Żył z renty ojca, który dawno nie żył

Agnieszka Domanowska
26.05.2010 , aktualizacja: 27.05.2010 09:53
A A A Drukuj
Przez co najmniej półtora roku, miesiąc w miesiąc witał się z listonoszem i kwitował odbiór ojcowskiej renty - jakieś siedemset złotych. Ojciec już nie żył, jego ciało przez ten cały czas rozkładało się na strychu. Prawda wyszła na jaw dopiero gdy sam syn zginął w wypadku samochodowym
Miejscowość Topiło
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
Miejscowość Topiło
Topiło, wieś w Puszczy Białowieskiej. Jest tam może z dziesięć gospodarstw, jeden pensjonat, geesowski sklep, nadleśnictwo. Główna atrakcja to kolejka wąskotorowa.

- Wszyscy się tu znamy. Noż jak się nie znać. Garstka nas tu i tak się zżylim przez dwadzieścia parę lat - mówi kobieta, którą spotykamy przy pracach polowych.

Znają się wszyscy, wiedzą o sobie wszystko, przynajmniej tak mówią. Nie są w stanie ani zrozumieć, ani wyjaśnić, co się stało. Jak to możliwe?

- Andrzej! Co z ojcem? Zdrów? Pytałem go nie raz i nie dwa - Mikołaj Wiluk, najbliższy sąsiad mówi o tym ze spokojem. Mieszkali w jednym domu, podzielonym na pół. Przez ścianę przez blisko 30 lat.

- U Kazika jest. Tam ma lepiej, tam do sanatorium pojedzie, lekarz do niego przychodzi. U Kazika jest - odpowiadał Andrzej.

Kazik to brat Andrzeja, mieszka z rodziną w Białymstoku. Rzadko zaglądał do rodzinnego domu. Wpadał na chwilę, wieczorem i od razu wyjeżdżał.

- Raz Andrzej powiedział, że jedzie do brata, odwiedzić ojca. Zawieź mu pozdrowienia, prosiłem - wspomina sąsiad. Andrzej nie dojechał do Białegostoku. W Hajnówce kogoś spotkał, napił się.

Andrzej nie szczędził sobie alkoholu. Rentę ojca odbierał na początku miesiąca. Piwo, wódka, wino. Czasem stawiał innym. Jak kończyły się pieniądze, brał na kreskę.

Nieraz listonosz pytał, gdzie ojciec.

- U brata - odpowiadał i kwitował odbiór renty.

Ile to trwało? Nie wiadomo. Sąsiedzi mówią, że ojca nie widzieli co najmniej półtorej roku.

Nieszczęśliwy wypadek

Kazik przyjechał do Topiły, kiedy dowiedział się, że Andrzej nie żyje. Jak zginął? Była sobota, połowa maja. Prawdopodobnie był pijany. Wyszedł z domu, odszedł kilkaset metrów. Wszystko wskazuje na to, że upadł i zasnął na trawie.

- Tam dalej było jakieś ognisko, jakieś śpiewy. Jak się skończyła impreza, powsiadali do samochodów i naszego Andrzeja przejechali - mówi Mikołaj Wiluk. - Przyjechało pogotowie. Nawet nie ratowali. Trup.

W policyjnym komunikacie czytamy: "Podróżujący matizem 2 mężczyźni w wieku 25 i 53 lat oraz 55-letnia kobieta nie doznali obrażeń ciała. Badanie ich stanu trzeźwości wykazało, że obaj mężczyźni byli pijani. Pierwszy z nich miał ponad 2,2 promila, drugi - blisko 1,5 promila alkoholu w organizmie. Starszy decyzją prokuratora trafił do policyjnej izby zatrzymań. Policjanci z Hajnówki, którzy szczegółowo wyjaśniają przyczyny i okoliczności zdarzenia, ustalają, kto w chwili wypadku zasiadał za kierownicą pojazdu".

Kazik do Topiły przyjechał w poniedziałek.

- Miał zająć się pogrzebem. Szukał dokumentów - opowiada Wiluk. - Nie wiem, po co, ale poszedł na strych. Ponoć jakiś zapach nieprzyjemny poczuł.

Ojciec leżał na strychu

Pod stertą szmat, starymi kartonami i gazetami leżały zwłoki. Trudne do rozpoznania.

- Jurka, ojca Andrzeja, widziałem ostatni raz może z dwa lata temu, może jeszcze wcześniej. Pani on leżał za ścianą, on umarł za moją ścianą. Nic nie podejrzewaliśmy. Nawet odoru nie było czuć. Może to ten nasz piec ten odór zadusił. Nie wiem. Szok! Jeden pogrzeb był. W jednej mogile. Gdyby Andrzej nie zginął, nikt niczego by nie wiedział dalej - mówi Wiluk.

Ciało ojca było w takim stanie, że prokuratura zleciła przeprowadzenie badań DNA.

- Sekcja odnalezionych na strychu zwłok, należących najprawdopodobniej do 71-letniego ojca, nie wykazała, aby do jego śmierci przyczyniły się inne osoby - mówi Andrzej Baranowski, rzecznik prasowy podlaskiej policji.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych co miesiąc wysyłał rentę do Topiły.

- Ostatni przekaz był w maju. Na czerwiec już wstrzymaliśmy wypłatę - mówi Anna Krysiewicz, rzeczniczka białostockiego ZUS-u i podkreśla, że sprawę trzeba dokładnie zbadać i wyjaśnić. - A to może zrobić tylko policja. Proszę popytać też na poczcie. Dlaczego listonosz oddawał rentę synowi? - pyta Krysiewicz.

Michał Dziewuski, rzecznik prasowy Poczty Polskiej, zapewnia, że ani listonosz z Topiły, ani inni pracownicy poczty nie dopuścili się zaniedbań.

- Zgodnie z przepisami osoba, która mieszka w tym samym miejscu, jest tam zameldowana i jest w stanie pokazać dowód osobisty z adresem, może odebrać przekaz pieniężny - tłumaczy Dziewuski.

Dziesięć dni mieszkał z ciałem matki



Podziel się

  • 26 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów