym nieprawdopodobnym talencie." Kto to mówił? Gdzie to czytałem? Rozumiem argumenty pani profesor, trudno mi polemizować z werdyktem kapituły złożonej z literaturoznawców. Jednak mimo wszystko gdzieś w głębi duszy czułem dyskomfort. Nie była to żadna osobista zadra czy zazdrość, bo nic przecież nie wydałem i nigdzie nie startowałem.
Tego samego dnia, kiedy przyznawano Nagrodę Kazaneckiego w telewizji po wieczornych programach informacyjnych, w najlepszym czasie antenowym, trzy największe stacje prezentowały filmy animowane dla dzieci. "Epoka lodowcowa", "Madagaskar" i "Wall-e". Wszystkie filmy rodem z Hollywood. Z sukcesami kinowymi i nagradzane na festiwalach. Żadna stacja nie nadawała filmu polskiego debiutanta. I sam nie wiem dlaczego, ale wydało mi się wówczas, że słyszę śmiech inżyniera Mamonia.
- 34 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Zaczynamy tydzień. Triumf inżyniera Mamonia
fisk12
06.03.11, 19:49
Książka Karpowicza jest najlepsza, nie pisz, ze trudno Ci polemizować ze środowiskiem literaturoznawców bo jesteś doktorantem na Wydziale Filologicznym i swego czasu bardzo lansowałeś »
-
Zaczynamy tydzień. Triumf inżyniera Mamonia
wiesiek4g
07.03.11, 01:23
Myślę, że ten, kto tworzy wie, jaką wartość prezentuje to, co stworzył.Nagroda ucieszy moje dłonie wypełnione słowamiTak wiele siebie i czasu mego włożyłem w dziełoPragnę uznania, niech »
-
Zaczynamy tydzień. Triumf inżyniera Mamonia
brutt
07.03.11, 15:25
Czytając felieton P. Koronkiewicza i powyższe wypowiedzi, odnoszę wrażenie , że jakiekolwiek przyznanie nagrody zawsze wiąże się z jakim sprzeciwem. Nigdy nie ma tak , żeby wszyscy byli »




