Sprzedawcy ślą protesty do ministerialnych urzędników, a zdenerwowani klienci odchodzą z kwitkiem od drzwi ulubionych sklepów.
- Odwiedzają nas głównie starsze osoby, emeryci, renciści, często ci, którzy dopiero co wrócili z sanatorium. Ostatnio z powodu tych zmian dochodzi u nas do nieprzyjemnych sytuacji - przyznaje Halina Dybkowska, właścicielka sklepu zielarskiego Fito w Białymstoku. - Przykładowo przyszła do nas pani po mieszankę ziołową, ale problem w tym, że żadnych z mieszanek Herbapol już nie produkuje. Ale mi się oberwało... Na szczęście w sklepie była akurat przedstawicielka firmy i to ona próbowała wyjaśnić, na czym polega problem.
- Jestem tym wszystkim bardzo zaniepokojona - dodaje Mirosława Tichoniuk, która w Białymstoku prowadzi sklep zielarski już od 18 lat. - Hurtownia kilku produktów nie chciała nam w ogóle sprzedać. Kompletnie nie rozumiem podstawy takiego postępowania, bo ze sprzedaży znikają produkty, które można często kupić nawet na stacji benzynowej. Przez tyle lat dotychczasowa lista produktów nikomu nie przeszkadzała. Co się takiego stało, że nagle się zmieniła?
Nie mniej zaniepokojone po ogłoszeniu rozporządzenia są firmy zajmujące się produkcją oraz dystrybucją. Do Ministerstwa Zdrowia w ciągu kilku tygodni od ogłoszenia listy produktów dopuszczonych do sprzedaży w punktach zielarskich oraz aptekach wpłynęło kilkadziesiąt protestów. Herbapol Lublin SA w swoim piśmie zwraca na przykład uwagę na brak w rozporządzeniu ziół takich jak świetlik (wykorzystywany w leczeniu zapalenia spojówek oczu), pokrzywa, a nawet normosan. Inna wymienia zioła neospasminy, vagosanu, kwas borowy, glukozę, olej rycynowy i olejek terpentynowy.
Po niecałym miesiącu obowiązywania rozporządzenia Ministerstwo Zdrowia przyznało się do błędu.
- Już trwają prace nad nowelizacją rozporządzenia - informuje Marek Twardowski z biura prasowego ministerstwa. - Zostanie to wykorzystane do skorygowania zgłoszonych błędów, które znalazły się w wykazie.
W ministerstwie nikt jednak nie potrafi odpowiedzieć, jak długo potrwa procedura, ani czy wszystkie uwagi handlowców i producentów zostaną uwzględnione.
- Sklepy zielarskie służą zazwyczaj tym, którzy zamiast chemią, wolą leczyć się naturalnymi metodami - podkreśla Tichoniuk. - Przychodzą do nas ludzie od 18 do stu lat. Bardziej niż wiek, łączy ich świadomość i troska o zdrowie. Ale kiedy z półek znika tak popularny specyfik na poprawę odporności jak ecomer, stworzony na bazie wątroby rekina, albo inne tego typu środki, zaczynam się zastanawiać, w czyim interesie jest wprowadzenie tych zmian. Nigdy klient nie zgłaszał mi żadnych dolegliwości, więc to chyba nie kwestie zdrowotne były powodem zamieszania. Zaczynam podejrzewać, że to wielkim koncernom farmaceutycznym na tym zależało, by więcej ludzi korzystało z ich środków.
- Ze spisu znikło ponad 200 produktów. Obawiam się, że będzie to miało bardzo negatywny wpływ na prowadzoną przeze mnie działalność. Klient przyjdzie raz, drugi, nie znajdzie poszukiwanego specyfiku i więcej już do mnie nie wróci. Jest wiec prawdopodobne, że nowelizacja nie będzie w stanie odwrócić szkód, jakie zostaną poczynione w ciągu najbliższych miesięcy - dodaje Dybkowska.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok