Cysterna z gazem nas postraszyła
16.04.2010
, aktualizacja: 16.04.2010 19:32
Cysterna z 40 tonami gazu propan-butan wykoleiła się na torach w pobliżu białostockich dworców - autobusowego i kolejowego. Na szczęście nie doszło do rozszczelnienia
ZOBACZ TAKŻE
- Zderzenie pociągów. Są ranni. Płonące cysterny wstrzymały ruch (08-11-10, 07:23)
- Minęła rocznica wykolejenia się cystern z ciekłym chlorem (09-03-10, 18:53)
Wypadek wydarzył się o godz. 3.05, kiedy obsługa pociągu z czterema cysternami manewrowała na torach w pobliżu białostockiego dworca PKP. Przednie koła jednej z cystern, na zwrotnicy, wjechały na inny tor niż jej tylne koła. W efekcie cysterna zatrzymała się i lekko przechyliła.
O zdarzeniu od razu zawiadomiono policję i straż pożarną. Na szczęście okazało się, że nie doszło do rozszczelnienia zbiornika z gazem. Nie trzeba było ewakuować okolicy.
- W cysternie był gaz propan-butan, ale za jego przewóz odpowiada PKP Cargo, któremu zleciliśmy tę usługę - tłumaczył wiceprezes firmy Barter Dariusz Wit vel Wilk.
Jak dodawał - nie pamięta, by w historii jego firmy doszło wcześniej do podobnego zdarzenia. Barter ze swojej strony na miejsce przysłał jednostkę ratunkową i sprzęt niezbędny do przepompowania gazu.
Przedstawiciele PKP Cargo obwiniali zwrotnicę, która zadziałała w złym momencie. A za tory i ich utrzymanie odpowiada spółka Polskie Linie Kolejowe SA.
- Z wstępnego raportu specjalnej komisji pracującej na miejscu zdarzenia wynika, że mogła zawinić zwrotnica. Niemniej jest jeszcze za wcześnie, by ostatecznie przesądzać o winie - tłumaczył Krzysztof Łańcucki, rzecznik PLK SA.
Akcja ratunkowa
Początkowo rozważano, aby podnieść cysternę dźwigiem i ustawić ją na torach. Jednak taką możliwość wykluczono, bo nad nią znajdowała się trakcja elektryczna. Nie wiedziano też, jak się zachowa wykolejona cysterna, kiedy odłączy się ją od innych - z przodu i tyłu. Z obawy przed wywrotką, zdecydowano się na przepompowanie gazu.
Na trzy samochodowe cysterny i specjalną pompę trzeba było czekać prawie do południa. Przepompowanie gazu na dobre rozpoczęło się dopiero ok. godz. 15. Choć wszyscy byli gotowi dwie godziny wcześniej, nad Białymstokiem przeszły chmury burzowe. Była obawa, że mogą się pojawić wyładowania atmosferyczne, więc prace trzeba było wstrzymać.
Przed rozpoczęciem przepompowania gazu ewakuowano wszystkich z okolic dworca PKP i PKS. Ruchu pociągów nie zatrzymano, ale te wyruszały w trasę tylko po uzyskaniu zgody prowadzących akcję ratunkową.
- Zgoda na przejazd wydawana była wtedy, gdy wykonywano czynności, które nie stwarzały niebezpieczeństwa - tłumaczył Paweł Ostrowski, rzecznik białostockich strażaków.
Tymczasowy dworzec PKS zrobiono na parkingu między budynkiem dworca a biurowcem PKS. Na latarniach oświetleniowych naklejono kartki z numerami stanowisk autobusowych, a poniżej rozkłady jazdy. Uruchomiono też informację - stosowna kartka też zawisła na słupie, a obok stały dwie panie, które służyły pomocą.
O godz. 20 akcja przepompowywania gazu miała się ku końcowi. Pozostało jeszcze podniesienie pustej cysterny.
Niebezpieczne substancje
- Szczęście, że to nie wybuchło - komentowali ludzie, którzy oglądali cysternę, przechodząc kładką między dworcami.
Zdaniem rzecznika strażaków Pawła Ostrowskiego, nawet gdyby cysterna się rozszczelniła, nie oznaczałoby to od razu jej wybuchu. I to nawet w sytuacji, gdyby gaz się zapalił. Niebezpiecznie zrobiłoby się dopiero wtedy, gdyby ciśnienie gazu wewnątrz cysterny zrównało się z tym na zewnątrz. Wtedy ogień mógłby się przedostać do wnętrza zbiornika i mogłoby dojść do eksplozji.
- Ja osobiście nigdy o takim przypadku nie słyszałem - przekonywał Ostrowski.
Gdyby jednak doszło do eksplozji, skala zniszczeń byłaby ogromna.
- Uszkodzeniu uległyby pewnie budynki obu dworców. Obie budowle w pewien sposób złagodziłyby pewnie dalsze zniszczenia - analizował Ostrowski.
Straż pożarna, ale też np. policja czy różne urzędy są informowane, kiedy przez Białystok mają być przewożone niebezpieczne substancje (gaz propan-butan do takich substancji nie należy). Każdy z takich transportów musi być specjalnie oznakowany i zabezpieczony. Zakazów w tym względzie jest niewiele.
- Przez Białystok koleją w cysternach nie mogą być przewożone np. amoniak i chlor - wyjaśniał dyrektor Marian Maciejewski z białostockiego centrum zarządzania kryzysowego. - Jednak te substancje w kilkusetlitrowych beczkach mogą być przewożone przez miasto transportem samochodowym. Przecież te substancje są niezbędne w działalności niektórych lokalnych firm.
Jak dodał Maciejewski - właściwie zabezpieczone transporty niebezpiecznych substancji nie są bardziej niebezpieczne niż cysterny, które dowożą paliwo czy gaz na stacje paliw.
Okoliczności wypadku na białostockim dworcu PKP wyjaśni - prócz kolejowej komisji - prokuratorskie śledztwo.
O zdarzeniu od razu zawiadomiono policję i straż pożarną. Na szczęście okazało się, że nie doszło do rozszczelnienia zbiornika z gazem. Nie trzeba było ewakuować okolicy.
- W cysternie był gaz propan-butan, ale za jego przewóz odpowiada PKP Cargo, któremu zleciliśmy tę usługę - tłumaczył wiceprezes firmy Barter Dariusz Wit vel Wilk.
Jak dodawał - nie pamięta, by w historii jego firmy doszło wcześniej do podobnego zdarzenia. Barter ze swojej strony na miejsce przysłał jednostkę ratunkową i sprzęt niezbędny do przepompowania gazu.
Przedstawiciele PKP Cargo obwiniali zwrotnicę, która zadziałała w złym momencie. A za tory i ich utrzymanie odpowiada spółka Polskie Linie Kolejowe SA.
- Z wstępnego raportu specjalnej komisji pracującej na miejscu zdarzenia wynika, że mogła zawinić zwrotnica. Niemniej jest jeszcze za wcześnie, by ostatecznie przesądzać o winie - tłumaczył Krzysztof Łańcucki, rzecznik PLK SA.
Akcja ratunkowa
Początkowo rozważano, aby podnieść cysternę dźwigiem i ustawić ją na torach. Jednak taką możliwość wykluczono, bo nad nią znajdowała się trakcja elektryczna. Nie wiedziano też, jak się zachowa wykolejona cysterna, kiedy odłączy się ją od innych - z przodu i tyłu. Z obawy przed wywrotką, zdecydowano się na przepompowanie gazu.
Na trzy samochodowe cysterny i specjalną pompę trzeba było czekać prawie do południa. Przepompowanie gazu na dobre rozpoczęło się dopiero ok. godz. 15. Choć wszyscy byli gotowi dwie godziny wcześniej, nad Białymstokiem przeszły chmury burzowe. Była obawa, że mogą się pojawić wyładowania atmosferyczne, więc prace trzeba było wstrzymać.
Przed rozpoczęciem przepompowania gazu ewakuowano wszystkich z okolic dworca PKP i PKS. Ruchu pociągów nie zatrzymano, ale te wyruszały w trasę tylko po uzyskaniu zgody prowadzących akcję ratunkową.
- Zgoda na przejazd wydawana była wtedy, gdy wykonywano czynności, które nie stwarzały niebezpieczeństwa - tłumaczył Paweł Ostrowski, rzecznik białostockich strażaków.
Tymczasowy dworzec PKS zrobiono na parkingu między budynkiem dworca a biurowcem PKS. Na latarniach oświetleniowych naklejono kartki z numerami stanowisk autobusowych, a poniżej rozkłady jazdy. Uruchomiono też informację - stosowna kartka też zawisła na słupie, a obok stały dwie panie, które służyły pomocą.
O godz. 20 akcja przepompowywania gazu miała się ku końcowi. Pozostało jeszcze podniesienie pustej cysterny.
Niebezpieczne substancje
- Szczęście, że to nie wybuchło - komentowali ludzie, którzy oglądali cysternę, przechodząc kładką między dworcami.
Zdaniem rzecznika strażaków Pawła Ostrowskiego, nawet gdyby cysterna się rozszczelniła, nie oznaczałoby to od razu jej wybuchu. I to nawet w sytuacji, gdyby gaz się zapalił. Niebezpiecznie zrobiłoby się dopiero wtedy, gdyby ciśnienie gazu wewnątrz cysterny zrównało się z tym na zewnątrz. Wtedy ogień mógłby się przedostać do wnętrza zbiornika i mogłoby dojść do eksplozji.
- Ja osobiście nigdy o takim przypadku nie słyszałem - przekonywał Ostrowski.
Gdyby jednak doszło do eksplozji, skala zniszczeń byłaby ogromna.
- Uszkodzeniu uległyby pewnie budynki obu dworców. Obie budowle w pewien sposób złagodziłyby pewnie dalsze zniszczenia - analizował Ostrowski.
Straż pożarna, ale też np. policja czy różne urzędy są informowane, kiedy przez Białystok mają być przewożone niebezpieczne substancje (gaz propan-butan do takich substancji nie należy). Każdy z takich transportów musi być specjalnie oznakowany i zabezpieczony. Zakazów w tym względzie jest niewiele.
- Przez Białystok koleją w cysternach nie mogą być przewożone np. amoniak i chlor - wyjaśniał dyrektor Marian Maciejewski z białostockiego centrum zarządzania kryzysowego. - Jednak te substancje w kilkusetlitrowych beczkach mogą być przewożone przez miasto transportem samochodowym. Przecież te substancje są niezbędne w działalności niektórych lokalnych firm.
Jak dodał Maciejewski - właściwie zabezpieczone transporty niebezpiecznych substancji nie są bardziej niebezpieczne niż cysterny, które dowożą paliwo czy gaz na stacje paliw.
Okoliczności wypadku na białostockim dworcu PKP wyjaśni - prócz kolejowej komisji - prokuratorskie śledztwo.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów




więcej zdjęć