Zaczynamy tydzień. Tego dnia

Wojciech Koronkiewicz, koropl@yahoo.com
03.07.2011 , aktualizacja: 03.07.2011 17:02
A A A Drukuj
Tego dnia, gdy ulicami naszego miasta jeździła prezydencka kolumna i gdy pan prezydent formował jednostki wojskowe i odsłaniał pamiątkowe tablice, ja wybrałem się do Centrum Ludwika Zamenhofa, gdzie w setną rocznicę urodzin Czesława Miłosza postanowiono przeczytać sto wierszy poety.
Wojtek Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Wojtek Koronkiewicz
SERWISY
Wiersze czytano po polsku, angielsku, japońsku, niderlandzku i w esperanto. Jedna pani przyniosła ze sobą wiersze wydrukowane w czasopismach "Świerszczyk" i "Świat Młodych". Czy pamiętasz, drogi Czytelniku, "Świat Młodych"? Jeśli pamiętasz, to nic dodawać nie muszę. Jeśli zaś nazwa pisma nic Ci nie mówi, to zapewne masz lat około 20 i nigdy nie zrozumiesz, że biegało się nieraz po kilku kioskach, by dostać upragniony numer.

Zostawmy jednak kwestię czasopism. Oto w niewielkiej salce spotkało się kilkadziesiąt osób, które czytały wiersze w rozmaitych językach świata. Głupie, co? Co komu dziś po czytaniu wierszy? Pieniądze trzeba zarabiać, samochody nowe kupować, złote łańcuchy na szyję, na zagranicznych wycieczkach pstrykać sobie foty z blondyną w bikini. Wiersze? Dajmyż spokój. To dla jakiś wapniaków lub zdrowo szurniętych. Ludzie jednak czytali.

Patrzyłem na nich i zastanawiałem się - cóż jest takiego w literaturze, że choć całkowicie przecież zbędna, otaczana jest zarazem taką bezgraniczną miłością? Zadawałem sobie to pytanie nie po raz pierwszy, bowiem jako absolwent polonistyki, wielokrotnie na wykładach wątpiłem w sens poznawania jambów, trochejów, semantyki i metodologii języka. Komu to potrzebne, wzdychałem ciężko podnosząc oczy do góry lub zerkając przez okno na zielony park. Tam na jednej z ławeczek spotykało się akurat kilku panów, którzy zgrabnym ruchem ręki odbijali korek z butelki wina. Oni tam obcowali z Sabriną czy inną Sangrią, a ja biedaczysko poznawałem nazwiska i dokonania sześciu kierowników biblioteki aleksandryjskiej. Rozumiesz moje rozterki, drogi Czytelniku?

Aż pewnego razu na jednym z wykładów pani profesor powiedziała: "Literatura to pamięć ludzkości. Gdyby zniknęły książki, bylibyśmy całkowicie bezbronni". Wykład trwał nadal, ja zaś siedziałem niczym ten słup soli, niczym żona Lota. Nie wiem czy za oknem panowie na parkowej ławce otwierali kolejną butelkę rieslinga czy było to może już bordeaux. Literatura, drogi Czytelniku, to jest pamięć. Jeśli w nocy przyjdą złodzieje i stracimy wszystkie pieniądze, jeśli powódź zaleje nam dom i zabierze wszystko, jeśli wybuchnie pożar i... to jest nic w porównaniu z tym, co się stanie gdy stracimy pamięć.

Gdy nie będziemy wiedzieć jak mamy na imię, kto jest naszym ojcem, matką, gdzie mieszkamy, z kim mieszkamy, czy lubimy słuchać muzyki, tańczyć, czy kiedykolwiek w życiu piliśmy wino w parku i czy całowaliśmy się pod drzewem podczas deszczu?

Dlatego też zamiast biegać za prezydentem i zamiast formować jednostki wojskowe, poszedłem do malutkiej salki, gdzie ludzie czytali wiersze we wszystkich znanych sobie językach.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów