Nie będzie śledztwa w sprawie cudu
26.10.2009
, aktualizacja: 26.10.2009 20:17
Sokólska prokuratura nie podejmie się wyjaśniania, w jaki sposób na komunikancie z kościoła św. Antoniego w Sokółce pojawił się fragment tkanki mięśnia sercowego. Domagali się tego członkowie stowarzyszania racjonalistów.
ZOBACZ TAKŻE
- Cudowną hostię zobaczyli wierni (WIDEO, ZDJĘCIA) (02-10-11, 15:12)
- Prezent od Boga. Rozmodlona Sokółka czeka na cud [ZDJĘCIA, WIDEO] (30-09-11, 19:15)
Racjonaliści chcą, by śledczy wyjaśnili, w jaki sposób na "produkcie spożywczym (hostii)" znalazły się szczątki ludzkiego ciała. Skoro biegli patomorfolodzy uznali, że może to być fragment serca, to zdaniem członków stowarzyszenia konieczne jest sprawdzenie, skąd ono pochodzi, a w związku z tym - czy nie doszło np. do zabójstwa, znieważenia zwłok lub zagrożenia epidemiologicznego dla wiernych z Sokółki.
Prokuratura odmówiła jednak zajęcia się sprawą. Po przejrzeniu m.in. materiałów, które były w dyspozycji komisji kościelnej, badającej to zjawisko, uznano, że nie doszło do popełnienia przestępstwa. Postanowienie nie jest prawomocne, a racjonaliści zapowiadają już złożenie odwołania (czekają tylko na pisemne uzasadnienie tego rozstrzygnięcia). Powołują się przy tym na inne dochodzenie prowadzone obecnie w białostockiej prokuraturze rejonowej, gdzie sprawdza się, czy prokuratura w Sokółce mogła być stronnicza w badaniu tej sprawy. Przypominają też, że "kawałek ludzkiego ciała znaleziony w miejscu publicznym jest dowodem popełnienia przestępstwa".
Niedawno specjalna komisja powołana przez metropolitę białostockiego uznała, że "cud eucharystyczny" w Sokółce nie był spreparowany ludzką ręką. Materiały w tej sprawie ma zbadać teraz Stolica Apostolska (zostały wysłane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie, która miała je przekazać do Watykanu).
Do cudu miało dojść około roku temu. Podczas udzielania komunii kapłanowi na podłogę upadł jeden z komunikantów. Ksiądz podniósł go i umieścił w naczyniu z wodą, by się rozpuścił. Po tygodniu proboszcz i księża otworzyli naczynie i ujrzeli, że komunikant się nie rozpuścił, a pojawiła się na nim niewielka plamka. Po zbadaniu okazało się, że może to być fragment serca (bez szczegółowych dalszych badań eksperci nie potrafili określić, czy tkanka mogła pochodzić z ciała człowieka).
Prokuratura odmówiła jednak zajęcia się sprawą. Po przejrzeniu m.in. materiałów, które były w dyspozycji komisji kościelnej, badającej to zjawisko, uznano, że nie doszło do popełnienia przestępstwa. Postanowienie nie jest prawomocne, a racjonaliści zapowiadają już złożenie odwołania (czekają tylko na pisemne uzasadnienie tego rozstrzygnięcia). Powołują się przy tym na inne dochodzenie prowadzone obecnie w białostockiej prokuraturze rejonowej, gdzie sprawdza się, czy prokuratura w Sokółce mogła być stronnicza w badaniu tej sprawy. Przypominają też, że "kawałek ludzkiego ciała znaleziony w miejscu publicznym jest dowodem popełnienia przestępstwa".
Niedawno specjalna komisja powołana przez metropolitę białostockiego uznała, że "cud eucharystyczny" w Sokółce nie był spreparowany ludzką ręką. Materiały w tej sprawie ma zbadać teraz Stolica Apostolska (zostały wysłane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie, która miała je przekazać do Watykanu).
Do cudu miało dojść około roku temu. Podczas udzielania komunii kapłanowi na podłogę upadł jeden z komunikantów. Ksiądz podniósł go i umieścił w naczyniu z wodą, by się rozpuścił. Po tygodniu proboszcz i księża otworzyli naczynie i ujrzeli, że komunikant się nie rozpuścił, a pojawiła się na nim niewielka plamka. Po zbadaniu okazało się, że może to być fragment serca (bez szczegółowych dalszych badań eksperci nie potrafili określić, czy tkanka mogła pochodzić z ciała człowieka).
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




