Kirkut przy Wschodniej. Psie kupy między macewami
21.04.2011
, aktualizacja: 21.04.2011 18:09
Magistrat ograniczył dostęp do cmentarza żydowskiego przy ulicy Wschodniej. Na obu furtach często wiszą masywne kłódki. To jedyny sposób, żeby zapobiec dewastacjom i bezczeszczeniu tego miejsca. Chociażby przez białostoczan, traktujących nekropolię jak wybieg dla psów - wyjaśnia wiceprezydent Aleksander Sosna
ZOBACZ TAKŻE
- Białostoczanie uparli się, by parkować na cmentarzu (15-01-12, 20:00)
- Cmentarze na Podlasiu źle chronione (14-11-11, 10:54)
- Koń na kirkucie. Bezczeszczenie żydowskiej nekropolii (09-11-11, 05:00)
- Kto posprząta kirkut po wandalach? [ZDJĘCIA] (05-05-11, 20:15)
- Kirkut w Tykocinie potrzebuje porozumienia (03-02-11, 19:15)
- Gwiazda Dawida na kirkucie przy Bema (12-06-09, 20:45)
- Kilka dni temu miałam gości z Polski. W przeciwieństwie do większości mieszkańców naszego miasta, nie wstydzę się jego historii. Przyjezdnym chętnie pokazuję nasze dziedzictwo: drewniane domy, czy coraz mniej liczne ślady po żydowskich sąsiadach. Stałym punktem takich wycieczek jest jedyny ocalały do dzisiaj białostocki kirkut - przy Wschodniej. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przyjściu na Wschodnią okazało się, że na obu prowadzących na cmentarz bramach wiszą masywne kłódki - dziwi się Czytelniczka "Gazety", pani Maria Nowacka.
Dopytuje, czy już zawsze to miejsce będzie można podziwiać wyłącznie przez oddzielający go od ulicy mur bądź przez siatkę od strony cmentarza farnego.
- Szkoda by było. Tak na dobrą sprawę po naszych Żydach, chociaż przez jakiś czas stanowili większość mieszkańców Białegostoku, poza tym kirkutem niewiele zostało - podsumowuje pani Maria.
Zajmujący się z urzędu porządkiem w mieście, a z zamiłowania - wszelkimi śladami po jego żydowskich mieszkańcach wiceprezydent Aleksander Sosna potwierdza, że zimą cmentarz był zamknięty. Dodaje jednak, że teraz powinien być już dostępny od godz. 8 do 16.
- A czym dzień będzie dłuższy, czym dłużej będzie nam słoneczko świeciło, tym dłużej będzie otwarty - zapowiada. Od razu jednak dodaje: - Nie dłużej niż do godz. 20.
Prezydent podkreśla też, że miasto, które terenem cmentarza do czasu decyzji komisji majątkowej zarządza, będzie z uporem godnym lepszej sprawy likwidować wszelkie niekoncesjonowane wejścia na teren kirkutu. A takowych nie brakuje.
- Niedawno ktoś wyłamał jedną z bocznych furtek. Od strony cmentarza farnego fachowo i równo rozcięto też siatkę. Nawet stopnie tam z kamieni ułożono, żeby łatwiej było przez podmurówkę przejść. Ale na to zgody nie będzie - zapowiada prezydent.
Skutkująca powstawaniem dziur w płocie chęć dostania się na teren cmentarza, wydawać by się mogła w kraju, dla którego znacznej części mieszkańców określenie Żyd jest najgorszą obelgą, czymś zdumiewającym. Czyżby białostoczanie en masse przestali wypierać fakt istnienia w tym mieście potężnej społeczności żydowskiej z pamięci? Czyżby postanowili pamiętać o swoich byłych, wymordowanych sąsiadach i pielęgnować ich groby z równą troską, jak pielęgnują groby własnych przodków?
Niestety nie. A nawet wręcz przeciwnie. Chociaż lata lecą, a świadomość w narodzie pozornie rośnie, dla znacznej części z nas pożydowski cmentarz to po prostu łąka. Na obalonej macewie można sobie usiąść, piwka się napić, ognisko obok rozpalić. Albo przyjść z psem. Pan sobie stoi, w przyjemnych okolicznościach przyrody pali papieroska, a piesek fajda na czyjś nagrobek. Taka kultura.
- Jakiś czas temu zapytałem spotkanego na Wschodniej pana, czy na cmentarzu farnym też by tak psa wypuścił. Odpowiedzi tu nie zacytuję - wspomina Aleksander Sosna, mówiąc, że na cmentarzu ani psich odchodów, ani puszek po piwie, ani też miejsc po ogniskach niestety nie brakowało.
Dobrze przynajmniej, że już macew nie kradną. To prawda, że te przy Wschodniej obalili hitlerowcy. Obalili i zostawili na miejscu. To, że do dzisiaj na cmentarzu została ich może jedna trzecia, to już zasługa nasza. Bo to my, obywatele polscy, owe macewy żeśmy przez kilkadziesiąt lat kradli, traktując je jak materiał budowlany i na nagrobki. Nawet monument ustawiony na pamiątkę pogromu z 1906 roku, w którym życie straciło co najmniej 80 osób, z łap chciwego polskiego kamieniarza wyrwała dopiero policja. I to nie tak dawno wcale, bo na początku lat 90.
Domagamy się szacunku dla naszych pomników na Białorusi, w Rosji czy na Ukrainie. Chcemy honorowania naszych tablic i postumentów. Zbieramy pieniądze na Rossę i Cmentarz Łyczakowski.
Ale póki nie nauczymy się, że kirkut czy poniemiecki cmentarz ewangelicki to nie jest miejsce na picie pod chmurką, czy wyprowadzanie pieska, wszystkie te nasze zbiórki, żale i apele funta kłaków nie będą warte.
Bo jak powiedział według ewangelii św. Jana Jezus: Ten z was, który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci (...) kamieniem.
Dopytuje, czy już zawsze to miejsce będzie można podziwiać wyłącznie przez oddzielający go od ulicy mur bądź przez siatkę od strony cmentarza farnego.
- Szkoda by było. Tak na dobrą sprawę po naszych Żydach, chociaż przez jakiś czas stanowili większość mieszkańców Białegostoku, poza tym kirkutem niewiele zostało - podsumowuje pani Maria.
Zajmujący się z urzędu porządkiem w mieście, a z zamiłowania - wszelkimi śladami po jego żydowskich mieszkańcach wiceprezydent Aleksander Sosna potwierdza, że zimą cmentarz był zamknięty. Dodaje jednak, że teraz powinien być już dostępny od godz. 8 do 16.
- A czym dzień będzie dłuższy, czym dłużej będzie nam słoneczko świeciło, tym dłużej będzie otwarty - zapowiada. Od razu jednak dodaje: - Nie dłużej niż do godz. 20.
Prezydent podkreśla też, że miasto, które terenem cmentarza do czasu decyzji komisji majątkowej zarządza, będzie z uporem godnym lepszej sprawy likwidować wszelkie niekoncesjonowane wejścia na teren kirkutu. A takowych nie brakuje.
- Niedawno ktoś wyłamał jedną z bocznych furtek. Od strony cmentarza farnego fachowo i równo rozcięto też siatkę. Nawet stopnie tam z kamieni ułożono, żeby łatwiej było przez podmurówkę przejść. Ale na to zgody nie będzie - zapowiada prezydent.
Skutkująca powstawaniem dziur w płocie chęć dostania się na teren cmentarza, wydawać by się mogła w kraju, dla którego znacznej części mieszkańców określenie Żyd jest najgorszą obelgą, czymś zdumiewającym. Czyżby białostoczanie en masse przestali wypierać fakt istnienia w tym mieście potężnej społeczności żydowskiej z pamięci? Czyżby postanowili pamiętać o swoich byłych, wymordowanych sąsiadach i pielęgnować ich groby z równą troską, jak pielęgnują groby własnych przodków?
Niestety nie. A nawet wręcz przeciwnie. Chociaż lata lecą, a świadomość w narodzie pozornie rośnie, dla znacznej części z nas pożydowski cmentarz to po prostu łąka. Na obalonej macewie można sobie usiąść, piwka się napić, ognisko obok rozpalić. Albo przyjść z psem. Pan sobie stoi, w przyjemnych okolicznościach przyrody pali papieroska, a piesek fajda na czyjś nagrobek. Taka kultura.
- Jakiś czas temu zapytałem spotkanego na Wschodniej pana, czy na cmentarzu farnym też by tak psa wypuścił. Odpowiedzi tu nie zacytuję - wspomina Aleksander Sosna, mówiąc, że na cmentarzu ani psich odchodów, ani puszek po piwie, ani też miejsc po ogniskach niestety nie brakowało.
Dobrze przynajmniej, że już macew nie kradną. To prawda, że te przy Wschodniej obalili hitlerowcy. Obalili i zostawili na miejscu. To, że do dzisiaj na cmentarzu została ich może jedna trzecia, to już zasługa nasza. Bo to my, obywatele polscy, owe macewy żeśmy przez kilkadziesiąt lat kradli, traktując je jak materiał budowlany i na nagrobki. Nawet monument ustawiony na pamiątkę pogromu z 1906 roku, w którym życie straciło co najmniej 80 osób, z łap chciwego polskiego kamieniarza wyrwała dopiero policja. I to nie tak dawno wcale, bo na początku lat 90.
Domagamy się szacunku dla naszych pomników na Białorusi, w Rosji czy na Ukrainie. Chcemy honorowania naszych tablic i postumentów. Zbieramy pieniądze na Rossę i Cmentarz Łyczakowski.
Ale póki nie nauczymy się, że kirkut czy poniemiecki cmentarz ewangelicki to nie jest miejsce na picie pod chmurką, czy wyprowadzanie pieska, wszystkie te nasze zbiórki, żale i apele funta kłaków nie będą warte.
Bo jak powiedział według ewangelii św. Jana Jezus: Ten z was, który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci (...) kamieniem.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów




