Sokółka. Nikt nie maczał palców w cudzie

Joanna Klimowicz
14.10.2009 , aktualizacja: 15.10.2009 17:09
A A A Drukuj
Komisja kościelna, która przez kilka miesięcy badała cud w Sokółce, wykluczyła ingerencję osób trzecich. To znaczy, że hostia, na której naukowcy stwierdzili obecność tkanki mięśnia sercowego, jest tą samą, która upadła księdzu podczas udzielania komunii. Nikt jej nie podmienił.
Kościół pw. św. Antoniego. Sokółka
Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Kościół pw. św. Antoniego. Sokółka
- Komisja nie uznała cudu, bo to nie leży w jej kompetencjach - podkreśla ks. Andrzej Dębski, rzecznik prasowy Białostockiej Kurii Metropolitalnej. - Ustaliła, że komunikant, z którego została pobrana próbka do ekspertyzy, jest tym samym, który został przeniesiony z zakrystii do tabernakulum w kaplicy na plebani. Ingerencji osób postronnych nie stwierdzono.

To oficjalne stanowisko kurii, które potwierdza, że niewyjaśnione zjawisko nie jest mistyfikacją. Wczoraj nie dotarło jeszcze do parafian. Kościół pw. św. Antoniego Padewskiego był zamknięty, po południu pojedyncze osoby wchodziły do przedsionka, by się pomodlić. Gospodyni proboszcza Stanisława Gniedziejki opowiada, że przyjeżdża coraz więcej wiernych, z całej Polski. To zwłaszcza starsi, schorowani ludzie, którym potrzebna jest nadzieja.

- W czasach liberalizmu potrzeba widocznie znaku, by ludzie przypomnieli sobie czym jest eucharystia - mówi ks. Gniedziejko. Na razie nie zmienia porządku nabożeństw, zaprasza w każdy pierwszy czwartek miesiąca na całodzienną adorację Najświętszego Sakramentu. Obserwuje większe rozmodlenie, większe skupienie wśród parafian. - Będziemy wsłuchiwać się w propozycje ludzi, zastanawiać się nad wzbogaceniem nabożeństw i próbować odczytywać ten zamysł Boży - mówi proboszcz.

Rekonstrukcja zdarzeń

Przez blisko rok o domniemanym cudzie eucharystycznym było cicho. A wydarzył się on 12 października 2008 roku. Księdzu udzielającemu komunii wypadł z puszki komunikant. Podniósł go i umieścił w waskulum przy tabernakulum, bowiem zgodnie z procedurą liturgiczną powinien on zostać rozpuszczony w wodzie. Po mszy przeniesiono zawartość waskulum do naczynia w sejfie w zakrystii.

- Po tygodniu siostra wyjęła naczynko i wszyscy zobaczyliśmy czarną plamkę na hostii, jakby zakrzepłą krew. I tak to wygląda do dziś dnia - relacjonuje ks. Gniedziejko.

29 października 2008 roku naczynie z komunikantem przeniesiono do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Następnego dnia komunikant wyjęto z wody i położono na korporale (płótnie, na którym układa się naczynia liturgiczne), w tabernakulum. Proboszcz poinformował białostocką kurię, dostojnicy pojechali do Sokółki. Na własne oczy widział tę substancję ks. dr Andrzej Kakareko, kanclerz Białostockiej Kurii Metropolitalnej.

- Sprawa była tak zaskakująca, że długo zastanawialiśmy się, jak z nią postąpić. Na pewno nie można było czynić niczego w pośpiechu, to przecież najczcigodniejszy sakrament, eucharystia - tłumaczy ks. Kakareko.

Nie chodziło o wywoływanie sensacji. Informacje nie wyciekały na zewnątrz. Dodatkowym utrudnieniem był brak jakichkolwiek wytycznych postępowania zawartych w przepisach prawa kanonicznego. Pierwszą decyzją kurii było umieszczenie hostii w miejscu godnym i bezpiecznym. Drugą - zwrócenie się do autorytetów medycznych, patomorfologów.

- To zjawisko nadprzyrodzone i koniec. Nie wiem, czego pan Bóg od nas oczekuje, ale wiem jedno: "błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli" - mówi prof. Maria Sobaniec-Łotowska z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. 7 stycznia bieżącego roku pojechała do Sokółki, komisyjnie pobrała i zabezpieczyła próbkę materiału z korporału. - Z całą mocą potwierdzam to, co napisałam w protokole przekazanym kurii: W ocenie dwóch niezależnych patomorfologów wynik badania wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej ze wszystkich znanych tkanek organizmów żywych - najbardziej ją przypominającą.

Potwierdza to prof. Stanisław Sulkowski, który oglądał pod mikroskopem gotowe preparaty: - Nie był to z pewnością mięsień sercowy szczura. Jednak ostateczna ocena należy do władz Kościoła. Przeprowadzona procedura medyczna była adekwatna do badania tkanki ludzkiej, ale w chwili obecnej jest za wcześnie, aby cokolwiek przesądzać.

Do tego, by mieć pewność, że jest to serce ludzkie, potrzebne są badania genetyczno-molekularne.

Długa droga do cudu

Już po otrzymaniu wyników ekspertyz, 30 marca 2009 roku, metropolita białostocki abp. Edward Ozorowski powołał komisję, złożoną z teologów z archidiecezjalnego seminarium duchownego. Przesłuchiwali oni świadków, by ustalić czy mówią prawdę i wykluczyć interwencję osób trzecich. Wykluczyli.

13 października 2009 roku abp Ozorowski przekazał akta sprawy do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. - Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, z czcią Je przyjmowali - komentuje ks. dr Andrzej Kakareko.

Komunikat Kurii Metropolitalnej Białostockiej w sprawie zjawisk eucharystycznych w Sokółce



Jak długo i jakimi metodami Watykan badał będzie cud - ks. kanclerz nie ma pojęcia. Ale doświadczenie pokazuje, że to długa droga. Przypomina o tym ojciec Leon Knabit na swoim blogu: - Kościół wcale nie jest skłonny do uznania czegokolwiek za cud. Dzieci, a dzisiejsi młodzi ludzie już od 28 lat mówią, że rozmawiają z Matką Boską, a Watykan mówi: nie można jeszcze stwierdzić nadprzyrodzoności - benedyktyn przypomina objawienia w Medjugorie, których do dziś nie uznał Kościół.

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Sokółka. Nikt nie maczał palców w cudzie makar4 15.10.09, 15:02

    Za oknem XXI wiek, a tu cuda.»

  • Sokółka. Nikt nie maczał palców w cudzie pipetteman 15.10.09, 16:55

    Co za bzdury w tym artykule. Racja, niech kazdy sobie wierzy w co chce, ale dlaczego nie zrobiona od razu badan genetycznych? :))). Dwoch profesorow wzielo to pod mikroskop... "na pewno nie »

  • To chyba jakiś dowcip... rdabr 15.10.09, 18:50

    Gdyby zdarzyło się jakieś cudowne uzdrowienie, cudowne objawienie, przesłanie przekazane komuś w objawieniu - to co innego. A tutaj komunikant spadł na brudną podłogę, na której nie wiadomo »