Bój o szpital zakaźny czas zacząć

Agnieszka Domanowska
01.09.2010 , aktualizacja: 01.09.2010 19:25
A A A Drukuj
Kto nie chciałby zarządzać szpitalem, który nie ma długów, gdzie pracownicy są zadowoleni, a pacjenci traktowani jak ludzie? Takim łakomym kąskiem jest Wojewódzki Szpital Zakaźny w Dojlidach, a chrapkę na niego ma Uniwersytet Medyczny w Białymstoku.
- Szpitale kliniczne mają lepiej. Lepiej jest pacjentom, lepiej pracownikom. Pod każdym względem - mówi wprost profesor Lech Chyczewski, rzecznik prasowy uczelni. - Przejęcie tego szpitala wpłynie korzystnie na rozwój uczelni.

- To nic innego jak skok na kasę w biały dzień - nie ukrywa zdenerwowania Henryk Misiewicz, dyrektor szpitala zakaźnego w Dojlidach, choć podkreśla, że oficjalnie o żadnych rozmowach czy zakusach rektora nic nie wie. - Jeżeli do tego dojdzie, na pewno będzie likwidacja oddziałów, będą zwolnienia.

Na razie list intencyjny

Rektor uniwersytetu już zrobił pierwszy krok. Do urzędu marszałkowskiego trafił jego list intencyjny.

- To pismo jest w departamencie zdrowia. Poznałem jego treść i motywację rektora. Chodzi o rozwój uczelni - mówi Bogusław Dębski, wicemarszałek województwa odpowiedzialny za służbę zdrowia. - Nie wiem, czy się przychylimy się do tej decyzji, bo wszystko trzeba dokładnie przeanalizować.

Dębski nie zdradza, jakie jest jego stanowisko w tej sprawie. Nieoficjalnie wiadomo, że raczej będzie przeciwnikiem przejęcia szpitala przez uniwersytet. Mówi jedynie: - To jedyny taki szpital w województwie.

Dlaczego uczelnia, która ma w posiadaniu dwa potężne szpitale (Uniwersytecki Szpital Kliniczny i Dziecięcy Szpital Kliniczny), chce przejąć kolejną placówkę?

- Szpital zakaźny stoi na szpitalu klinicznym. Tam są prawie same kliniki, w których zatrudnieni są lekarze uniwersyteccy - argumentuje prof. Chyczewski. - Dla nas to doskonała baza dydaktyczna, dla pacjenta zysk w postaci dostępności do świadczeń, a dla pracowników ciągłość pracy. Same korzyści.

To dla dobra doktorów

Entuzjazmu nie podziela ani szef szpitala zakaźnego, ani pracownicy.

- To nieprawda, że większość lekarzy to lekarze z uniwersytetu. Na każdym z oddziałów jest góra czterech, pozostali to lekarze na etatach szpitalnych i to oni tak naprawdę odwalają całą robotę. Tamci wpadają na kilka godzin i to wszystko, bo to sympozjum, bo prywatny gabinet - nie ukrywa Misiewicz. - Przejąć nasz szpital, aby zrobić dwadzieścia gabinetów dla docentów... To jakieś nieporozumienie. Gdzie jest pacjent, gdzie są jego korzyści?

Misiewicz zastanawia się też, co będzie z projektami unijnymi, które są w trakcie realizacji.

- Chyba przepadną - mówi. - Przejęcie przez uniwersytet to nic innego jak wyciągnięcie ręki po pewny pieniądz. Chodzi tylko o dobro doktorów.

Nastroje wśród pracowników szpitala nie są najlepsze. Jedni obawiają się o swoje miejsca pracy, inni zastanawiają się, co będzie z pacjentami, którzy tu zjeżdżają z całego województwa.

- To skandal, że Uniwersytet Medyczny chce przejąć nasz szpital, placówkę, która jest niezadłużona i dobrze zarządzana. Na taki status szpitala pracuje cała załoga i teraz ma to przejąć ktoś inny? Czy szpital ma podzielić los innych szpitali klinicznych generujących długi i mających kłopoty finansowe? Obawiam się, że taka sytuacja odbije się przede wszystkim na pacjencie, którego dobro jest najważniejsze - mówi Ewa Raczkowska, pielęgniarka ze szpitala.

Sceptyczny jest też Zbigniew Krzywicki, radny sejmiku województwa podlaskiego: - Jeżeli taka uchwała stanie na sesji sejmiku, będę jej zagorzałym przeciwnikiem. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, dla którego taka transakcja miałaby się dokonać. Niestety sejmik tej kadencji widział już niejedno i wszystko może się wydarzyć - mówi Krzywicki.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów