Jedliśmy trawę z głodu - wspomnienia Sybiraków

red
2010-02-07 , aktualizacja: 07.02.2010 15:29
A A A Drukuj
Łomot do drzwi, komendy wykrzykiwane po rosyjsku, kilkadziesiąt minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, przerażenie całych rodzin... Tak wyglądała 70. lat temu noc z 9 na 10 lutego. Mija 70 rocznica pierwszej masowej deportacji Polaków do ZSRR.
Marsz Żywej Pamięci Polskiego Sybiru. 2008 r. Cecylia Jakubkowska przeżyła, niestety straciła na Sybirze córeczkę
Fot.Agnieszka Sadowska / AG
Marsz Żywej Pamięci Polskiego Sybiru. 2008 r. Cecylia Jakubkowska przeżyła, niestety straciła na Sybirze córeczkę
Wywózki (po tej pierwszej były jeszcze trzy: w kwietniu 1940 i czerwcu 1940 i 1941) stanowiły jeden z najbardziej masowych i spektakularnych aktów terroru sowieckiego. Do dziś wspomnienia samej wywózki, życia na zsyłce, koszmarnych warunków pracy w łagrach budzą olbrzymie emocje. Cierpienia setek tysięcy ludzi nie sposób oddać za pomocą suchych liczb, naukowych opracowań.

Oto relacje z tamtych dni.



Tajga i topieliska

Cytujemy za Biuletynem IPN nr 11 (34,) listopad 2003, "Tajga i topieliska" Marcina Markiewicza, OBEP IPN Białystok

***

„10 lutego 1940 roku był dniem rozstania z tym, co kochałam. Z rewolwerem enkawudzisty przy głowie ojciec podpisał dokument, że to z dobrej i nieprzymuszonej woli będziemy przesiedleni w inne miejsce. Nie będę opisywać, co działo się w ciągu dwudziestu minut, jakie mieliśmy do zebrania się. Była sobota i mama tylko chleb do pieca wsadziła... a więc i tego nie było na drogę. Szynkę z komory wyrwał ojcu enkawudzista, mówiąc, że tam u nich jest mnogo wszystkiego, ale żeby nie zapomnieć piły i siekiery zabrać ze sobą. Pies mój, Burek, ulubieniec, z którym po polach biegałam w dzieciństwie, ujadał straszliwie. Rwał się tak bardzo, że myślałam, iż zerwie się z łańcucha i rzuci na tych, którzy przyszli nas skrzywdzić. Swołocz - okropne słowo usłyszałam i padł strzał”.

I. Lamprycht, Cienie przeszłych dawno dni [w:] Wspomnienia Sybiraków, red. I. Tańska, Warszawa 2001, s. 96



***

"Upychając w wagonach ludzi niczym śledzie w beczce, szybko zapełnili wszystkie miejsca w eszelonie i [ ] wyruszyliśmy na wschód. O wygodach tej jazdy trudno cokolwiek pochlebnego powiedzieć. Pośrodku wagonu przy jednej ze ścian stał cuchnący, z nieheblowanych desek zbity kibel bez pokrywy. Nie było wody, żeby spłukać kał, a w czasie jazdy wiatr wdmuchiwał zapachy do wnętrza wagonu. Spaliśmy jeden obok drugiego na boku ściśnięci do tego stopnia, że obrócenie się na drugi bok następowało jednocześnie u wszystkich jak na komendę. Ten zaduch i niewygody znosiliśmy już ponad dwa tygodnie. [ ] Wreszcie dotarliśmy do Nowosybirska. [...] Z kuchni dworcowej wydano ciepłą strawę w postaci gotowanej kaszy jaglanej omaszczonej olejem. [ ] Ochoczo zabrałem się do dodatkowej porcji. Nie zjadłem jeszcze połowy tego, co było w garnku, jak poczułem na języku jakiś twardy i szorstki przedmiot. Skojarzyło mi się to ze skrawkiem słoniny i podniecony tą myślą, uradowany zawołałem - Ale dostałem skwarka! - i uradowany, obracając go językiem, wciskałem między zęby. Ojciec słysząc ten okrzyk zadowolenia, dodał - Skwarka z oleju dostałeś! - Natychmiast zreflektowałem się, że olej nie ma skwarków, i zawartość ust wyplułem na łyżkę. Dopiero teraz zobaczyłem, jaki to był skwarek. Na łyżce pośród złociutkiej kaszy leżał duży, czarny jak smoła karaluch. Ten czarny ohydny żuk tak mi obrzydził cały posiłek, że omal go nie zwróciłem, ale wyposzczony żołądek nie kwapił się ze zwrotem zawartości"

Fragmenty wspomnień z pobytu na Syberii. Głód, oprac. T. Sidoruk, „Sybirak” 1995, nr 13, s. 39



***

Rano zarządzono zbiórkę wszystkich deportowanych, na której komendant obozu zapoznał wszystkich ze swoimi zarządzeniami. Na wstępie zaznaczył, że jeżeli ktoś myśli, iż za lasem jest już Moskwa i można stąd uciec, to bardzo się myli. Tam jest tylko tajga i topieliska, w których zginiecie, a gdyby nawet udało się uciekinierowi dotrzeć do jakiejkolwiek drogi, i tak go złapiemy. Następnie posegregował wszystkich i podzielił pracę. Mężczyźni, jako silniejsi, zostali zaopatrzeni w piły i siekiery z przydziałem do wyrębu lasu, kobiety i małolaty do zbierania igliwia i szyszek. Wszystkim oznajmił powszechnie tu stosowaną sowiecką maksymę: kto nie rabotajet, tot nie kuszajet (kto nie pracuje, ten nie je)”.

(j.w. s. 40)



***

"Wszyscy Polacy pracowali przy wyrębie lasu (niepełnoletni przy obcinaniu i paleniu gałęzi), narzędziami tradycyjnymi - siekierką i piłą ręczną. Praca trwała codziennie po 12 godzin, bez względu na pogodę, nawet w siarczyste mrozy dochodzące do -50° C. Do pracy szło się rano o godzinie szóstej, a wracało o osiemnastej. W ciągu roku były tylko trzy dni wolne od

pracy; był to 1 stycznia, 1 Maja i rocznica rewolucji październikowej. W czasie pracy do lasu raz w ciągu dnia dostarczano zupę (pachlopkę) i wrzątek (kipiatok). Pracującym wyznaczano normę wyrębu drewna, za niewykonanie normy karano całonocnym aresztem, do którego prowadzono prosto z lasu. Było to bardzo ciasne pomieszczenie, katałaszka, w którym nie

było miejsca, aby usiąść, nie mówiąc już o leżeniu. Po spędzonej w ten sposób nocy prosto z aresztu goniono do pracy w lesie. Ludzie padali w czasie pracy z wycieńczenia i głodu, zdarzały się wypadki zamarzania osłabionych i wycieńczonych pracą. Aby ogrzać pomieszczenia mieszkalne, prawie każdy wracając z pracy w lesie niósł drzewo na opał"

J. Musur, Wspomnienia [w:] Wspomnienia Sybiraków, s. 50.



***

"Po obłędnie długiej, straszliwej podróży z chorującym dzieckiem osiedlono nas w tartacznej osadzie w Narymskim Kraju - 300 km na północ za Tomskiem. Trafiłam na kwaterę do rosyjskiej rodziny. Byli to zesłańcy z okresu kolektywizacji. I tutaj też miałam szczęście, spotykając dobrych, serdecznych ludzi, pełnych współczucia, chętnych do pomocy, lecz równie jak my biednych, nieszczęśliwych, okrutnie doświadczonych przez własne władze, nie przez wroga. Do dzisiaj też wzrusza mnie wspomnienie doznanej wyjątkowej pomocy ze strony lekarzy rosyjskich. Dwukrotnie byłam przyjęta wraz z chorym dzieckiem na dłuższe, prawie miesięczne, leczenie. Raz była to dyzenteria, po dwóch latach malaria. Byłam jedyną wówczas matką obecną w szpitalu z chorym dzieckiem"

J.B. Michalik, Dzięki dobrym ludziom!, „ My, Sybiracy” 1995, nr 6, s. 192-193.



Sybir w oczach dzieci

Cytujemy za prof. Adamem Dobrońskim: "Sybir w oczach dzieci. Z materiałów odnalezionych w Instytucie Polskim w Londynie w EXODUS. Deportacje i migracje (wątek wschodni). Stan i perspektywy badań". IPN 2008



***

"Spałem ja, jak zarówno i cała moja rodzina. Obudziły mnie stukanie i głosy jakichś nieznanych osób. Spojrzałem w stronę drzwi, skąd dochodziły stukania i głosy, i ku wielkiemu zdziwieniu ujrzałem wpadających do mieszkania NKWD i wielu cywili trzymających w rękach broń i zmierzających ku mnie. Struchlałem na widok tych ludzi w tej chwili podobnych do lwów chcących rozszarpać jakiś żywioł. Podczas gdy spojrzałem w stronę rodziców, ujrzałem że są przestraszeni. Nakaz brzmiał: sobirajties, pół godziny na ubranie się, zabranie jedzenia i ciepłych rzeczy. Jeszcze ostatni raz spojrzeliśmy na nasze gniazdo rodzinne i dostaliśmy rozkaz opuszczenia domu gdzieś w przepaść" - Zdzisław Mańkowski

***

"Sowieci przybyli do nas. Celem ich było zbadanie, czy nie mamy broni, i przesiedlenie nas w druga obłast. Kazano nam się pakować. Wśród krzyku naszej ulicy odzywały się miarowe spazmy niewiast, dzieci. NKWD spieszyło się. Załadowano nas w wozy i przewieziono do Łomży. W jednym przystanku tatusia mego oddzielono, zabierając gdzieś. Załadowano nas jak zwierzęta w wielkie towarowe wagony, przy tym zaplombowano je. Nigdy nie pomyślałem, że będą wywozić taką masę ludzi, przed naszymi oczyma wozy jechały przeszło pół dnia. Ogromny spazm, krzyk, kłócenie się niewiast z enkawudzistami sprawiały hałas nie do opisania. Najgorszy widok przedstawiali starzy ludzie. Pomyślałem sobie, że dobrze zrobiła nasza babcia, nie jadąc z nami. Nadeszła noc ostatnia w rodzinnych stronach" - Ryszard Ławnicki

***

"Jak wypuścili po 12 dniach na godzinę z wagonów, to jedzono trawę z głodu. Trupy wyrzucano z wagonów" - Anna Baziukówna

***

"Oni mówili, że prędzej włosy u siebie na dłoniach zobaczą, jak my Polskę, ale my wierzyliśmy w lepsze jutro i podtrzymywaliśmy się duchowo, to nas uratowało od śmireci" - Oktawiusz Buczkowski

***

"Nie myślcie, że wrócicie do Polski. Polska teraz nasza . Krasna Armia jak raz coś weźmie, to nie oddaje" Danuta Pietrykiewicz

***

"Na posiołku było dużo Polaków i Żydów. Żyliśmy w wielkiej przyjaźni. Natomiast z Ruskimi w wielkiej niezgodzie, bo na każdego Polaka patrzyli krzywo" - Aleksandra Kucharska

***

"Jak ktoś był ciężko chory, to musiał zginąć..." "trzeba było być konającym, wtedy dopiero uwierzyli i dawali sprawkę na parę dni" - Anna Baziukówna

***

"Gdy dostaliśmy po 50 deka chleba i tej rzadkiej zupy, to ojciec z matką nie zjedli, tylko się ze mną dzielili, choć to było dla mnie mało, a co mówić o rodzicach" - Józef Goliński



Ja będę zawsze z Wami

10 lutego 1940 z żoną i dziećmi został deportowany także Rafał Sacharewicz, leśnik z Podsokołdy. W 1943 roku został aresztowany za kontakty z Niemcami i - jako wróg ZSRR - skazany na 5 lat łagru, gdzie zmarł w 1944 roku.

Oto jego pożegnalny list do rodziny

***

Kochana Żona i moje dziatki!

Piszę do was list pożegnalny i udzielam Wam błogosławieństwo ojcowskie. Oddaję Was wszystkich pod opiekę Matki Bożej, niech Ona będzie waszą opiekunką i Waszym ojcem. Najukochańsze dziatki, słuchajcie Mamusi, bądźcie grzeczne, kochajcie jedne drugich, a Bóg Was nie opuści.

Najukochańsza żono, nie gniewaj się na mnie, bo to, co się stało, to nie z mojej winy, ja na to nic nie mogłem poradzić, tak musiało się stać.

Starałem się, aby was jak najdłużej dotrzymać nie w głodzie, ale Bóg Wszechmocny tak dopuścił, takim krzyżem nas obdarzył i musimy go cierpliwie znosić. Jak sami wiecie, gorzej Wam byłoby, gdyby mnie zabrali z początku jak innych, a teraz Wy podrośliście, pracujecie, może jeszcze długo będziecie żyć , a ja będę jakby zawsze z wami.

Tyle jeszcze chciałbym powiedzieć, ale zapominam.

Słuchajcie Mamusi i jedni drugich, a przeważnie nie krzywdźcie Władzia i Marysi.

Wiecie sami, że ja wam wszystkim przychyliłbym nieba, ale tego nie mogę uczynić.

Macie do czego wracać, bo macie dom w Białymstoku i posiadłość w Supraślu.

Módlcie się za mnie , a Bóg da, że my się zobaczymy kiedyś po drugiej stronie doczesnego świata.

Kochana żono, żegnam Ciebie, nie martw się bardzo o mnie, ja sobie dam radę. Sprzedaj moje buty, byle Cię nie oszukali, bo za nie można wziąć do trzech tysięcy rubli, a to już jest coś.

Niczego nie żałujcie, sprzedajcie wszystko co możecie sprzedać, abyście kiedyś mogli powrócić do naszego ukochanego kraju.

Kochana Mamusiu (Żono), Janeczko, Edziu, Marysiu i Władziu. jeszcze raz na pożegnanie Wasz wszystkich całuję niezliczone razy, proszę módlcie się za mnie.

Polecam się waszym modlitwom - odmawiajcie zawsze Ojcze nasz, odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom itd.

Zawsze kochający was ojciec i mąż Rafał

(z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku)

Podziel się

  • 207 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    94 głosy

  • Jedliśmy trawę z głodu - wspomnienia Sybiraków jarkoni 09.02.10, 17:44

    Pewnie nie powinienem tego pisać, ale tu chyba jest ewidentny błąd:"Gdy dostaliśmy po 50 deka chleba i tej rzadkiej zupy, to ojciec z matką niezjedli, tylko się ze mną dzielili, choć to było»

  • Nie czepiaj sie Niemcow. minkat 09.02.10, 20:01

    Niemcy przeprosili, zaplacili odszkodowania(symboliczne, ale przynajmniej to), aich dzieci ucza sie o tym na lekcjach historii, ruska propaganda do tej porytwierdzi, ze to dla naszego dobra,»

  • Prawda jest taka, że zarówno Rosjanie krzak164 09.02.10, 20:09

    jak i Niemcy robili straszne rzeczy. Nikt nigdy nie zwóci życia, zdrowia, straconych lat. My Polacy powinniśmy mieć tyle godności i patriotyzmu, żeby o tych rzeczach pamiętać i pamięć tę »