Licealiści trują się dopalaczami. Białystok

Emilia Romaniuk, Agnieszka Domanowska
29.09.2010 , aktualizacja: 30.09.2010 11:26
A A A Drukuj
Halucynacje, wymioty, zawroty głowy i przyśpieszona akcja serca - z takimi objawami sześcioro licealistów trafiło we wtorek do szpitala w Białymstoku. Zażyli dopalacze - piątka z nich podczas imprezy szkolnej

Fot. Agnieszka Sadowska / Agenc
- Pięcioro szesnastolatków przywieziono do nas między godz. 12 a 13. Mieli takie same objawy, najgorsze były stany halucynogenne - opowiadał w środę Janusz Pomaski, dyrektor Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego. - Wieczorem przywieziono do nas jeszcze licealistkę spoza Białegostoku, która nie brała udziału w imprezie. Dziewczyna przyznała się rodzicom, że od jakiegoś czasu przyjmuje dopalacze. Teraz stan wszystkich tych pacjentów jest dobry.

Nastolatki: Pierwszy i ostatni raz

Mieli się lepiej poznać, pobawić, posiedzieć przy ognisku. Tak wtorkowy dzień licealistom z XIII LO w Białymstoku zaplanowali nauczyciele.

- Jesteśmy w pierwszej klasie. To miała być impreza integracyjna - opowiadają uczniowie.

Pojechali do Świętej Wody. Jeden z nich, prawdopodobnie dzień wcześniej, zrobił zakupy w sklepie z dopalaczami przy ul. Białówny. Co kupił, tego nie wiadomo. Poczęstował koleżanki. Jak mówią - zaciągnęły się raz, góra dwa. Niektóre traciły przytomność natychmiast. Dwie osoby miały zawroty głowy i wymioty. Nauczyciele wezwali pogotowie, powiadomili rodziców.

Na korytarzu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego stoją dwie dziewczyny - jedna z mamą, druga z tatą. Wyglądają na roztrzęsione.

- Nie wiem, co to było... Szklana lufka i coś w środku. Nie kupowałam tego - dziewczyna nie chce zdradzić, kto to jej podał.

- Doskonale wie, ale nie powie - wtrąca mama. Nie ukrywa zdenerwowania.

- Po dwóch minutach odjęło mi ręce i nogi. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Czułam się, jakbym była we własnym mózgu. Jakby moje ciało było mózgiem. Dopiero w szpitalu zaczęłam odzyskiwać świadomość - ciągnie dalej dziewczyna.

- To był pierwszy i ostatni raz - zaczyna druga. - Nigdy więcej tego świństwa nie wezmę. Czułam się, jakbym miała za chwilę umrzeć. Widziałam lustra i jakieś dziwne obrazy.

- Co was podkusiło!? - dopytują rodzice.

Cisza.

Rodzice: To jest zatrważające

Rodzice, którzy przez cały czas czuwali w szpitalu, są przerażeni tym, że dopalacze niedrogo może kupić każdy, że mogą zabić.

- Lekarz na dyżurze mówił nam, że tygodniowo na oddział trafia nawet 20 nieletnich po zażyciu dopalaczy, że jedna osoba zmarła - mówi jedna z mam. - Kto na tym zarabia? Boże kochany, jakby syn czy córka kogoś z ministerstwa czy kogoś z górnej półki umarł po tym świństwie, byłaby i ustawa, i zakazy.

- Ten chłopiec, który to przyniósł na imprezę, też ma 16 lat. Zaszedł do sklepu, niepotrzebny był żaden dowód. Jakaś pani mu to sprzedała. To jest nie do pomyślenia - dodaje inna.

- A ja poszłam nawet do tego sklepu. Siedzi sobie jakaś panienka i mówi, że ona tu tylko pracuje. Cóż więcej mogłam zrobić? Mogłam sobie tylko ulżyć. Powiedziałam, że ciekawa jestem jak się zachowa, kiedy jej córka albo syn połknie czy pociągnie coś takiego. Jak zareaguje, jak będzie musiała przeżyć to, co ja - mówi kolejna z mam. Córka jeszcze przez kilka dni zostanie w szpitalu na obserwacji.

Próbowaliśmy się skontaktować z dyrektorem XIII LO, niestety był dla nas nieuchwytny. A poza nim - jak usłyszeliśmy w sekretariacie - nikt nie jest uprawniony do udzielania informacji mediom.

Lekarze: Od tego można umrzeć

Artur Bossowski, szef kliniki endokrynologii w DSK, podkreśla, że substancje dopalające są zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia.

Podziel się

  • 59 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów