- Będziemy wyjaśniać wszelkie okoliczności tej sprawy, które można wykonać po polskiej stronie granicy. Wystąpimy też do strony białoruskiej - na zasadzie pomocy prawnej - aby przekazała nam swoje dokumenty i ustalenia w sprawie tego wypadku - poinformował nas prokurator Adam Kozub, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.
Ustalenia przyczyn wypadku lotniczego trwają od niedzieli rana, kiedy to wrak maszyny został znaleziony na Białorusi, ok. 200 metrów od polskiej granicy. Strona białoruska powołała już swój zespół dochodzeniowy. Na miejscu wypadku pracowali też polscy eksperci badający wypadki lotnicze.
Śmigłowiec Kania wystartował w sobotę po godz. 15, aby udać się w rutynowy patrol granicy z powietrza. W okolicy Mielnika, na południowym skraju województwa, miał zawrócić i wracać do bazy. Wtedy jednak spadł na ziemię. Łączność z pilotem stracono tuż przed godz. 18. Rozbity wrak maszyny znaleziono dopiero w niedzielę o godz. 4. Na miejscu zginą 49-letni pilot oraz 35-letni nawigator i 34-letni mechanik.
Helikopter, który uległ wypadkowi, był praktycznie nową maszyną, wyprodukowaną w 2006 roku. Był w bardzo dobrym stanie technicznym i był wyposażony we wszelkie urządzenia pozwalające wykonywać loty w trudnych warunkach, czy w nocy.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok