Eskapada za miedzę. Rajd rowerowy na Białorusi
08.05.2011
, aktualizacja: 08.05.2011 12:00
W ubiegły weekend trzynastu rowerzystów z Klubu ESKAPADA wybrało się na rowerowy rajd po Białorusi.
Swoją wędrówkę zaczęliśmy w Grodnie, gdzie dotarliśmy pociągiem. Grodzieńscy rowerzyści zaprosili nas do udziału w organizowanej w Grodnie po raz drugi w tym roku Masie Krytycznej. Polscy cykliści byli łatwo rozpoznawalni bo mieli na sobie żółte odblaskowe kamizelki podarowane przez białostocką Straż Miejską. Od razu poinstruowano nas o zasadach ruchu drogowego na Białorusi - rowerzyści muszą tam jeździć po chodnikach a nie wolno im jeździć po jezdni. Trasa przejazdu Masy również odbywała się po trotuarach. Przejazd był ciągłym zmaganiem z wielkimi krawężnikami. Zdenerwowały one również obecnego na imprezie wiceprezydenta Białegostoku Aleksandra Sosnę, który w jednym z wywiadów dla lokalnych mediów nazwał je przeciwczołgowymi. Piątkowy przejazd był też hołdem dla młodej rowerzystki, która przed świętami zginęła pod kołami trolejbusu. W pobliżu miejsca tragedii zebrani złożyli kwiaty i zapalili znicze.
Piękne położenie nad Niemnem aż się prosi do stworzenia tam malowniczych tras dla rowerzystów. Mamy nadzieję, że nasza obecność na Masie i nasze wsparcie duchowe okażą się pomocne grodzieńskim cyklistom w ich walce o swoje prawa.
Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Kanału Augustowskiego. Droga choć asfaltowa nie była łatwa do jazdy. Ciągłe wysokie podjazdy i taki sobie asfalt dały się we znaki niektórym, zwłaszcza paniom, które zdecydowały że drogę powrotną pokonają samochodem. Na miejscu w urokliwym zakątku nad niewielką rzeczką odpoczęliśmy nieco i w towarzystwie uczestników zawodów, które się tam wtedy odbywały zjedliśmy wspólny obiad. Odważniejsi zażyli również kąpieli. Z powrotem wracaliśmy inną, ciekawszą trasą bo częściowo przebiegała ona nad Kanałem Augustowskim. Zwiedziliśmy mi.n. Sopoćkiny, a przy wiejskich "magazinach" , gdzie zaopatrywaliśmy się w prowiant, od czasu od czasu pogawędziliśmy o tym i owym z miejscowymi. Po powrocie do Grodna spotkaliśmy się wieczorem przy kolacji z naszymi nowopoznanymi grodzieńskimi koleżankami i kolegami, którzy byli dla nas niezwykle ciepli i otwarci.
1 maja późnym popołudniem dotarliśmy do oddalonego ok. 30 km Odelska. To wieś położona zaledwie kilkaset metrów od granicy z Polską. Kiedyś było to miasto (do 1934r.) Założyła je w I połowie XVI wieku królowa Bona. W 1944 wytyczono tymczasową nową granicę polsko-radziecką, która pozostawiała Odelsk w granicach Białoruskiej SRR. Pomimo że Linia Curzona przebiegała dwa kilometry na wschód i mieszkańcy wsi (w znacznej większości narodowości polskiej) podejmowali starania o włączenie Odelska do Polski, przebieg granicy tymczasowej utrzymano i pozostaje on taki do dziś.
W Odelsku powitali nas Kazimierz i Bogdan. Wzruszyły ich biało-czerwone chorągiewki przytwierdzone do naszych rowerów, które specjalnie na ten rajd uszyła wszystkim nasza koleżanka Basia. Koledzy z Odelska pokazali nam zabytkowy pochodzący z XVIII wieku drewniany Kościół Wniebowzięcia NMP z murowaną dzwonnicą. W kościele znajduje się cudowny obraz św. Antoniego. Są tam również jego relikwie. Parafia istnieje tutaj od prawie 500 lat.
Po kąpieli w miejscowej "bani" udaliśmy się do okazałego Domu Kultury, gdzie przywitała nas jego dyrektorka - Lilia Radkowska. Pokazano nam również niewielką salkę tradycji prowadzoną przez Halinę Żwierżewicz, gdzie młodzież uczy się od dorosłych ludowego rzemiosła. Na naszą cześć dwuosobowa kapela zagrała nam coś na ludową nutę na powitanie. Niesamowite wrażenie wywarła na nas kolekcja Mariana Skromblewicza - sympatycznego starszego pana, który wyrabia z drewna przeróżne instrumenty ludowe. Ten niezwykle muzykalny wiejski artysta zaprezentował nam swoją ogromną kolekcję instrumentów od zwykłych lipowych fujarek, różnorakich okaryn, trzcinowych fletni po ogromne góralskie trąbity czy ligawki. Nas również zaprosił do wspólnego muzykowania wręczając każdemu do grania co popadnie: fujarkę, kołatkę czy coś podobnego. Zabawa była przednia! Potem przenieśliśmy się do kawiarni na kolację. Biesiadując z rodakami zza miedzy, którzy ciągle jeszcze tęsknią za Polską nawet nie zauważyliśmy jak wybiła północ. Musieliśmy jednak udać się w dalsza drogę. Nocą rowerami po nieznanym terenie jechać było nie sposób a i dystans był pokaźny więc przerzucono nas samochodami do położonej już w puszczy miejscowości Cichawola. Tutaj zakwaterowaliśmy się w miejscowej turbazie. Warunki były wprawdzie spartańskie (pokoje 7-osobowe, zimna woda, wychodek na zewnątrz) ale zintegrowane towarzystwo nie narzekało. Rano po śniadaniu podzieliliśmy się na dwie grupy. W jednej znaleźli się ci, którzy chcieliby śmignąć "setkę" po puszczy, w drugiej chętni do jazdy bardziej rekreacyjnej. Ja zdecydowałem się dołączyć do tych drugich, zwłaszcza że w tej grupie znalazły się wszystkie trzy panie: Basia, Marysia i Joasia. Na początek pojechaliśmy obejrzeć położony w puszczy w okazały dworek hrabiego WincentegoTyszkiewicza. Potem na obiad udaliśmy się do Świsłoczy. To historyczne miasteczko znane jest już od połowy XIII wieku, gdy obok księstw grodzieńskiego, nowogrodzkiego i wołkowyskiego istniało oddzielne księstwo swisłockie. W I połowie XIX wieku władał nim wspomniany hrabia Wincenty Tyszkiewicz, który przebudował to miasto, utworzył w centrum miasteczka plac targowy, na którym odbywały się słynne jarmarki. Zjeżdżali tutaj kupcy z 6-ciu krajów i ponad 60-ciu miast Rosji i Europy. W Świsłoczy działał kiedyś teatr Tyszkiewiczów oraz istniał tutaj ogród zoologiczny, w którym eksponowano zwierzęta żyjące w Puszczy Białowieskiej. Absolwentami założonego w 1806 roku gimnazjum są tak znane osoby jak: Konstanty Kalinowski, Romuald, Napoleon Orda czy Józef Kraszewski .
W Świsłoczy urodził się znany aforysta, autor fraszek, sypiący anegdotkami jak z rękawa Zbigniew Waydyk. Od 1973 mieszkał w Białymstoku. Wydał kilka tomików, publikował też swoje utwory w naszej lokalnej prasie. Pamiętamy jego stałe rubryki pt. "Wajdykamenty" czy "Polityka Zbigniewa Waydyka".
Posiliwszy się świsłockimi specjałami w miejscowej restauracyjce udaliśmy się inną, łatwiejszą trasą z powrotem do Cichawoli. Tutaj czekali już na nas zarówno nasi koledzy z "Eskapady" jak i zaprzyjaźnieni rowerzyści z brzeskiego klubu "KałaBOK" oraz przybyli z Petersburga cykliści zrzeszenie w klubie "Karawan". Od razu znaleźliśmy wspólny język bo to i te same słowiańskie korzenie i wspólna pasja - rowery. Śpiewy na słowiańska nutę rozlegały się więc do późna w nocy. Aby śpiewać było łatwiej Irina postarała się o gitarę, którą specjalnie na tą okoliczność targała na rowerze 50km przez puszczę. Po wspólnym śniadaniu i pamiątkowym zdjęciu udaliśmy się każdy naród w inną stronę: Rosjanie do Grodna, Białorusini do Brześcia a Polacy do Białowieży. Jazda po Puszczy Białowieskiej rowerem to rozkosz zwłaszcza, że jest tam ponad 100km wyasfaltowanych tras dla rowerzystów. Uroków Puszczy Białowieskiej opisywać nie będę bo na to nie starczyłoby całej gazety. Dodam tylko, że wiosną jest ona szczególnie piękna. Jadą rowerem po puszczy wiosnę i widzimy i czujemy bo jest w naszych oczach, uszach i nozdrzach. Każdy znalazł coś dla siebie do oglądania i przeżywania. Odpoczęliśmy po drodze pod wiatą racząc się ziołowym "czajem" z samowara a potem pstryknęliśmy słynne zdjęcie pod gigantycznym dębem bo takiej fotki z Puszczy Białowieskiej zabraknąć nie może. Zajrzeliśmy jeszcze nad Jezioro Ladzkie i udaliśmy się na przejście graniczne. Odprawa była szybka i sprawna a pogranicznicy i celnicy byli jak zwykle na tym przejściu mili i życzliwi.
W Białowieży nasz kolega z wycieczki - Marek (zapalony rowerzysta i uczestnik wielu rowerowych eskapad) z małżonką zaprosili nas do Hotelu Białowieskiego na pyszny obiad. Dzięki im za to. Wszystkie poprzednie rajdy transgraniczne Eskapady również kończyły się u nich obiadem. Cóż, oprócz słowiańskiej gościnności mają jeszcze słabość do rowerzystów.
Rajd Transgraniczny Polska - Białoruś przeszedł już do historii, przeżyte wrażenia na długo pozostaną w pamięci a rowerzyści z Eskapady planują już kolejny rowerowy wypad za tydzień. Ty razem pojadą Szlakiem Tatarskim Sokółka -Bohoniki - Kruszyniany - Sokółka - Białystok.
Zaproszenie
Klub Turystyki Rowerowej ESKAPADA zaprasza na rajd rowerowy "Szlakiem Tatarskim" w dniach: 14-15 maja 2011. Trasa rajdu: Sokółka - Bohoniki - Poczopek -Krynki - Kruszyniany - Waliły - Supraśl - Białystok. Dystans do pokonania w dwa dni: ok. 110km.
Start w Sokółce 14 maja (sobota) o godz. 11.00 sprzed dworca PKP. Do Sokółki można dojechać pociągiem HAŃCZA relacji Warszawa Zachodnia - Szestokai. Odjazd z Białegostoku o godz. 10:17
14 maja (sobota) Trasa: Sokółka - Bohoniki - Poczopek - Krynki - Kruszyniany (dystans: ok. 50km). W Kruszynianach obiadokolacja i nocleg (pokoje 2-osobowe z łazienką) oraz ognisko integracyjne. 15 maja (niedziela) po śniadaniu (ok godz. 9.00) wyruszymy dalej. Trasa poprowadzi przez malownicze ostępy Puszczy Knyszyńskiej: Kruszyniany - Waliły - Supraśl - Białystok (ok. 60km). Zapisy i bliższe informacje: tel. 602 665 126 (Plus) 796 86 32 48 (Play) e-mail: eskapada@tlen.pl. Odpłatność 138zł. (obiadokolacja, nocleg, śniadanie, ubezpieczenie).
W rajdzie swój udział zapowiedzieli również cykliści z Grodna i Brześcia
Piękne położenie nad Niemnem aż się prosi do stworzenia tam malowniczych tras dla rowerzystów. Mamy nadzieję, że nasza obecność na Masie i nasze wsparcie duchowe okażą się pomocne grodzieńskim cyklistom w ich walce o swoje prawa.
Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Kanału Augustowskiego. Droga choć asfaltowa nie była łatwa do jazdy. Ciągłe wysokie podjazdy i taki sobie asfalt dały się we znaki niektórym, zwłaszcza paniom, które zdecydowały że drogę powrotną pokonają samochodem. Na miejscu w urokliwym zakątku nad niewielką rzeczką odpoczęliśmy nieco i w towarzystwie uczestników zawodów, które się tam wtedy odbywały zjedliśmy wspólny obiad. Odważniejsi zażyli również kąpieli. Z powrotem wracaliśmy inną, ciekawszą trasą bo częściowo przebiegała ona nad Kanałem Augustowskim. Zwiedziliśmy mi.n. Sopoćkiny, a przy wiejskich "magazinach" , gdzie zaopatrywaliśmy się w prowiant, od czasu od czasu pogawędziliśmy o tym i owym z miejscowymi. Po powrocie do Grodna spotkaliśmy się wieczorem przy kolacji z naszymi nowopoznanymi grodzieńskimi koleżankami i kolegami, którzy byli dla nas niezwykle ciepli i otwarci.
1 maja późnym popołudniem dotarliśmy do oddalonego ok. 30 km Odelska. To wieś położona zaledwie kilkaset metrów od granicy z Polską. Kiedyś było to miasto (do 1934r.) Założyła je w I połowie XVI wieku królowa Bona. W 1944 wytyczono tymczasową nową granicę polsko-radziecką, która pozostawiała Odelsk w granicach Białoruskiej SRR. Pomimo że Linia Curzona przebiegała dwa kilometry na wschód i mieszkańcy wsi (w znacznej większości narodowości polskiej) podejmowali starania o włączenie Odelska do Polski, przebieg granicy tymczasowej utrzymano i pozostaje on taki do dziś.
W Odelsku powitali nas Kazimierz i Bogdan. Wzruszyły ich biało-czerwone chorągiewki przytwierdzone do naszych rowerów, które specjalnie na ten rajd uszyła wszystkim nasza koleżanka Basia. Koledzy z Odelska pokazali nam zabytkowy pochodzący z XVIII wieku drewniany Kościół Wniebowzięcia NMP z murowaną dzwonnicą. W kościele znajduje się cudowny obraz św. Antoniego. Są tam również jego relikwie. Parafia istnieje tutaj od prawie 500 lat.
Po kąpieli w miejscowej "bani" udaliśmy się do okazałego Domu Kultury, gdzie przywitała nas jego dyrektorka - Lilia Radkowska. Pokazano nam również niewielką salkę tradycji prowadzoną przez Halinę Żwierżewicz, gdzie młodzież uczy się od dorosłych ludowego rzemiosła. Na naszą cześć dwuosobowa kapela zagrała nam coś na ludową nutę na powitanie. Niesamowite wrażenie wywarła na nas kolekcja Mariana Skromblewicza - sympatycznego starszego pana, który wyrabia z drewna przeróżne instrumenty ludowe. Ten niezwykle muzykalny wiejski artysta zaprezentował nam swoją ogromną kolekcję instrumentów od zwykłych lipowych fujarek, różnorakich okaryn, trzcinowych fletni po ogromne góralskie trąbity czy ligawki. Nas również zaprosił do wspólnego muzykowania wręczając każdemu do grania co popadnie: fujarkę, kołatkę czy coś podobnego. Zabawa była przednia! Potem przenieśliśmy się do kawiarni na kolację. Biesiadując z rodakami zza miedzy, którzy ciągle jeszcze tęsknią za Polską nawet nie zauważyliśmy jak wybiła północ. Musieliśmy jednak udać się w dalsza drogę. Nocą rowerami po nieznanym terenie jechać było nie sposób a i dystans był pokaźny więc przerzucono nas samochodami do położonej już w puszczy miejscowości Cichawola. Tutaj zakwaterowaliśmy się w miejscowej turbazie. Warunki były wprawdzie spartańskie (pokoje 7-osobowe, zimna woda, wychodek na zewnątrz) ale zintegrowane towarzystwo nie narzekało. Rano po śniadaniu podzieliliśmy się na dwie grupy. W jednej znaleźli się ci, którzy chcieliby śmignąć "setkę" po puszczy, w drugiej chętni do jazdy bardziej rekreacyjnej. Ja zdecydowałem się dołączyć do tych drugich, zwłaszcza że w tej grupie znalazły się wszystkie trzy panie: Basia, Marysia i Joasia. Na początek pojechaliśmy obejrzeć położony w puszczy w okazały dworek hrabiego WincentegoTyszkiewicza. Potem na obiad udaliśmy się do Świsłoczy. To historyczne miasteczko znane jest już od połowy XIII wieku, gdy obok księstw grodzieńskiego, nowogrodzkiego i wołkowyskiego istniało oddzielne księstwo swisłockie. W I połowie XIX wieku władał nim wspomniany hrabia Wincenty Tyszkiewicz, który przebudował to miasto, utworzył w centrum miasteczka plac targowy, na którym odbywały się słynne jarmarki. Zjeżdżali tutaj kupcy z 6-ciu krajów i ponad 60-ciu miast Rosji i Europy. W Świsłoczy działał kiedyś teatr Tyszkiewiczów oraz istniał tutaj ogród zoologiczny, w którym eksponowano zwierzęta żyjące w Puszczy Białowieskiej. Absolwentami założonego w 1806 roku gimnazjum są tak znane osoby jak: Konstanty Kalinowski, Romuald, Napoleon Orda czy Józef Kraszewski .
W Świsłoczy urodził się znany aforysta, autor fraszek, sypiący anegdotkami jak z rękawa Zbigniew Waydyk. Od 1973 mieszkał w Białymstoku. Wydał kilka tomików, publikował też swoje utwory w naszej lokalnej prasie. Pamiętamy jego stałe rubryki pt. "Wajdykamenty" czy "Polityka Zbigniewa Waydyka".
Posiliwszy się świsłockimi specjałami w miejscowej restauracyjce udaliśmy się inną, łatwiejszą trasą z powrotem do Cichawoli. Tutaj czekali już na nas zarówno nasi koledzy z "Eskapady" jak i zaprzyjaźnieni rowerzyści z brzeskiego klubu "KałaBOK" oraz przybyli z Petersburga cykliści zrzeszenie w klubie "Karawan". Od razu znaleźliśmy wspólny język bo to i te same słowiańskie korzenie i wspólna pasja - rowery. Śpiewy na słowiańska nutę rozlegały się więc do późna w nocy. Aby śpiewać było łatwiej Irina postarała się o gitarę, którą specjalnie na tą okoliczność targała na rowerze 50km przez puszczę. Po wspólnym śniadaniu i pamiątkowym zdjęciu udaliśmy się każdy naród w inną stronę: Rosjanie do Grodna, Białorusini do Brześcia a Polacy do Białowieży. Jazda po Puszczy Białowieskiej rowerem to rozkosz zwłaszcza, że jest tam ponad 100km wyasfaltowanych tras dla rowerzystów. Uroków Puszczy Białowieskiej opisywać nie będę bo na to nie starczyłoby całej gazety. Dodam tylko, że wiosną jest ona szczególnie piękna. Jadą rowerem po puszczy wiosnę i widzimy i czujemy bo jest w naszych oczach, uszach i nozdrzach. Każdy znalazł coś dla siebie do oglądania i przeżywania. Odpoczęliśmy po drodze pod wiatą racząc się ziołowym "czajem" z samowara a potem pstryknęliśmy słynne zdjęcie pod gigantycznym dębem bo takiej fotki z Puszczy Białowieskiej zabraknąć nie może. Zajrzeliśmy jeszcze nad Jezioro Ladzkie i udaliśmy się na przejście graniczne. Odprawa była szybka i sprawna a pogranicznicy i celnicy byli jak zwykle na tym przejściu mili i życzliwi.
W Białowieży nasz kolega z wycieczki - Marek (zapalony rowerzysta i uczestnik wielu rowerowych eskapad) z małżonką zaprosili nas do Hotelu Białowieskiego na pyszny obiad. Dzięki im za to. Wszystkie poprzednie rajdy transgraniczne Eskapady również kończyły się u nich obiadem. Cóż, oprócz słowiańskiej gościnności mają jeszcze słabość do rowerzystów.
Rajd Transgraniczny Polska - Białoruś przeszedł już do historii, przeżyte wrażenia na długo pozostaną w pamięci a rowerzyści z Eskapady planują już kolejny rowerowy wypad za tydzień. Ty razem pojadą Szlakiem Tatarskim Sokółka -Bohoniki - Kruszyniany - Sokółka - Białystok.
Zaproszenie
Klub Turystyki Rowerowej ESKAPADA zaprasza na rajd rowerowy "Szlakiem Tatarskim" w dniach: 14-15 maja 2011. Trasa rajdu: Sokółka - Bohoniki - Poczopek -Krynki - Kruszyniany - Waliły - Supraśl - Białystok. Dystans do pokonania w dwa dni: ok. 110km.
Start w Sokółce 14 maja (sobota) o godz. 11.00 sprzed dworca PKP. Do Sokółki można dojechać pociągiem HAŃCZA relacji Warszawa Zachodnia - Szestokai. Odjazd z Białegostoku o godz. 10:17
14 maja (sobota) Trasa: Sokółka - Bohoniki - Poczopek - Krynki - Kruszyniany (dystans: ok. 50km). W Kruszynianach obiadokolacja i nocleg (pokoje 2-osobowe z łazienką) oraz ognisko integracyjne. 15 maja (niedziela) po śniadaniu (ok godz. 9.00) wyruszymy dalej. Trasa poprowadzi przez malownicze ostępy Puszczy Knyszyńskiej: Kruszyniany - Waliły - Supraśl - Białystok (ok. 60km). Zapisy i bliższe informacje: tel. 602 665 126 (Plus) 796 86 32 48 (Play) e-mail: eskapada@tlen.pl. Odpłatność 138zł. (obiadokolacja, nocleg, śniadanie, ubezpieczenie).
W rajdzie swój udział zapowiedzieli również cykliści z Grodna i Brześcia
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




więcej zdjęć