Pożegnanie pograniczników

Ewa Sokólska
2009-11-06 , aktualizacja: 06.11.2009 18:23
A A A Drukuj
Kilkaset osób żegnało na Krywlanach funkcjonariuszy straży granicznej. Trzej mężczyźni zginęli tydzień temu podczas lotu patrolowego nad wschodnią granicą

Fot. Agniieszka Sadowska / Agnec GWL BIAL SA
- Doświadczeni piloci, nowy śmigłowiec, rutynowy lot, jakich wiele miała ta załoga. Nagle urwana łączność, informacje o problemach z silnikiem i huk. Później poszukiwania z nadzieją, że załoga uratowała się. Niestety, nie uratowała się - mówił podczas nabożeństwa żałobnego biskup polowy Wojska Polskiego, generał dywizji Tadeusz Płoski.

Uroczystości odbyły się w hangarze, w którym stacjonował rozbity śmigłowiec straży granicznej. Wystawiono tam trumny z ciałami ofiar.

Pilot, porucznik Andrzej Żukowski, miał 49 lat. Z SG związany był od sześciu lat - najpierw z Wydziałem Lotniczym Podlaskiego Oddziału SG, a potem służył w III Wydziale Lotniczym z siedzibą w Białymstoku Biura Lotnictwa Komendy Głównej SG. Wcześniej pracował w warszawskim Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Osierocił troje dzieci w wieku 22, 20 i 19 lat.

Chorąży sztabowy SG Bartłomiej Bartnicki, miał 35 lat. To był jego 13. rok służby - najpierw pracował w Podlaskim Oddziale SG, a po zmianach strukturalnych w III Wydziale Lotniczym z siedzibą w Białymstoku. Miał dwie córki.

Najmłodszy z załogi - chorąży Marcin Bezubik - miał 34 lata i za sobą cztery lata służby w SG. Podobnie jak Bartnicki, najpierw pracował w Podlaskim Oddziale SG, a następnie w III Wydziale Lotniczym. Osierocił dwoje małych dzieci (3 i 7 lat).

- Wiadomość o wypadku była dla wszystkich zaskoczeniem. Ich śmierć zaprzepaściła i pokrzyżowała wiele planów rodzinnych, zawodowych, sąsiedzkich - mówił biskup polowy Tadeusz Płoski. Przypomniał, że pogranicznicy, którzy zginęli, służyli na rzecz sprawiedliwości.

Funkcjonariusze pośmiertnie zostali odznaczeni i awansowani na wyższe stopnie w korpusie SG. Dwaj zostali pochowani już wczoraj na białostockich cmentarzach. Trzeci - dziś w Turośni Kościelnej.

Do tragicznego wypadku doszło tydzień temu. Śmigłowiec Kania Podlaskiego Oddziału SG wykonywał rutynowy lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy. Około godz. 18 z załogą stracono łączność. W poszukiwaniach śmigłowca brało udział ok. pół tysiąca osób po polskiej i białoruskiej stronie. Szczątki maszyny odnaleziono dopiero w niedzielę nad ranem na Białorusi, 200 m od granicy.

Przyczyna wypadku jak na razie nie jest znana. Dochodzenie prowadzone jest także przez Białorusinów.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów