Felieton. Zaczynamy tydzień. Sos tatarski

Wojciech Koronkiewicz
11.07.2011 , aktualizacja: 11.07.2011 10:20
A A A Drukuj
Prawdziwy sos tatarski to nie żaden tam majonez z pokrojonym w kostke kiszonym ogórkiem, lecz gęsty jogurt (bałkański najlepszy) z drobno zmieloną marchewką, pietruszką i czosnkiem. taki sos podają w Kruszynianach w restauracji "Tatarska Jurta"
Wojtek Koronkiewicz
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Wojtek Koronkiewicz
ZOBACZ TAKŻE
Taki przepis zdradziła Dżenneta Bogdanowicz właścicielka restauracji. Super Babka! Uśmiechnięta, szczęśliwa, życzliwa. Przyszliśmy coś zjeść, a zostaliśmy potraktowani jak członkowie rodziny. Weranda zalana była lipcowym słońcem, a my siedzieliśmy nad barszczem białym (ależ w nim cebuli) i rozmawialiśmy. O dzieciach, o wnukach, o pracy, o budowie drewnianego domu. Dosiadł się ktoś z władz tatarskiej gminy wyznaniowej i wspomniał o planach budowy kulturalnego centrum. Ponoć napisany już był stosowny projekt, ponoć zaakceptowano go pozytywnie i przeznaczono nawet środki na realizację, sprawa utknęła gdzieś jednak w urzędach. Tymczasem takie centrum jest potrzebne. Bo choć w Kruszynianach nikt się tatarskości nie wstydzi, to są miejscowości, gdzie pozostał już tylko mizar. Tatarski cmentarz.

Dżenneta opowiada jak pojechała z dziećmi do Słupska. Impreza była szeroko rozreklamowana. Była tradycyjna tatarska kuchnia ze wszystkimi przysmakami, były tańce i panel dyskusyjny poświęcony kulturze islamu. Mnóstwo ludzi przyszło. Wielu było wcześniej w Kruszynianach i przyprowadziło teraz znajomych. Ale największą radość sprawiali Ci, którzy nagle się przyznawali do swej tatarskości. Gdzieś dotąd skrywanej. Bo może nie wypada być innym niż wszyscy?

Na podłodze jurty schną złote kwiaty lipy. Niewielkie, drobne i skromne, ale jak za to pachną! Do niezwykłego biełysza i soczystych kibinów piliśmy wodę z cytryną i z miodem. Czy następnym razem spróbować będziemy mogli naparu z lipy?

Na werandę wszedł łaciaty kot. Wszystkie dzieci zamilkły i z przejęciem patrzą na kota. Zapomniały już o swych talerzach. Koniec jedzenia. My zresztą też nie jesteśmy w stanie przełknąć ani kawałeczka więcej. Ciastka czak czak, które zamówiliśmy do deseru zabieramy ze sobą.

Na pożegnanie ściskamy się z Dżennetą. Przyjeżdżajcie częściej, mówi. No jasne! Nie spróbowaliśmy przecież jeszcze pierekaczewnika. I tatarskiej pyzy w rosole.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Re: Felieton. Zaczynamy tydzień. Sos tatarski w.koronkiewicz 11.07.11, 17:33

    och, zachęcam do rozmawiania z restauratorami, barmanami i kelnerami. podczas takiej rozmowy możemy się dowiedzieć niemal wszystko o restauracji i smaku serwowanych potraw. czy są robione z »

  • Felieton. Zaczynamy tydzień. Sos tatarski wiesiek4g 12.07.11, 08:20

    Tak niewiele, uśmiech, namiot, sos i zapach lipowych kwiatów. Świat bajki na wyciągnięcie ręki. Szukamy daleko i dalej, a obok nieznane królestwa.Oglądałem łuczników na koniach, tylko »