Poszukiwanie chętnego na plac Inwalidów

Andrzej Kłopotowski
27.04.2010 , aktualizacja: 27.04.2010 19:34
A A A Drukuj
Dziś okaże się, czy znalazł się ktokolwiek, kto zechce zainwestować w plac Inwalidów Wojennych. Trzy poprzednie próby sprzedaży działki zakończyły się fiaskiem
Plac Inwalidów. Białystok
Fot.Agnieszka Sadowska / AG
Plac Inwalidów. Białystok
SERWISY
O północy minął termin wpłacania wadium od potencjalnych nabywców. Jeżeli dziś okaże się, że na konto miasta wpłynęło choć jedno, to magistrat będzie mógł przystąpić do przetargu na wieczystą dzierżawę działki. Przetarg zaplanowany jest na 30 kwietnia. A do wzięcia jest w sumie 1,7 ha pomiędzy ul. Jurowiecką, Sienkiewicza i rzeką Białą oraz działką, która należy do Jagiellonii - to teren po starym stadionie, hali sportowej i boiskach treningowych (Jagiellonia do spółki z Irlandzką Grupą Inwestycyjną zamierza zbudować tam galerię handlową).

W porównaniu do poprzednich podejść tym razem zmieniły się warunki przetargu. Gmina już nie próbuje placu sprzedawać, ale znaleźć chętnego, który weźmie teren na 99 lat w tzw. użytkowanie wieczyste. W praktyce oznacza to tyle, że nabywca na początek będzie musiał wpłacić 25 proc. wylicytowanej ceny, a przez kolejne lata wpłacać po 3 proc. tej kwoty. Tu warto wspomnieć o cenie wywoławczej, którą ustalono na 28,07 mln zł.

Jak będzie w przetargu na użytkowanie wieczyste, które podobno sugerowano przedstawicielom urzędu? Michał Wierzbicki, wiceprezydent odpowiedzialny za mienie gminne mówi krótko:

- Zainteresowanie placem jest większe niż poprzednio.

Warto wspomnieć, że plac Inwalidów Wojennych miał być tą działką, której sprzedaż poważnie zasili budżet miasta. Jej oczyszczanie zaczęło się w 2007 roku. Wówczas to zapadła decyzja, że plac muszą opuścić handlarze sprzedający tu warzywa, odzież i produkty przemysłowe. Decyzja prezydenta Tadeusza Truskolaskiego wzbudziła falę protestów. Ale trzeba przyznać, że forma, w jakiej prowadzony był handel, pozostawiała wiele do życzenia. W centrum miasta znajdował się sklecony z byle czego rynek. Były więc tu blaszane stragany, ale i namioty, foliowe dachy czy konstrukcje z pleksi. Ostatecznie ostatni handlujący opuścili plac na przełomie 2007 i 2008 roku.

Zaś na wiosnę 2008 magistrat wystawił plac po raz pierwszy na sprzedaż. Przejechał się. Cena wywoławcza - 50 mln zł - okazała się barierą nieosiągalną dla potencjalnych nabywców. I nie pomogły nawet akcje reklamowe prowadzone nie tylko na stronie magistratu, ale również w takich pismach jak "The Economist" i "Financial Times" oraz na targach nieruchomości w Barcelonie. Podobnie było też i za drugim razem. Cena pozostała na tym samym poziomie, ale delikatnie zmienione zostały warunki zabudowy. Na placu mógłby powstać obiekt wielkopowierzchniowy połączony z funkcjami usługowymi, hotelem i apartamentami. Przy trzecim podejściu cena wywoławcza została obniżona do ceny z operatu szacunkowego i wyniosła 35 mln zł - w dwóch poprzednich cena ta została przemnożona przez 1,5 (podobne przeliczniki magistrat stosował przy sprzedaży innych działek w mieście). Ale i to nie pomogło.

Wczoraj na koncie urzędu nie było jeszcze żadnych wpłat. Wiceprezydent Michał Wierzbicki mówił, że stan rachunków bankowych sprawdzany będzie dziś z rana. Pytany o plan awaryjny, jeśli i tym razem się nie uda, odparł krótko:

- Decyzje zapadną gdy okaże się, że nie mamy zainteresowanych. Wcześniej nie będę gdybać - skwitował.

Dla Gazety

Krzysztof Żukowski, kanclerz białostockiej loży Business Centre Club:

- Nikt nie ma chyba wątpliwości, że tereny wzdłuż Jurowieckiej - i po jednej i po drugiej stronie - wymagają pilnego uporządkowania i zagospodarowania. Obawiam się tylko, że miasto przespało okazję, by sprzedać plac Inwalidów Wojennych. Trzeba było dwa lata temu wystawić go na sprzedaż za cenę z operatu szacunkowego [około 35 mln zł - red]. A cena została wygórowana do 50 mln zł. Później nastąpił światowy kryzys i o sprzedaży można było zapomnieć. Dziś marzeniem by było, gdyby znalazł się ktoś z branży hotelowej, kto zechciałby postawić tu obiekt klasy turystycznej. Właśnie hotel, który moim zdaniem byłby w mieście bardziej pożądany niż galeria handlowa. Mówię tak w kontekście planowanej po sąsiedzku galerii Jagiellonii oraz galerii przy ul. Bohaterów Monte Cassino. Obawiam się jednak, że może być trudno. Rynek dopiero się ożywia. I choć wskaźniki gospodarcze są coraz lepsze, to inwestorzy jeszcze spokojnie podchodzą do kwestii wydawania pieniędzy.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy