Człowiek w pułapce mediów, czyli Metropolish

Monika Kosz-Koszewska
19.05.2010 , aktualizacja: 19.05.2010 18:50
A A A Drukuj
Z rozmachem skonstruowane taneczne widowisko "Metropolish" w środę miało premierę w Białymstoku, teraz wyjedzie w Polskę jako promocja miasta. Sami autorzy nazywają swój spektakl "telesocjostory".
Spektakl Metropolish
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Spektakl Metropolish
Powalające sceny zbiorowe, ostra muzyka na żywo, surrealistyczna scenografia we współpracy z multiumedialnymi projekcjami. No i ekstrawaganckie, zadziorne kostiumy, dość mroczny klimat, ale z elementami humorystycznymi. Choć trudno będzie zmierzyć sukces promocyjny całego przedsięwzięcia, jego wartość artystyczna jest niepodważalna. To bowiem transakcja wiązana. Tancerze Fair Play Crew wykorzystali okazję, by zrobić kolejną spektakularną realizację i (po wyczynach w TVN-owskich produkcjach) pokazać znów swój talent całej Polsce. Magistrat - mecenas spektaklu i właściciel praw autorskich - sypnął ponad milionem złotych i nie przeszkadzał młodym, a teraz może zbierać pochwały za oryginalny pomysł na promocję. Oprócz Białegostoku produkcja zostanie teraz wystawiona na deskach teatrów w dziesięciu dużych polskich miastach, choć artyści mają nadzieję, że spektakli będzie znacznie więcej. Darmowe wejściówki na dwa premierowe pokazy w Teatrze Dramatycznym rozeszły się w ciągu doby i nie wiadomo, kiedy znowu spektakl będzie można zobaczyć w rodzimym mieście.

Nie da się uniknąć porównań z wcześniejszym "Morosophusem" ekipy Fair Play Crew, choć mamy tu o wiele więcej egzystencjonalnych przemyśleń, a mniej radosnej zabawy, gdzie widownia sama chciałaby poderwać się do tańca i wkroczyć na scenę. Spektakl wciąż czerpie ze świeżości kultury ulicznej, ale choreografia jest już o wiele bardziej widowiskowa, związana z tańcem współczesnym. "Metriopolish" z całą pewnością ma też większy rozmach. Półtoragodzinne widowisko tworzy niemal pięćdziesiątka tancerzy skoordynowanych przez reżysera Jarosława Stańka, autora znakomitych choreografii do kilkudziesięciu tanecznych przedsięwzięć dla teatru i telewizji. To on spiął cały ruch sceniczny, napisał scenariusz, ale za układy w poszczególnych scenach odpowiadali już młodzi liderzy Fair Play Crew: Wojciech Blaszko, Rafał Kamiński, Karol Niecikowski, Błażej Górski, Piotr Gałczyk i Marcin Rogalski. Oprócz tancerzy z Białegostoku na scenie występują doskonali wykonawcy tańca współczesnego czy bboyingu, jak Natalia Madejczyk podziwiana w You Can Dance, Szymon Osiński czy bboy Kleju. Przedstawienie uzupełniają także wokaliści, bębniarze, zespól na żywo i raper TeTris. Kostiumy i scenografia to dzieło Dagmary Czarneckiej i Grzegorza Policińskiego. Za muzykę odpowiadali Cezary Krukowski i Tomasz Filipczak.



Co do treści, mamy oto cały przekrój przez historię ludzkości, a odgrywa ją jeden bohater, przebierany w błyskawicznym tempie. Od człowieka pierwotnego posługującego się maczugą przechodzi ewolucję i wymachuje coraz bardziej skomplikowaną bronią. Wciela się w łucznika, średniowiecznego woja, po Sherlocka Holmasa z lupą, Charliego Chaplina, który nagle dostaje piłkę-globus i tak jak w filmie "Dyktator" zmienia się w Hitlera. Tylko po to, aby za chwilę być rozstrzelanym - jak Żyd z getta, i wznosić czerwoną flagę - jako sołdat Armii Czerwonej. Z hipisa staje się karierowiczem z hipermarketowym wózkiem, aby za chwilę przemienić się w bezdomnego czy biskupa. Znany świat jednak przestał istnieć, społeczeństwo tworzy się od nowa. Są nowe zasady i nowa hierarchia, tu celebryci rządzą kastą bezimiennych, szarych ludzi. Nowej elicie z diwą i showmanem Cezarym na czele ciągle towarzyszą media (tancerki z olbrzymimi kamerami jako nakrycia głowy). Mają też swoich niewolników, którzy bezkrytycznie startują w castingach, marzą o karierze i pochłaniają medialne relacje. To trochę jak mrugnięcie okiem do publiczności, bo przecież część wykonawców jest doskonale rozpoznawalna właśnie z programów "You Can Dance", czy "Mam talent".

Nagle dochodzi jednak do konfrontacji (oczywiście tanecznej) i wśród kasty poddanych wyłania się bohater, który nie chce garnituru - synonimu showbiznesu. Wydaje się, że to już koniec tej historii - humanizm wygrał, Tetris na czele rewolucyjnego tłumu rapuje o plastikowych umysłach, ludziach-marionetkach. Ale zakończenie jest o wiele bardziej gorzkie - oto mieliśmy do czynienia z kolejnym programem na żywo "Metropolish Live", a ten, który miał być wybrańcem, dostaje olbrzymi czek. Są też nagrody dla widzów. Od początku obecny na scenie starzec utkwiony nieruchomo w fotelu dentystycznym przed monitorem otrzymuje gigantyczną pakę popcornu.

Rezerwacja zaproszeń na Metropolish. Warszawa, Gdynia, Olsztyn, Poznań, Łódź, Wrocław, Chorzów, Lublin, Kraków

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy