Jeśli nie in vitro, to co? Na pewno nie naprotechnologia!

Prof. Marian Szamatowicz
23.02.2009 , aktualizacja: 23.02.2009 19:46
A A A Drukuj
Proponowanie bałamutnych, nieskutecznych metod jest kradzieżą czasu reprodukcyjnego kobiety - prof. Marian Szamatowicz krytykuje naturalną metodę leczenia niepłodności
Prof. Marian Szamatowicz
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Prof. Marian Szamatowicz
ZOBACZ TAKŻE
W Białymstoku powstała pierwsza w Polsce i jedna z nielicznych w Europie klinika leczenia niepłodności metodą naturalną. Parom, które mają problemy z posiadaniem potomstwa, lekarze proponują tak zwaną naprotechnologię, przeciwniczkę sztucznego zapłodnienia. Tydzień temu w "Gazecie" opisaliśmy jak funkcjonuje ta klinika. Przedstawiliśmy postać dr Tadeusza Wasilewskiego, który jest jej założycielem i uczniem profesora Mariana Szamatowicza, prekursora in vitro w Polsce. A profesor zdecydował się na polemikę z naprotechnologią na łamach "Gazety".

To nie jest alternatywa

Postanowiłem zabrać głos w tej sprawie z dwu powodów: po pierwsze, chcę wyjaśnić bałamutne podejście naprotechnologii do leczenia niepłodności; po drugie, w artykule zostało wymienione moje nazwisko i nie chcę, aby pozostało wrażenie, że u mego boku dr Wasilewski zgłębiał tajniki tej pseudonauki.

Naprotechnologia pochodzi od ang. NaProTechnology - Natural Procreative - Technology - Wsparcie Naturalnej Prokreacji. Ten termin został zaproponowany w Instytucie Papieskim Pawła VI w Omaha, Nebraska, USA. Kluczowym narzędziem tego systemu jest tzw. Fertility Care System - Creigton Model, a celem - regulacja płodności. Podstawowe zadania naprotechnologii obejmują obserwację biologicznych wskaźników cyklu kobiety i na tej podstawie wyznaczenie tzw. dni płodnych, bądź to do celów abstynencji seksualnej przy zapobieganiu ciąży metodami naturalnymi, bądź to wyznaczenia czasu stosunku płciowego w sytuacji chęci zajścia w ciążę. I jeśli podaje się wskaźniki 98 proc. skuteczności przy zapobieganiu ciąży, to przemilcza się skuteczność tej metody w leczeniu niepłodności. Bezpieczeństwo ma być najistotniejszą zaletą i nie ma znaczenia fakt, że wg FIGO (Światowa Federacja Ginekologów i Położników) odsetek ciąż niepożądanych przy metodzie naturalnej wynosi średnio ok. 25 proc. Istnieje również pojęcie chirurgii naprotechnologicznej, która posługuje się najdokładniej tymi samymi technikami i metodami co klasyczna zabiegowa medycyna rozrodu. W artykule napisano: "W naprotechnologii stosuje się pełną farmakologię, zabiegi i operacje".

To samo wykorzystuje nowoczesna medycyna rozrodu. Naprotechnologia nie wnosi niczego nowego i oryginalnego do diagnostyki i leczenia niepłodności, a proponowane sposoby oceny cyklu płciowego są traktowane nawet przez kobiety jako bardziej uciążliwe.

Podstawowa różnica pomiędzy nowoczesną medycyną rozrodu a naprotechnologią polega na tym, że ta ostatnia nie uznaje leczenia niepłodności za pomocą technik wspomaganej prokreacji. Nie dopuszcza zarówno homologicznych inseminacji, jak i pozaustrojowego zapłodnienia (in vitro).

W tym miejscu pozwolę sobie zacytować opinię zaczerpniętą z internetu: "Mam nadzieję, że nie urażę tu nikogo, ale uważam, że robienie szumu wokół szkolenia "instruktorów naprotechnologii" za nadużycie i demagogię. Nie usłyszałem o żadnej nowej metodzie diagnostycznej lub wspomagającej zachodzenie w ciążę, której by nie praktykowały kliniki, a które by promowała naprotechnologia. Moim zdaniem jest to pomysł Kościoła, na sprawienie wrażenia, że ma alternatywę dla osób walczących z niepłodnością. A ta alternatywa polega na nadaniu naukowo brzmiącej nazwy i poruszaniu się w powszechnie stosowanej wiedzy, tyle że z wykluczeniem działań nieaprobowanych przez Kościół".

Naprotechnologia nie ma żadnej propozycji do skutecznego leczenia czynnika męskiego niepłodności, który stanowi prawie 50 proc. przyczyn niemożności zajścia w ciążę. Dopuszcza operacyjne leczenie czynnika jajowodowego niepłodności, chociaż wiadomo, że zabiegowe leczenie w sytuacji wodniaków jajowodów ma skuteczność na poziomie 3 proc., a w wielu przypadkach po diagnostyce laparoskopowej, a priori wiadomo, że skuteczność jest zerowa. Naprotechnologia nie ma żadnej skutecznej alternatywy dla technik wspomaganej prokreacji (in vitro) w leczeniu niepłodności po rozpoznaniu zaawansowanej endometriozy.

Współczesna medycyna rozrodu oferuje trzy podstawowe grupy postępowania leczniczego, adekwatne do przyczyny rozpoznania niepłodności, a podstawowym miernikiem skuteczności leczenia jest zdrowe dziecko zabrane do domu (taken home baby), a nie dobrochciejstwo ideologiczne:

- leczenie farmakologiczne stosowane przy zaburzeniach jajeczkowania,

- leczenie zabiegowe, głównie endoskopia operacyjna do korygowania nieprawidłowości anatomicznych,

- techniki rozrodu wspomaganego medycznie proponowane bądź jako jedyne, które dają szansę na ciążę, albo jako metody ostatniej szansy, wtedy gdy wszystkie inne sposoby zawiodły.

Jest faktem biologicznie uznanym, że proces starzenia się jajnika ma charakter nieodwracalny, a funkcja jajnika często przesądza o skuteczności leczenia niepłodności. Proponowanie bałamutnych, nieskutecznych metod jest kradzieżą czasu reprodukcyjnego kobiety. Dwie najbardziej prestiżowe instytucje w medycynie rozrodu: Europejskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii oraz Amerykańskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu, organizują coroczne spotkania z udziałem wielu tysięcy uczestników z całego świata i debatują jak najskuteczniej i najbezpieczniej pomagać niepłodnym parom w rozwiązywaniu ich życiowych problemów. Przedstawiciele naprotechnologii nie biorą udziału w tych spotkaniach, bo nie mają niczego oryginalnego do zaproponowania.

I na zakończenie rzecz niebagatelna. Z artykułu dowiedziałem się, że pacjentka zapłaci około 1000 zł za cykl 7-8 spotkań oraz dodatkowo 600 zł za opracowanie wyników. A jaki pożytek z tych spotkań odniesie niepłodna para, gdy przyczyną niepłodności jest czynnik męski, jaką korzyść będzie miała kobieta z uszkodzonymi nieodwracalnie jajowodami, defektami anatomicznymi narządów płciowych, zaawansowaną endometriozą, czynnikiem szyjkowym niepłodności? A to jest zdecydowana większość sytuacji niemożności zajścia w ciążę. Diagnostykę i leczenie czynnika jajnikowego niepłodności można przeprowadzić precyzyjniej, leczyć skutecznie i za mniejszą cenę niż oferuje to naprotechnologia. Niepłodne pary powinny wiedzieć, że zgłaszając się do NaProMedica nie znajdą żadnej alternatywy dla in vitro w sytuacjach, gdy ta metoda jest ich jedyną lub ostatnią szansą na ciążę.

Podziel się

  • 48 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Re: Jeśli nie in vitro, to co? Na pewno nie napro barrbarella 23.02.09, 21:48

    Panie Profesorze,co się w Polsce dzieje, że musi Pan tak oczywiste rzeczy tłumaczyć?Dziękuję, że nie zostawia nas Pan samych! Ja mam już dzieci (z in vitro) i nie chcę, aby inne pary nie »

  • Re: Jeśli nie in vitro, to co? Na pewno nie napro makowska157 23.02.09, 22:52

    nie wyobrażam sobie innej drogi dla ludzi, którzy chcą miec dzieci, a nie mogą. Trudne są to wybory, ale nie można zaprzepaszczac ludzkich potrzeb i marzen o powstanie nowego »

  • Jeśli nie in vitro, to co? Na pewno nie naprote.. anais22 25.02.09, 11:05

    patrzę na tą całą debatę i dziwi mnie jedno: komu przeszkadza, że obok in vitro istnieje miejsce, gdzie kobieta ma szansę leczyć swoją niepłodność wszystkimi możliwymi sposobami, które »