Spis niedorzeczności w polskiej służbie zdrowia
19.08.2011
, aktualizacja: 19.08.2011 21:48
"Krajowym indeksem niedorzeczności w ochronie zdrowia" nazwali lekarze publiczny, internetowy spis absurdów i biurokratycznych barier, utrudniających im pracę
Indeks powstał w lutym tego roku, w ramach podjętej przez Naczelną Radę Lekarską akcji "Pozwólcie lekarzom leczyć". Uzbierało się w nim już około 30 wpisów.
Każdy - lekarz, pacjent, dyrektor placówki zdrowia - kto natknie się na bzdurę, która przeszkadza w wykonywaniu zawodu, na barierę administracyjną, prawną, na kolejny biurokratyczny obowiązek, może napisać o tym i wysłać wiadomość na adres: kinoz@hipokrates.org. Uwagi nie mogą być anonimowe. Wpisy są odbierane przez moderatora i - bez zmieniania treści - zamieszczane na stronie internetowej Naczelnej Izby Lekarskiej. Oczywiście nie mają szans na publikację te, które są obraźliwe bądź naruszają czyjeś dobra osobiste.
- Celem akcji jest uświadomienie pacjentom i całemu społeczeństwu, że wykonywanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia roli kreatora polityki zdrowotnej, administratora, kontrolera, twórcy standardów lub wytycznych postępowania, powoduje wzmożenie wymagań biurokratycznych wobec środowiska lekarskiego i może prowadzić do konfliktu z zasadami wykonywania zawodów lekarza i lekarza dentysty - mówi Katarzyna Strzałkowska, rzeczniczka prasowa Naczelnej Izby Lekarskiej.
Przykłady z indeksu
** NFZ wymaga, by w poradni specjalistycznej pracującym w niej lekarzom specjalistom przypisywać konkretne dni w tygodniu, a nawet godziny pracy. O każdej najdrobniejszej zmianie w grafiku trzeba informować na piśmie przynajmniej dzień wcześniej.
** Lekarz nie może podjąć legalnie dodatkowej pracy u świadczeniodawców, którzy zawarli umowę z NFZ, bo zabrania tego zapis ustawy. Odczuła to lekarka z Zielonej Góry, z trzema specjalizacjami: lekarza chorób wewnętrznych, specjalisty chorób płuc i specjalisty alergologa. Prowadzi własny niepubliczny ZOZ, jednak poradnie czynne są tam tylko trzy razy w tygodniu po cztery godziny ze względu na mały kontrakt. Dwa dni w tygodniu w ogóle więc nie pracuje. Jej zdaniem to oczywiste marnowanie wysokich kwalifikacji lekarskich.
** Kiedy do lekarza rodzinnego tego samego dnia ten sam pacjent zgłosi się więcej niż raz (np. na szczepienie, a kilka godzin później - ze zranieniem), NFZ nie przyjmuje żadnej z tych informacji. Fundusz nie przyjmuje także informacji z tego samego dnia o dokonaniu porady u lekarza rodzinnego i przyjęcia do szpitala lub wypisania z hospitalizacji. W systemie informatycznym Funduszu daty dwóch zdarzeń nie mogą się nakładać.
** Mamy też "kwiatki" z naszego, podlaskiego podwórka. Krzysztof Dach, patomorfolog z OIL w Białymstoku porusza problem związany z kontraktowaniem świadczeń, a konkretnie z obowiązkiem "podporządkowania się" innemu samorządowi podczas tego kontraktowania. Pisze, że trzeba było dopiero wyroku Trybunału Konstytucyjnego, by jednoznacznie "posadowić lekarzy patomorfologów wśród braci lekarskiej". Inny samorząd medyczny - Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych - twierdził, że diagnostyka patomorfologiczna jest działem diagnostyki laboratoryjnej, a lekarz patomorfolog jest diagnostą laboratoryjnym, musi się zatem wpisać na listę KIDL. Nawet orzeczenie Trybunału nie ucięło sporów. KIDL twierdzi teraz, że zakład patomorfologii jest laboratorium medycznym i opierając się na opinii prawnej, wymaga od zakładów patomorfologii wpisu na listę KIDL - jest to obowiązek przy kontraktowaniu świadczeń w NFZ.
NFZ: to tylko wspólne narzekanie
NIL prosi o konkretne przykłady absurdów, z konkretnych miejscowości, takie, które da się sprawdzić. Zbierze je, opracuje i posegreguje, a następnie przekaże ministrowi zdrowia. Skarży się, że NFZ zazwyczaj lekceważy wszelkie uwagi, stanowiska i apele. Dlatego właśnie lekarze stworzyli rejestr niedorzeczności, dostępny w internecie dla każdego.
- Chcemy upublicznić problemy, z jakimi spotykają się lekarze i wykazać niedorzeczności, które utrudniają im pracę - mówi Katarzyna Strzałkowska.
NFZ odbija piłeczkę: - Spis ten nie służy rozwiązywaniu problemów, ale wspólnemu narzekaniu na niektóre z obowiązujących przepisów - odparowuje Adam Dębski, rzecznik prasowy podlaskiego oddziału NFZ. - Wiele znajdujących się tam wpisów wynika z niezadowolenia z działalności NFZ w zakresie kontrolowania wydatków, np. na refundacje cen leków czy unikania finansowania świadczeń, które nie zostały wykonane, albo z wysokości stawek za usługi medyczne. Niestety, zdarza się, że interesu świadczeniodawców nie można pogodzić z interesem pacjentów. A przecież to w ich imieniu występuje NFZ, kupując świadczenia zdrowotne.
- Zasady funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej określa odpowiednia ustawa oraz rozporządzenia ministra zdrowia i zarządzenia prezesa NFZ. Wszystkie te akty prawne, zanim zostaną przyjęte, są konsultowane ze środowiskiem medycznym - podkreśla Dębski.
Każdy - lekarz, pacjent, dyrektor placówki zdrowia - kto natknie się na bzdurę, która przeszkadza w wykonywaniu zawodu, na barierę administracyjną, prawną, na kolejny biurokratyczny obowiązek, może napisać o tym i wysłać wiadomość na adres: kinoz@hipokrates.org. Uwagi nie mogą być anonimowe. Wpisy są odbierane przez moderatora i - bez zmieniania treści - zamieszczane na stronie internetowej Naczelnej Izby Lekarskiej. Oczywiście nie mają szans na publikację te, które są obraźliwe bądź naruszają czyjeś dobra osobiste.
- Celem akcji jest uświadomienie pacjentom i całemu społeczeństwu, że wykonywanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia roli kreatora polityki zdrowotnej, administratora, kontrolera, twórcy standardów lub wytycznych postępowania, powoduje wzmożenie wymagań biurokratycznych wobec środowiska lekarskiego i może prowadzić do konfliktu z zasadami wykonywania zawodów lekarza i lekarza dentysty - mówi Katarzyna Strzałkowska, rzeczniczka prasowa Naczelnej Izby Lekarskiej.
Przykłady z indeksu
** NFZ wymaga, by w poradni specjalistycznej pracującym w niej lekarzom specjalistom przypisywać konkretne dni w tygodniu, a nawet godziny pracy. O każdej najdrobniejszej zmianie w grafiku trzeba informować na piśmie przynajmniej dzień wcześniej.
** Lekarz nie może podjąć legalnie dodatkowej pracy u świadczeniodawców, którzy zawarli umowę z NFZ, bo zabrania tego zapis ustawy. Odczuła to lekarka z Zielonej Góry, z trzema specjalizacjami: lekarza chorób wewnętrznych, specjalisty chorób płuc i specjalisty alergologa. Prowadzi własny niepubliczny ZOZ, jednak poradnie czynne są tam tylko trzy razy w tygodniu po cztery godziny ze względu na mały kontrakt. Dwa dni w tygodniu w ogóle więc nie pracuje. Jej zdaniem to oczywiste marnowanie wysokich kwalifikacji lekarskich.
** Kiedy do lekarza rodzinnego tego samego dnia ten sam pacjent zgłosi się więcej niż raz (np. na szczepienie, a kilka godzin później - ze zranieniem), NFZ nie przyjmuje żadnej z tych informacji. Fundusz nie przyjmuje także informacji z tego samego dnia o dokonaniu porady u lekarza rodzinnego i przyjęcia do szpitala lub wypisania z hospitalizacji. W systemie informatycznym Funduszu daty dwóch zdarzeń nie mogą się nakładać.
** Mamy też "kwiatki" z naszego, podlaskiego podwórka. Krzysztof Dach, patomorfolog z OIL w Białymstoku porusza problem związany z kontraktowaniem świadczeń, a konkretnie z obowiązkiem "podporządkowania się" innemu samorządowi podczas tego kontraktowania. Pisze, że trzeba było dopiero wyroku Trybunału Konstytucyjnego, by jednoznacznie "posadowić lekarzy patomorfologów wśród braci lekarskiej". Inny samorząd medyczny - Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych - twierdził, że diagnostyka patomorfologiczna jest działem diagnostyki laboratoryjnej, a lekarz patomorfolog jest diagnostą laboratoryjnym, musi się zatem wpisać na listę KIDL. Nawet orzeczenie Trybunału nie ucięło sporów. KIDL twierdzi teraz, że zakład patomorfologii jest laboratorium medycznym i opierając się na opinii prawnej, wymaga od zakładów patomorfologii wpisu na listę KIDL - jest to obowiązek przy kontraktowaniu świadczeń w NFZ.
NFZ: to tylko wspólne narzekanie
NIL prosi o konkretne przykłady absurdów, z konkretnych miejscowości, takie, które da się sprawdzić. Zbierze je, opracuje i posegreguje, a następnie przekaże ministrowi zdrowia. Skarży się, że NFZ zazwyczaj lekceważy wszelkie uwagi, stanowiska i apele. Dlatego właśnie lekarze stworzyli rejestr niedorzeczności, dostępny w internecie dla każdego.
- Chcemy upublicznić problemy, z jakimi spotykają się lekarze i wykazać niedorzeczności, które utrudniają im pracę - mówi Katarzyna Strzałkowska.
NFZ odbija piłeczkę: - Spis ten nie służy rozwiązywaniu problemów, ale wspólnemu narzekaniu na niektóre z obowiązujących przepisów - odparowuje Adam Dębski, rzecznik prasowy podlaskiego oddziału NFZ. - Wiele znajdujących się tam wpisów wynika z niezadowolenia z działalności NFZ w zakresie kontrolowania wydatków, np. na refundacje cen leków czy unikania finansowania świadczeń, które nie zostały wykonane, albo z wysokości stawek za usługi medyczne. Niestety, zdarza się, że interesu świadczeniodawców nie można pogodzić z interesem pacjentów. A przecież to w ich imieniu występuje NFZ, kupując świadczenia zdrowotne.
- Zasady funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej określa odpowiednia ustawa oraz rozporządzenia ministra zdrowia i zarządzenia prezesa NFZ. Wszystkie te akty prawne, zanim zostaną przyjęte, są konsultowane ze środowiskiem medycznym - podkreśla Dębski.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




