Zaczynamy tydzień: Papier z pieczątką

Wojciech Koronkiewicz, koropl@yahoo.com
19.06.2011 , aktualizacja: 21.06.2011 11:36
A A A Drukuj
Spotkałem dawno nie widzianą koleżankę. Usiedliśmy sobie przy kawie i opowiadaliśmy ostanie nowiny. Koleżanka brała udział w niezwykłej uroczystości.
Wojciech Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Wojciech Koronkiewicz
Oto po czternastu latach życia na kocią łapę lub jak to się urzędowo mówi w konkubinacie, przyjaciółka mej koleżanki nagle zgadała się ze swym konkubentem lub jak kto woli ze swym ukochanym i od słowa do słowa doszli do wniosku, że możnaby ich związek zarejestrować w urzędzie czyli jak to się mówi zawrzeć małżeństwo. Postanowiono dłużej nie zwlekać. Rozmowa miała miejsce wieczorem, a już rano przyjaciółka koleżanki przyjechała po wszystkie potrzebne papiery czyli jak to się mówi dokumenty. Z tymi zaś wszystkimi metrykami udano się do Urzędu i zarezerwowano najbliższy wolny termin. Po kilku dniach rach ciach, wieloletni związek dwojga ludzi, został poświadczony urzędowym glejtem. Wszyscy z tej radosći do restauracji na wystawny obiad poszli.

To bardzo ładna historia, odpowiadam i już przytaczam historię, która się zdarzyła ostatnio w mojej rodzinie. Oto po 46 latach małżeństwa (słownie czterdziestusześciu) ogłoszono zaręczyny. Małżonek postanowił kupić małżonce zaręczynowy pierścionek. Bo przed pół wiekiem nie zdążył tego uczynić. Śmierć wówczas dotknęła najbliższą rodzinę i nie miejsce było na podobne fantazje i fajerwerki. Lata mijają, małżonkowie dorobili się dzieci i wnuków. Pewnego dnia małżonek widzi w jednym z seriali, jak mężczyzna wręcza ukochanej kobiecie pierścionek i jak owa kobieta się cieszy. Smutek ogarnął serce małżonka, gdyż on swej żonie nigdy pierścionka nie dał i radości takiej nie sprawił. Zabiera ją zatem do jubilera i mówi "Kochanie, chcę Ci kupić pierścionek zaręczynowy. Z brylantem. Wybieraj." Ale zaręczynowe pierścionki malutkie, na dłonie małżonki przez lata ciężkiej pracy sterane wejść nie chcą. Jubiler zapewnia, że pierścionek w dwa miesiące powiększy, ale małżonek tyle czekać nie chce. A jak nie dożyję, żony pyta i do następnego jubilera już idą. W końcu znaleźli. Teraz można gości na zaręczyny spraszać.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Co kogo obchodzą moje kawiarniane pogaduszki?

Nic oczywiście obchodzić nie muszą. Tyle, że w kraju toczy się debata o związkach partnerskich. Osoby homoseksualne chcą mieć takie same prawa. Skoro konstytucja gwarantuje równość obywateli wobec prawa, my się tego prawa zapisanego w konstytucji domagamy. I ja ich argumenty doskonale rozumiem. Choć moje opowiastki pozornie mówią coś zupełnie innego. Najważniejsze jest uczucie. To ono sprawia, że po czternastu latach bycia razem dwoje ludzi decyduje się na spacer do urzędu. To ono sprawia, że wieloletni małżonkowie zapraszają na zaręczyny. Bez tego żaden związek, choćby potwierdzony nie wiem iloma urzędowymi pieczęciami - nie przetrwa. Ale jeśli ktoś chce mieć także papier z pieczątką, to dlaczego mu bronić?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów