Wojciech S. przez trzy lata nie będzie lekarzem
16.06.2010
, aktualizacja: 15.07.2011 11:10
Kardiochirurg Wojciech S. jest winny. Nie może pracować jako lekarz przez trzy lata - zdecydował Naczelny Sąd Lekarski. Wojciech S., który przygotował prowokację wobec swojego przełożonego, od wyroku odwołać się już nie może.
ZOBACZ TAKŻE
- Obrona Wojciecha S. magluje dziennikarza przed sądem (05-04-12, 15:26)
- Połowiczny wyrok w sprawie odszkodowania za nielegalną policyjną prowokację (16-09-11, 20:44)
- Lekarz chce odszkodowania za policyjną prowokację (15-09-11, 20:58)
- Pacjent zmarł, lekarz oskarżony o błąd w leczeniu (30-08-11, 06:00)
Nie pomogła mu grupa protestujących osób przed sądem lekarskim, ani obecność kamery jednej z telewizji . Sąd lekarski zakazał filmowania rozprawy i wydał wyrok skazujący
- To jest już ostateczność. Ten pan przez najbliższe trzy lata nie może pracować jako lekarz. Jeszcze nie mamy oficjalnego pisma w tej sprawie, przyjdzie na dniach. Kiedy tylko je otrzymamy wezwiemy go, aby złożył u nas swoje uprawnienia lekarskie - mówi profesor Jan Stasiewicz z Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku.
W marcu sąd lekarski w Olsztynie skazał białostockiego kardiochirurga na trzy lata zawieszenia obowiązków lekarza. To była sprawa odwoławcza po tym, jak sąd w Białymstoku wydał wyrok o połowę mniejszy, czyli półtora roku.
- Proszę zobaczyć jaka to była zależność. My skazaliśmy go na półtora roku. Gdyby się nie odwołał praktycznie byłoby już po wyroku. Koledzy z Olsztyna podwoili karę, a sąd naczelny ją utrzymał - tłumaczy Stasiewicz.
Lekarze zarzucali Wojciechowi S. naruszenie etyki zawodowej. W 2006 roku zorganizował prowokację przeciwko swojemu ówczesnemu przełożonemu. Chciał zemścić się na swoim szefie za to, że nie przyjął go na kardiochirurgiczną specjalizację. Co zrobił? Wynajął osoby, które miały mu wręczyć łapówkę. Za usługę miał im zapłacić 20 tys. zł. W tym samym czasie o tym, że jego szef bierze łapówki zawiadomił policjantów ds. walki z korupcją. Akcja została przeprowadzona w szpitalu klinicznym. Podstawione osoby weszły do gabinetu Hirnlego i przekazały kopertę z pieniędzmi. Ten schował ją do szuflady w biurku. Docent opuszczał szpital w towarzystwie policjantów. W areszcie spędził kilka tygodni.
S. po akcji nie do końca się rozliczył. Zapłacił 15 tys. zł, odmawiając wypłaty reszty. Wtedy warszawiacy się zdenerwowali i o całej sprawie opowiedzieli dziennikarzom TVN oraz prokuraturze. Mówili o tym, dlaczego dawali łapówkę akurat temu lekarzowi, że ta nie trafiła do jego ręki, a została zostawiona na biurku, jak S. instruował policjantów, a ci później ustalali wspólny przebieg wydarzeń i sami pisali zeznania świadkom, by wszystko pasowało do siebie.
Na podstawie tych opowieści w krakowskiej prokuraturze wszczęto śledztwo w sprawie prowokacji i oskarżono w nim policjantów organizujących akcję, osoby wręczające łapówkę (które przyznają się do wszystkiego) oraz Wojciecha S. Sprawa karna już toczy się przed białostockim sądem.
Docent Tomasz Hirnle, który kilka tygodni temu został uniewinniony prawomocnym wyrokiem, nie ukrywał wczoraj zadowolenia.
- Ufff. Kolejna instancja uznała, że takie postawy trzeba piętnować i eliminować ze środowiska. Cieszę się, że wreszcie to jego mydlenie oczu się skończyło. To bardzo budujące - mówi Hirnle.
Zemsta na szefie to nie jedyne przewinienie S. Kilka lat temu opowiedział dziennikarzom "Gazety Polskiej", że w szpitalu klinicznym usypiano pacjentów thiopentalem. Anestezjolodzy mieli pobierać ich organy do przeszczepów. Ta sprawa również trafiła do sądu lekarskiego, tym razem w Lublinie. 20 maja 2009 roku tamtejszy sąd zakazał mu wykonywania zawodu przez pół roku. S. się odwołał i sprawa nadal jest w toku.
- To jest już ostateczność. Ten pan przez najbliższe trzy lata nie może pracować jako lekarz. Jeszcze nie mamy oficjalnego pisma w tej sprawie, przyjdzie na dniach. Kiedy tylko je otrzymamy wezwiemy go, aby złożył u nas swoje uprawnienia lekarskie - mówi profesor Jan Stasiewicz z Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku.
W marcu sąd lekarski w Olsztynie skazał białostockiego kardiochirurga na trzy lata zawieszenia obowiązków lekarza. To była sprawa odwoławcza po tym, jak sąd w Białymstoku wydał wyrok o połowę mniejszy, czyli półtora roku.
- Proszę zobaczyć jaka to była zależność. My skazaliśmy go na półtora roku. Gdyby się nie odwołał praktycznie byłoby już po wyroku. Koledzy z Olsztyna podwoili karę, a sąd naczelny ją utrzymał - tłumaczy Stasiewicz.
Lekarze zarzucali Wojciechowi S. naruszenie etyki zawodowej. W 2006 roku zorganizował prowokację przeciwko swojemu ówczesnemu przełożonemu. Chciał zemścić się na swoim szefie za to, że nie przyjął go na kardiochirurgiczną specjalizację. Co zrobił? Wynajął osoby, które miały mu wręczyć łapówkę. Za usługę miał im zapłacić 20 tys. zł. W tym samym czasie o tym, że jego szef bierze łapówki zawiadomił policjantów ds. walki z korupcją. Akcja została przeprowadzona w szpitalu klinicznym. Podstawione osoby weszły do gabinetu Hirnlego i przekazały kopertę z pieniędzmi. Ten schował ją do szuflady w biurku. Docent opuszczał szpital w towarzystwie policjantów. W areszcie spędził kilka tygodni.
S. po akcji nie do końca się rozliczył. Zapłacił 15 tys. zł, odmawiając wypłaty reszty. Wtedy warszawiacy się zdenerwowali i o całej sprawie opowiedzieli dziennikarzom TVN oraz prokuraturze. Mówili o tym, dlaczego dawali łapówkę akurat temu lekarzowi, że ta nie trafiła do jego ręki, a została zostawiona na biurku, jak S. instruował policjantów, a ci później ustalali wspólny przebieg wydarzeń i sami pisali zeznania świadkom, by wszystko pasowało do siebie.
Na podstawie tych opowieści w krakowskiej prokuraturze wszczęto śledztwo w sprawie prowokacji i oskarżono w nim policjantów organizujących akcję, osoby wręczające łapówkę (które przyznają się do wszystkiego) oraz Wojciecha S. Sprawa karna już toczy się przed białostockim sądem.
Docent Tomasz Hirnle, który kilka tygodni temu został uniewinniony prawomocnym wyrokiem, nie ukrywał wczoraj zadowolenia.
- Ufff. Kolejna instancja uznała, że takie postawy trzeba piętnować i eliminować ze środowiska. Cieszę się, że wreszcie to jego mydlenie oczu się skończyło. To bardzo budujące - mówi Hirnle.
Zemsta na szefie to nie jedyne przewinienie S. Kilka lat temu opowiedział dziennikarzom "Gazety Polskiej", że w szpitalu klinicznym usypiano pacjentów thiopentalem. Anestezjolodzy mieli pobierać ich organy do przeszczepów. Ta sprawa również trafiła do sądu lekarskiego, tym razem w Lublinie. 20 maja 2009 roku tamtejszy sąd zakazał mu wykonywania zawodu przez pół roku. S. się odwołał i sprawa nadal jest w toku.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Wojciech S. przez trzy lata nie będzie lekarzem
rika48
17.06.10, 11:16
A kiedy nasza partyja jedyna zrobi porządek z Nikitoto?Czyżby w PO obowiązywała jakieś innestandarty?»
-
Wojciech S. przez trzy lata nie będzie lekarzem
maureen2
17.06.10, 19:40
chciał szefa wygryżć i zabrać mu 40% dodatek funkcyjny ? nieładnie,sąd koleżeński go ukarał przykładnie oficjalnie, ale wszyscy się cieszą,bo inny kolega dzięki temu mógł zostać »




