Zaczynamy tydzień. Rajd po smażalniach

Wojciech Koronkiewicz
23.05.2011 , aktualizacja: 23.05.2011 18:11
A A A Drukuj
Kilka miesięcy temu jeden z moich kolegów postanowił otworzyć w Białymstoku smażalnię ryb. Znalazł lokal na ulicy Broniewskiego i rozpoczął remont. Jako, że lubię rybkę, kilka razy dzwoniłem do kolegi, czy już można wpaść na coś smacznego? Niestety lokal był ciągle adaptowany i przechodził wizyty sanepidu.
Wojtek Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Wojtek Koronkiewicz
ZOBACZ TAKŻE
Tymczasem w okolicach ulicy Jurowieckiej powstała jeszcze jedna smażalnia. Otwarcie nastąpiło trzynastego w piątek. Właściciel lub właściciele nie boją się widocznie pecha. Zadzwoniłem do kolegi. Masz w końcu otwarte? Nie? To idę do konkurencji.

Bardzo fajny lokalik. Akwarium niczym w dawnej Tatarskiej (Tatarska wcześniej nazywała się Akwarium), kącik dla dzieci niczym w Kopiluwaku, w telewizorze na ścianie film przyrodniczy. Drodzy klienci, jeśli ujrzycie w lokalu grający telewizor z programem muzycznym lub pokazem mody - uciekajcie. Barman z reguły nie wie, co się dzieje w kuchni. Ale film przyrodniczy mnie zastanowił. Postanowiłem zaryzykować. Tym bardziej, że w menu mieli dwa rodzaje rybnej zupy i smażoną stynkę! Smażoną stynkę jadłem tylko w barze "Pod Jelonkiem" w Jeleniewie. Podobno bywa też w Augustowie. Polecam tą potrawę. Rybki wielkości małego palca smażone w całości. Doskonałe jako czekadełko. Co do zup, to osobiście bardziej smakowała mi borowikowo-rybna. W domu taką zupę nazywamy grybna. Halaszla nieco zbyt pikantna. Choć i tak łagodniejsza niż w lokalu Tokaj. Tam zupa rybna wypala przewód pokarmowy. Jako drugie danie pojawił się lin w śmietanie. Wielkie dzwonka ryby, sporo sosu. Nie dalej jak dwa tygodnie temu zamówiłem lina w jednym z eleganckich hoteli Augustowa. Nazwy hotelu nie wymienię, bo lin był malutki, twardy jak podeszwa i śmierdział błotem. Kucharz nie powinien już takiej ryby podawać na stół. Zapraszamy do Białegostoku, zobaczycie jak powinien wyglądać świeży lin. Więcej w waszym hotelu nie zamówię nawet herbaty.

W Białymstoku przez długie lata była tylko jedna smażalnia ryb. Niewielki lokal naprzeciwko dworca PKP. Czas się tam zatrzymał pod koniec lat osiemdziesiątych. Papierowe tacki, plastikowe kubki do gorącej herbaty, plastikowe sztućce. W menu widnieją: karmazyn, a kiedyś nototenia i botulena. Aż do atlasu ryb sięgnąłem, by poznać owe nototenie.

Teraz mamy dwie smażalnie. Za moment otwarta będzie trzecia. Warto się przejść po tych lokalach. Na ich przykładzie najlepiej widać, jak zmienił się gastronomiczny świat. Z góry uprzedzam, że odnalezienie wejścia do trzeciej smażalni przypomina grę terenową. Na wszelki wypadek weźcie więc termos i kanapki.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

  • Zaczynamy tydzień. Rajd po smażalniach w.koronkiewicz 23.05.11, 14:42

    dziś w sklepie spożywczym na osiedlu zobaczyłem łubianki z truskawkami. napis zawiadamiał, że są to już truskawki polskie! to możliwe? przecież w naszym regionie truskawki dopiero kwitną. w»

  • Zaczynamy tydzień. Rajd po smażalniach brutt 24.05.11, 08:04

    raz jeszcze stokrotne dzięki. 3 dni będą wypełnione.»

  • Re: Zaczynamy tydzień. Rajd po smażalniach buba-kuba 29.05.11, 16:40

    Panie Wojtku.Przeczytałam,że ten właściciel smażalni na ul.Broniewskiego to Pana kolega.Jest prośba,by poprosił Pan kolegę,by jak już zaprosi znajomych (tak jak wieczorem 29.05) to niech »