Artysta fałszerz z Supraśla
2009-12-11
, aktualizacja: 11.12.2009 20:11
Białostocki sąd okręgowy skazał wczoraj na więzienie w zawieszeniu artystę malarza z Supraśla, który na domowym komputerze sfałszował dwie 10-złotówki.
ZOBACZ TAKŻE
- Likwidacja fabryki pieniędzy (20-11-09, 10:44)
Marek C. wczoraj przed sądem tłumaczył się, że banknoty wyprodukował w lutym na domowej wielofunkcyjnej drukarce. Najpierw zeskanował oryginał, a potem metodą prób i błędów - dopasowując awers i rewers do siebie - wydrukował. W efekcie z kilku prób, udały się mu dwa falsyfikaty.
Po dwóch dniach, tak przygotowane banknoty zabrał do sklepu, żeby sprawdzić czy ekspedientka je rozpozna. Kupił za nie dwa piwa, papierosy i kartę do telefonu.
Sprzedawczyni dopiero po chwili zorientowała się, że to fałszywki. Zawołała mężczyznę, który wyszedł już ze sklepu, aby do niego wrócił. Próbowała z nim negocjować, by innymi banknotami zapłacił za zakupy. Marek C. odmówił i chciał wezwać policję. Kobieta zadzwoniła więc po mundurowych.
Ci nawet bez specjalistycznych urządzeń stwierdzili, że to fałszywki. Banknoty były ciemniejsze od oryginałów, nie miały żadnych widocznych zabezpieczeń oraz wykonano je z innego papieru. Przeszukano więc samochód mężczyzny i jego dom. Przy okazji okazało się, że mężczyzna jest pijany, a skoro do sklepu przyjechał samochodem, prócz zarzutu produkcji fałszywek, dorzucono mu jazdę autem w stanie nietrzeźwości.
Wczoraj w sądzie mężczyzna przyznał się tylko do fałszowania pieniędzy. Do jazdy po pijanemu nie. Sąd mu jednak nie uwierzył i skazał go za oba przestępstwa.
Wyrok to rok i osiem miesięcy w zawieszeniu na cztery lata oraz dwuletni zakaz prowadzenia pojazdów (mężczyzna może mówić o szczęściu, bo fałszowanie pieniędzy traktowane jest jako zbrodnia, za którą można trafić na 25 lat do więzienia, a sąd zastosował wobec niego nadzwyczajne złagodzenie kary).
Wyrok nie jest prawomocny.
Po dwóch dniach, tak przygotowane banknoty zabrał do sklepu, żeby sprawdzić czy ekspedientka je rozpozna. Kupił za nie dwa piwa, papierosy i kartę do telefonu.
Sprzedawczyni dopiero po chwili zorientowała się, że to fałszywki. Zawołała mężczyznę, który wyszedł już ze sklepu, aby do niego wrócił. Próbowała z nim negocjować, by innymi banknotami zapłacił za zakupy. Marek C. odmówił i chciał wezwać policję. Kobieta zadzwoniła więc po mundurowych.
Ci nawet bez specjalistycznych urządzeń stwierdzili, że to fałszywki. Banknoty były ciemniejsze od oryginałów, nie miały żadnych widocznych zabezpieczeń oraz wykonano je z innego papieru. Przeszukano więc samochód mężczyzny i jego dom. Przy okazji okazało się, że mężczyzna jest pijany, a skoro do sklepu przyjechał samochodem, prócz zarzutu produkcji fałszywek, dorzucono mu jazdę autem w stanie nietrzeźwości.
Wczoraj w sądzie mężczyzna przyznał się tylko do fałszowania pieniędzy. Do jazdy po pijanemu nie. Sąd mu jednak nie uwierzył i skazał go za oba przestępstwa.
Wyrok to rok i osiem miesięcy w zawieszeniu na cztery lata oraz dwuletni zakaz prowadzenia pojazdów (mężczyzna może mówić o szczęściu, bo fałszowanie pieniędzy traktowane jest jako zbrodnia, za którą można trafić na 25 lat do więzienia, a sąd zastosował wobec niego nadzwyczajne złagodzenie kary).
Wyrok nie jest prawomocny.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




