Andrzej Poczobut skazany. Wyrok w zawieszeniu
05.07.2011
, aktualizacja: 05.07.2011 21:51
Trzy lata więzienia w zawieszeniu na dwa lata - to wyrok dla Andrzeja Poczobuta za "znieważenie i zniesławienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki". Andrzej jest na wolności. Póki co...
Wyrok zapadł we wtorek w sądzie w Grodnie. Przed budynkiem czekała żona i przyjaciele korespondenta "Gazety", a jednocześnie działacza Związku Polaków na Białorusi. Gdy wolny opuścił sąd, tłum powitał go entuzjastycznie, brawami, odśpiewaniem "Roty". Jego pierwsze słowa po wyjściu:
- Głównym celem władz było to, żebym wyrzekł się tego, w co wierzę. Ale nie handluje się wartościami, w które się wierzy - powiedział reporterom TOK FM.
Andrzej spędził w grodzieńskim areszcie trzy miesiące (siedział od 6 kwietnia), aresztowany pod zarzutem znieważania prezydenta Białorusi w ośmiu artykułach zamieszczanych na łamach "Gazety Wyborczej" i dwóch komentarzach w internecie. Chodziło m.in. o sformułowanie, że wybory na Białorusi są fałszowane i nazwanie Łukaszenki dyktatorem. Prokurator żądał za to trzech lat kolonii karnej, a proces rozpoczęty w połowie czerwca był całkowicie utajniony i przypominał raczej sąd kapturowy. Prawa oskarżonego były notorycznie łamane - eksperci wzywani przez prokuratora nie byli bezstronni (część z nich pracuje w wydziale ideologii miejscowych władz), tłumaczenia artykułów były niedokładne, wszystkie wnioski obrony - odrzucane, nie pozwolono na wygłoszenie końcowych mów obrończych. Adwokat Uładzimir Kisialewicz poinformował też wczoraj, że użyto wobec Andrzeja siły - ściśnięto mu ręce i został popchnięty na ścianę podczas konwojowania do sali sądowej.
W obronie dziennikarza wypowiadali się przedstawiciele Unii Europejskiej, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, polskie władze, politycy opozycji. Amnesty International uznała go za więźnia sumienia. Wszyscy podkreślali, że nie można więzić dziennikarza za rzetelne wypełnianie obowiązków. A Andrzej zawsze mówił, że nie robi nic innego, jak tylko informuje o sytuacji na Białorusi. Krytycznie.
I nie zamierza przestać.
Dla Gazety
Robert Tyszkiewicz, wiceprzewodniczący parlamentarnej Komisji Spraw Zagranicznych i szef Zespołu Parlamentarnego ds. Białorusi:
- To wielkie zwycięstwo hartu ducha Andrzeja Poczobuta i wielki sukces wszystkich, którzy przez ostatnie trzy miesiące występowali w jego obronie. Wszystkich, którzy i na Białorusi, i w Polsce, i w Europie - bo przecież liderzy europejscy też mówili o uwięzionym polskim dziennikarzu - dopominali się o wolność dla niego. Niezależnie od tego, że wyrok w zawieszeniu jest haniebny, to jednak oznacza, że władze ugięły się pod naciskiem protestów i Andrzej Poczobut wychodzi na wolność.
Eugeniusz Wappa, szef Związku Białoruskiego w RP:
- Osobiście bardzo się cieszę, bo znam Andrzeja, jednak jest to de facto wyrok skazujący. Tej sprawy, jak i wielu innych, w ogóle nie powinno być. Zarówno Andrzej, jak i wszystkie inne osoby, w tym liderzy opozycji, które są zatrzymywane, skazywane na kary 4-5 lat więzienia - tak za demonstracje z grudnia, jak i w ostatnich dniach - powinny być na wolności. Ten wyrok sytuacji politycznej nie zmienia ani na jotę. Jutro w Grodnie odbędą się rozprawy kolejnych osób i mam nadzieję, że wobec nich, tak jak w przypadku Andrzeja, polska i europejska opinia publiczna będzie tak samo konsekwentna. Bo nie można patrzeć na Białoruś przez pryzmat jednej osoby. Ten wyrok to nie jest pokazanie ludzkiego oblicza systemu i nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, to tylko polityczna gra. Andrzej będzie dalej pisał i jego zderzenie z tym systemem nastąpi bardzo szybko. Jedyną pociechą jest to, że teraz w domu, z rodziną, może cieszyć się pozorami wolności.
Marcin Rębacz, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska-Białoruś i dyrektor ds. rozwoju Radia Racja:
- To zaskakujący wyrok, chyba po raz pierwszy zdarza się, że sąd nie przychyla się do żądań prokuratora. Cieszę się, choć jednocześnie uważam, że wyrok skazujący jest skandaliczny. Cieszę się, że Andrzej wyszedł na wolność. To mimo wszystko sukces - jego, jako człowieka i dziennikarza, który swoją niezłomną postawą dowiódł wartości, które reprezentuje. To też sukces całego środowiska demokratycznego, opozycyjnego na Białorusi.
- Głównym celem władz było to, żebym wyrzekł się tego, w co wierzę. Ale nie handluje się wartościami, w które się wierzy - powiedział reporterom TOK FM.
Andrzej spędził w grodzieńskim areszcie trzy miesiące (siedział od 6 kwietnia), aresztowany pod zarzutem znieważania prezydenta Białorusi w ośmiu artykułach zamieszczanych na łamach "Gazety Wyborczej" i dwóch komentarzach w internecie. Chodziło m.in. o sformułowanie, że wybory na Białorusi są fałszowane i nazwanie Łukaszenki dyktatorem. Prokurator żądał za to trzech lat kolonii karnej, a proces rozpoczęty w połowie czerwca był całkowicie utajniony i przypominał raczej sąd kapturowy. Prawa oskarżonego były notorycznie łamane - eksperci wzywani przez prokuratora nie byli bezstronni (część z nich pracuje w wydziale ideologii miejscowych władz), tłumaczenia artykułów były niedokładne, wszystkie wnioski obrony - odrzucane, nie pozwolono na wygłoszenie końcowych mów obrończych. Adwokat Uładzimir Kisialewicz poinformował też wczoraj, że użyto wobec Andrzeja siły - ściśnięto mu ręce i został popchnięty na ścianę podczas konwojowania do sali sądowej.
W obronie dziennikarza wypowiadali się przedstawiciele Unii Europejskiej, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, polskie władze, politycy opozycji. Amnesty International uznała go za więźnia sumienia. Wszyscy podkreślali, że nie można więzić dziennikarza za rzetelne wypełnianie obowiązków. A Andrzej zawsze mówił, że nie robi nic innego, jak tylko informuje o sytuacji na Białorusi. Krytycznie.
I nie zamierza przestać.
Dla Gazety
Robert Tyszkiewicz, wiceprzewodniczący parlamentarnej Komisji Spraw Zagranicznych i szef Zespołu Parlamentarnego ds. Białorusi:
- To wielkie zwycięstwo hartu ducha Andrzeja Poczobuta i wielki sukces wszystkich, którzy przez ostatnie trzy miesiące występowali w jego obronie. Wszystkich, którzy i na Białorusi, i w Polsce, i w Europie - bo przecież liderzy europejscy też mówili o uwięzionym polskim dziennikarzu - dopominali się o wolność dla niego. Niezależnie od tego, że wyrok w zawieszeniu jest haniebny, to jednak oznacza, że władze ugięły się pod naciskiem protestów i Andrzej Poczobut wychodzi na wolność.
Eugeniusz Wappa, szef Związku Białoruskiego w RP:
- Osobiście bardzo się cieszę, bo znam Andrzeja, jednak jest to de facto wyrok skazujący. Tej sprawy, jak i wielu innych, w ogóle nie powinno być. Zarówno Andrzej, jak i wszystkie inne osoby, w tym liderzy opozycji, które są zatrzymywane, skazywane na kary 4-5 lat więzienia - tak za demonstracje z grudnia, jak i w ostatnich dniach - powinny być na wolności. Ten wyrok sytuacji politycznej nie zmienia ani na jotę. Jutro w Grodnie odbędą się rozprawy kolejnych osób i mam nadzieję, że wobec nich, tak jak w przypadku Andrzeja, polska i europejska opinia publiczna będzie tak samo konsekwentna. Bo nie można patrzeć na Białoruś przez pryzmat jednej osoby. Ten wyrok to nie jest pokazanie ludzkiego oblicza systemu i nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, to tylko polityczna gra. Andrzej będzie dalej pisał i jego zderzenie z tym systemem nastąpi bardzo szybko. Jedyną pociechą jest to, że teraz w domu, z rodziną, może cieszyć się pozorami wolności.
Marcin Rębacz, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska-Białoruś i dyrektor ds. rozwoju Radia Racja:
- To zaskakujący wyrok, chyba po raz pierwszy zdarza się, że sąd nie przychyla się do żądań prokuratora. Cieszę się, choć jednocześnie uważam, że wyrok skazujący jest skandaliczny. Cieszę się, że Andrzej wyszedł na wolność. To mimo wszystko sukces - jego, jako człowieka i dziennikarza, który swoją niezłomną postawą dowiódł wartości, które reprezentuje. To też sukces całego środowiska demokratycznego, opozycyjnego na Białorusi.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów




więcej zdjęć