Sąd nad wiceburmistrzem pipidówy

Joanna Klimowicz
2009-10-11 , aktualizacja: 11.10.2009 20:38
A A A Drukuj
Jedno słówko, a konsekwencje straszliwe. Krzysztofowi Szczebiotowi, zastępcy burmistrza Sokółki, w rozmowie z dziennikarzem "Tygodnika Powszechnego" wymsknęło się "pipidówa" i teraz żądni krwi radni domagają się jego głowy. No, przynajmniej śmierci politycznej
Sokółka
Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Sokółka
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa dotyczyła osławionego "cudu w Sokółce". Wypowiedzi wiceburmistrza wplótł w reportaż "Czerwona substancja" jego autor Michał Olszewski. Tekst ukazał się w "Tygodniku Powszechnym". Jego pokłosie to dzisiejsza sesja rady miejskiej Sokółki i wniosek do burmistrza o odwołanie Szczebiota z funkcji.

Wstyd i hańba godząca w powagę stanowiska

A co takiego zbroił wiceburmistrz Szczebiot? Ano powiedział dziennikarzowi: "Ale żeby cud w takiej pipidówie jak nasza? Ja katolik jestem, i to praktykujący, ale uwierzyć trudno". Dalej jest odautorski fragment tekstu: "Więc jak to, kilka minut spacerem od jego biura, od urzędowych wnętrz, żaluzji wertykalnych, dziury budżetowej w wysokości 700 tys. zł, kosztorysów na budowę kanalizacji, petenta deklarującego, że jeśli miasto nie rozwiąże sprawy z uciążliwym sklepem, to on odbierze sobie życie, kilka minut dosłownie, w tabernakulum (...) leży hostia z fragmentem mięśnia sercowego?" Fragment obrazuje realia niewielkiego - bądź co bądź - miasteczka i problemy, z jakimi borykają się jego mieszkańcy. O ileż bardziej przyziemne niż zjawiska nadprzyrodzone...

Sokólczanie jednak poczuli się dotknięci cytowanym wycinkiem reportażu. Zwłaszcza "pipidówą". Zagotowało się na forach internetowych. Obciach, wstyd, hańba, publiczne obrażanie naszego miasta przez funkcjonariusza publicznego, pomówienie, wypowiedź godząca w powagę stanowiska, całe miasto zszokowane - to tylko niektóre wpisy.

Michał Olszewski nie podejrzewał, że jego reportaż okaże się pretekstem do wszczęcia takiej awantury, a wręcz operacji politycznej. Rozmowy nie nagrywał, ale dobrze zapamiętał określenie "pipidówa".

- Rzadko zdarza się, by ktoś tak szczerze, otwarcie rozmawiał. Dużo w tym było luzu, to fakt, ale i dużo autentycznej troski samorządowej. Odniosłem wrażenie, że leży mu ta Sokółka na sercu - mówi Olszewski.

Dlatego słowa wiceburmistrza opisał jako "pragmatyczne spojrzenie na cud". Oto Szczebiot chwyta za telefon, sprawdza w miejscowym muzeum, ilu zwiedzających przewinęło się w tym roku, nieco ostrożnie snuje plany zwiększonego ruchu turystów i pielgrzymów, którzy mogliby pomóc miasteczku (miejsca w hotelach, rozkwit usług).

Nieliczni internauci rozwijają temat, rozbierając Sokółkę na czynniki pierwsze, licząc miejscowe sklepy z odzieżą używaną (38) i apteki (10 - w tym samoobsługowa, która zastąpiła księgarnię). No "pipidówa" - wychodzi im z wyliczeń. Żadna metropolia, zwykłe zaściankowe miasteczko, nie żeby to było coś złego. Apelują o dystans do całej sprawy i odrobinę poczucia humoru.

Sławniejszy od cudu

Krzysztofowi Szczebiotowi nie do śmiechu. Nie pamięta, czy rzeczywiście użył określenia "pipidówa" w rozmowie z dziennikarzem, bo była ona dość długa i na luzie. Ale nie zamierza na nikogo zrzucać odpowiedzialności.

Może trzeba się zgodzić, że burmistrzowi nie wszystko wypada - sypie głowę popiołem. - Jeżeli uraziłem czyjeś uczucia, bardzo za to przepraszam.

Oświadczenie tej treści wygłosi w poniedziałek na początku sesji rady miejskiej. Ale to nie zamknie sprawy. Radnego i miejscowego biznesmena Antoniego Cydzika to absolutnie nie usatysfakcjonuje. Dlatego dziś rano zamierza złożyć w urzędzie wniosek do burmistrza Stanisława Małachwieja o odwołanie Szczebiota ze stanowiska w związku z "publiczną wypowiedzią godzącą w część społeczeństwa". Potem zgłosi go do porządku obrad, a jeżeli się nie uda, poruszy sprawę w interpelacjach.

Naraził nasze miasto, nasz urząd miejski na pośmiewisko, cała Polska przeczytała, iż Sokółka do "pipidówa". Ale nie chodzi tylko o to. Prawdopodobnie zakpił sobie i uraził uczucia religijne większej części naszego lokalnego społeczeństwa. Rozumiemy, iż trudno jest mu uwierzyć w cud, ale większości naszego społeczeństwa przychodzi to o wiele łatwiej, większość z nas wierzy i ma do tego konstytucyjne prawo. Tą negatywną wypowiedzią o naszym mieście oraz urażeniem uczuć religijnych nadużył naszego zaufania jako pracownik samorządowy i nie może dalej pełnić swojej funkcji - dowodzi radny Cydzik.

Większości do poparcia swojego wniosku w radzie raczej nie znajdzie (podpisał go jeszcze jeden opozycyjny radny), ale zepchnie do defensywy przeciwnika politycznego.

- Nie nadużyłem władzy, nie spowodowałem straty finansowej, ten wniosek jest absurdalny - już teraz tłumaczy się burmistrz Szczebiot.

Aha, jest jeszcze jedna korzyść. Antoni Cydzik stanie się na moment bardziej sławny od cudu. A on to lubi - komentują ze śmiechem sokólczanie.

Komentarz

Pipidówa do kwadratu

Jestem przekonana, że prowincja - czy też dosadniej, pipidówa - to nie miejsce na mapie, ale stan umysłu. Objawia się on m.in. kompleksami, które odzywają się w myśl zasady "uderz w stół...", całkowitym brakiem dystansu do siebie i wytaczaniem armat na muchy. Jeżeli sokólscy radni odwołają swojego wiceburmistrza z powodu ciężkiej obrazy majestatu, to dopiero wtedy dadzą dowód na to, że są pipidówianami.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

  • Sąd nad wiceburmistrzem pipidówy jotkajot49 12.10.09, 14:13

    Swą reakcją radni udowodnili, że wiceburmistrz ma stuprocentową rację.»

  • Sąd nad wiceburmistrzem pipidówy aga999929 12.10.09, 19:48

    Pan wiceburmistrz reprezentuje swoją miejscowość i nie powinien posłużyć się tymsłowem. Nie jest ono potoczne i ma jednak pejoratywne zabarwienie.»

  • Współzuję burmistrzowi, mieszkańcy zachowali się galareta2 13.10.09, 08:44

    jak "pipidówianie" bo dali pokaz najniższych instynktów. Pan wiceburmistrzpowiedział to w pozytywnym, nikomu nie uchybiającym znaczeniu, był zdziwionywielką sprawą w tak małej miejscowości, »