Pokrzywdzony nie rozumiał tłumacza. Proces odroczono
29.07.2010
, aktualizacja: 29.07.2010 16:58
Sąd Rejonowy w Białymstoku odroczył do połowy września proces czterech młodych białostoczan oskarżonych o znieważenie na tle rasistowskim czarnoskórego Francuza. Pokrzywdzony miał w czwartek zeznawać, poprosił jednak o zmianę tłumacza.
ZOBACZ TAKŻE
- Proces o rasistowską napaść: To pomyłka, synowie nie bili (07-01-10, 19:16)
- Jest czarną małpą, bo dziwnie patrzy i dziwnie gada (22-10-09, 19:34)
Na Legre Cheick Karamoko, 35-letniego kierowcę autobusu, na stałe mieszkającego w Paryżu, białostocki sąd czekał blisko pół roku. Na kilka poprzednich terminów cudzoziemiec się nie stawił, bo - jak tłumaczył - nie dostał wezwań mimo, że były mu one wysyłane na podany przez niego wcześniej polski adres do doręczeń.
W czwartek mężczyzna w końcu stawił się w sądzie, miał jednak trudności ze składaniem zeznań. Denerwował się, gestykulował, co rozbawiło nie zdających sobie chyba sprawy z powagi sytuacji oskarżonych. Najpierw Karamoko zażądał wyznaczenia mu pełnomocnika, jednak okazało się, że jest to możliwe wyłącznie na początku procesu. Po przerwie w końcu poprosił o zmianę tłumacza przysięgłego języka francuskiego, bo nie do końca rozumiał jego tłumaczenie. W tej sytuacji sąd odroczył proces do połowy września i zdecydował o zmianie tłumacza.
Całe zajście wydarzyło się w końcu kwietnia ubiegłego roku, kiedy to Legre Cheick Karamoko przyjechał z Francji do narzeczonej w Białymstoku. Spędził tu dwutygodniowy urlop. Chyba najgorszy w jego życiu. Zamieszkał na osiedlu Leśna Dolina. Od momentu, gdy pojawił się na osiedlu, był zaczepiany przez różnych wyrostków. Wyzwiska, krzyki i małpie gesty towarzyszyły mu niemal zawsze, gdy wychodził na ulicę. Ba, nawet gdy pojawił się na balkonie. Próbował rozmawiać z młodymi ludźmi, którzy go zaczepiali, nie znał jednak polskiego. Agresorzy nie mówili po francusku czy angielsku.
Kiedy chciał pojechać na trening piłkarski, na przystanku zaatakowała go grupa chuliganów. Zaczęło się od wyzwisk, a skończyło na szarpaninie i bijatyce. Obcokrajowca uratowały dwie starsze panie, które krzykiem odstraszyły napastników. Policja dość szybko zatrzymała cztery podejrzane osoby. Innych nie udało się ustalić.
W czwartek - według Karamoko - byli na sali sądowej. Przyglądali się rozprawie, żartowali z poszkodowanego, śmiali się. Sąd musiał ich uspokajać.
Mimo, że - według świadków i poszkodowanego - napastników było więcej, zarzuty udało się postawić jedynie czterem osobom (trzej z nich to bracia), w tym jednej - zarzut pobicia. Pozostałym - znieważenia mężczyzny. Prokuratura zakwalifikowała występki oskarżonych jako działanie o charakterze chuligańskim.
Jak informowaliśmy na początku procesu, jeden z oskarżonych przyznał się do zarzutów. Dwaj zaprzeczają, by w ogóle brali udział w opisywanych wydarzeniach. Jeden inaczej przedstawia swój udział. Światkiem w tej sprawie jest także narzeczona Francuza, Polka, do której w kwietniu przyjechał chłopak. Ona widziała jak w ciągu kilku dni obcokrajowiec był zaczepiany, a kulminacją tych zdarzeń było pobicie go na przystanku.
W czwartek mężczyzna w końcu stawił się w sądzie, miał jednak trudności ze składaniem zeznań. Denerwował się, gestykulował, co rozbawiło nie zdających sobie chyba sprawy z powagi sytuacji oskarżonych. Najpierw Karamoko zażądał wyznaczenia mu pełnomocnika, jednak okazało się, że jest to możliwe wyłącznie na początku procesu. Po przerwie w końcu poprosił o zmianę tłumacza przysięgłego języka francuskiego, bo nie do końca rozumiał jego tłumaczenie. W tej sytuacji sąd odroczył proces do połowy września i zdecydował o zmianie tłumacza.
Całe zajście wydarzyło się w końcu kwietnia ubiegłego roku, kiedy to Legre Cheick Karamoko przyjechał z Francji do narzeczonej w Białymstoku. Spędził tu dwutygodniowy urlop. Chyba najgorszy w jego życiu. Zamieszkał na osiedlu Leśna Dolina. Od momentu, gdy pojawił się na osiedlu, był zaczepiany przez różnych wyrostków. Wyzwiska, krzyki i małpie gesty towarzyszyły mu niemal zawsze, gdy wychodził na ulicę. Ba, nawet gdy pojawił się na balkonie. Próbował rozmawiać z młodymi ludźmi, którzy go zaczepiali, nie znał jednak polskiego. Agresorzy nie mówili po francusku czy angielsku.
Kiedy chciał pojechać na trening piłkarski, na przystanku zaatakowała go grupa chuliganów. Zaczęło się od wyzwisk, a skończyło na szarpaninie i bijatyce. Obcokrajowca uratowały dwie starsze panie, które krzykiem odstraszyły napastników. Policja dość szybko zatrzymała cztery podejrzane osoby. Innych nie udało się ustalić.
W czwartek - według Karamoko - byli na sali sądowej. Przyglądali się rozprawie, żartowali z poszkodowanego, śmiali się. Sąd musiał ich uspokajać.
Mimo, że - według świadków i poszkodowanego - napastników było więcej, zarzuty udało się postawić jedynie czterem osobom (trzej z nich to bracia), w tym jednej - zarzut pobicia. Pozostałym - znieważenia mężczyzny. Prokuratura zakwalifikowała występki oskarżonych jako działanie o charakterze chuligańskim.
Jak informowaliśmy na początku procesu, jeden z oskarżonych przyznał się do zarzutów. Dwaj zaprzeczają, by w ogóle brali udział w opisywanych wydarzeniach. Jeden inaczej przedstawia swój udział. Światkiem w tej sprawie jest także narzeczona Francuza, Polka, do której w kwietniu przyjechał chłopak. Ona widziała jak w ciągu kilku dni obcokrajowiec był zaczepiany, a kulminacją tych zdarzeń było pobicie go na przystanku.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Sprawa o znieważenie Francuza została odroczona
ogabignac
29.07.10, 12:48
Powiesić paru dresów dla przykładu, będzie mniej śmieci.»
-
Re: Sprawa o znieważenie Francuza została odroczo
barakudaa
30.07.10, 10:32
Taaaaaaaaaaa a ty widziales jak sie ten blek dooopeck zachowywal w sądzie?Chamstwo pierwszego stopnia.Poza tym znam tłumacza,gosc jest swietny i jest extra specjalistą,,lepiej ten doopeck »
Najczęściej czytane24 htydzień




