Deweloper: Gwarantuję, że mieszkania tańsze już nie będą
07.06.2010
, aktualizacja: 07.06.2010 12:51
Banki coraz śmielej udzielają kredytów mieszkaniowych, więc do biur sprzedaży oraz firm deweloperskich wrócili klienci. Wygląda jednak na to, że - w przeciwieństwie do tego, co na rynku działo się przed kryzysem - nie kupują mieszkań za każdą cenę
ZOBACZ TAKŻE
- Mieszkania z drugiej ręki nie tanieją (03-05-11, 18:16)
- Mamy więcej mieszkań, ale sprzedaż nie wzrosła. Ceny spadną? (16-07-10, 20:01)
- Wchodzą pozwy zbiorowe. Klientom będzie łatwiej (16-07-10, 14:50)
- Kupno mieszkania wymaga cierpliwości i czasu (15-07-10, 15:45)
- Gant Development pokieruje sam właściciel (28-06-10, 11:40)
- Integrator rynku nieruchomości. Kto to taki? (23-06-10, 17:29)
- Deweloper: Koniec sprzedawania dziur w ziemi (10-06-10, 18:04)
- Wysyp nowych mieszkań (07-06-10, 12:00)
- Deweloper szuka najemców do nowego wieżowca WTC (28-05-10, 14:17)
- Jakie są prawdziwe koszty deweloperów (20-05-10, 08:42)
- Deweloperzy na celowniku UOKiK (18-05-10, 14:51)
- Jak się dobrze umówić... na mieszkanie (06-07-10, 21:02)
- Rynek mieszkań w Irlandii się załamuje przez powroty imigrantów (12-06-10, 16:40)
Rozmowa z deweloperem
Ewa Sokólska: Kryzys już za panem?
Remigiusz Rogowski*: Mam nadzieję, że nie zapeszę, ale teraz, tak z perspektywy czasu, to już chyba mogę powiedzieć, że na białostockim rynku mieszkań kryzys aż tak mocno nie namieszał. Na pewno ceny dość mocno skorygowaliśmy.
Sprawdziłam. Spadły o nawet 500-600 zł na metrze. To dużo.
- W tej chwili ceny wyjściowe za nowe mieszkania są urealnione, a to znaczy - niższe od tych sprzed kryzysu o jakieś 15 proc. Dodatkowo jeszcze prowadzimy z klientami negocjacje indywidualne i często opuszczamy ceny o kolejne 5 proc. Ale czy to oznacza, że mój zysk - jako dewelopera - obniżył się o 15-20 proc.? Nie. Ceny gotowych mieszkań spadały, ale jednocześnie spadły ceny materiałów i robocizny. A poza tym wcześniej, gdy mieszkania były droższe, to dawaliśmy klientom większe upusty niż teraz. Więc w moim portfelu na pewno jest mniej pieniędzy, ale ten uszczerbek nie jest aż tak wielki.
Co może pan doradzić osobom, które wahają się nad kupnem nowego mieszkania? Zaczekać jeszcze, bo będzie taniej?
- Gwarantuję, że taniej już nie będzie. Ale jestem przekonany, że białostoczanie to wiedzą. Dowód? Nawet w dopiero rozpoczynanych inwestycjach zdarza się, że sprzedanych mamy już 60 proc. mieszkań. A im dłużej klient będzie zwlekał, tym będzie miał wybór mniejszy. W ubiegłym miesiącu moja firma sprzedała 51 lokali. Poprzednie miesiące były podobne. A jak wiadomo, w pierwszej kolejności sprzedają się mieszkania, które są bardziej funkcjonalne i ładniejsze.
Tak więc pod względem ilości jestem usatysfakcjonowany. Pod względem finansowym - może nie do końca. Ale do takich cen należy się już przyzwyczaić.
Pańska firma buduje zarówno mieszkania typowo wielkoblokowe, jak i ekskluzywne apartamenty. Które lepiej schodzą?
- Ekskluzywne sprzedają się, ale pod warunkiem, że jest na nie klient. A z tym bywa różnie. Raz on jest, a raz go nie ma. Z kolei dwu - czy trzypokojowe mieszkania w blokach sprzedają się na pniu. Niestety, bo według mnie to ze szkodą dla standardów w budownictwie. Apartamentowce znajdują się z reguły w lepszej lokalizacji, najczęściej w centrum miasta. Do tego budynek jest lepiej wykończony, bardziej nowoczesny. Jednak dla wielu progiem nie do przeskoczenia jest cena. Różnica najtańszego lokalu w bloku i najdroższego w apartamentowcu to jakieś dwa tysiące złotych na metrze.
Wielu deweloperów, aby przyciągnąć do siebie klientów, często schodzi z ceny, daje upusty. Czy pan również proponuje jakieś bonusy swoim klientom?
- Niektóre firmy budowlane oferują klientom wykończenie mieszkania, my tego w swojej ofercie nie mamy. Tak jak wspomniałem, dopuszczamy negocjacje ceny. To znaczy klient przedstawia nam rozsądną kwotę, którą byłby w stanie zapłacić za mieszkanie, my podajemy swoją. Dogadujemy się.
* Remigiusz Rogowski, właściciel firmy budowlanej Rogowski Development
Ewa Sokólska: Kryzys już za panem?
Remigiusz Rogowski*: Mam nadzieję, że nie zapeszę, ale teraz, tak z perspektywy czasu, to już chyba mogę powiedzieć, że na białostockim rynku mieszkań kryzys aż tak mocno nie namieszał. Na pewno ceny dość mocno skorygowaliśmy.
Sprawdziłam. Spadły o nawet 500-600 zł na metrze. To dużo.
- W tej chwili ceny wyjściowe za nowe mieszkania są urealnione, a to znaczy - niższe od tych sprzed kryzysu o jakieś 15 proc. Dodatkowo jeszcze prowadzimy z klientami negocjacje indywidualne i często opuszczamy ceny o kolejne 5 proc. Ale czy to oznacza, że mój zysk - jako dewelopera - obniżył się o 15-20 proc.? Nie. Ceny gotowych mieszkań spadały, ale jednocześnie spadły ceny materiałów i robocizny. A poza tym wcześniej, gdy mieszkania były droższe, to dawaliśmy klientom większe upusty niż teraz. Więc w moim portfelu na pewno jest mniej pieniędzy, ale ten uszczerbek nie jest aż tak wielki.
Co może pan doradzić osobom, które wahają się nad kupnem nowego mieszkania? Zaczekać jeszcze, bo będzie taniej?
- Gwarantuję, że taniej już nie będzie. Ale jestem przekonany, że białostoczanie to wiedzą. Dowód? Nawet w dopiero rozpoczynanych inwestycjach zdarza się, że sprzedanych mamy już 60 proc. mieszkań. A im dłużej klient będzie zwlekał, tym będzie miał wybór mniejszy. W ubiegłym miesiącu moja firma sprzedała 51 lokali. Poprzednie miesiące były podobne. A jak wiadomo, w pierwszej kolejności sprzedają się mieszkania, które są bardziej funkcjonalne i ładniejsze.
Tak więc pod względem ilości jestem usatysfakcjonowany. Pod względem finansowym - może nie do końca. Ale do takich cen należy się już przyzwyczaić.
Pańska firma buduje zarówno mieszkania typowo wielkoblokowe, jak i ekskluzywne apartamenty. Które lepiej schodzą?
- Ekskluzywne sprzedają się, ale pod warunkiem, że jest na nie klient. A z tym bywa różnie. Raz on jest, a raz go nie ma. Z kolei dwu - czy trzypokojowe mieszkania w blokach sprzedają się na pniu. Niestety, bo według mnie to ze szkodą dla standardów w budownictwie. Apartamentowce znajdują się z reguły w lepszej lokalizacji, najczęściej w centrum miasta. Do tego budynek jest lepiej wykończony, bardziej nowoczesny. Jednak dla wielu progiem nie do przeskoczenia jest cena. Różnica najtańszego lokalu w bloku i najdroższego w apartamentowcu to jakieś dwa tysiące złotych na metrze.
Wielu deweloperów, aby przyciągnąć do siebie klientów, często schodzi z ceny, daje upusty. Czy pan również proponuje jakieś bonusy swoim klientom?
- Niektóre firmy budowlane oferują klientom wykończenie mieszkania, my tego w swojej ofercie nie mamy. Tak jak wspomniałem, dopuszczamy negocjacje ceny. To znaczy klient przedstawia nam rozsądną kwotę, którą byłby w stanie zapłacić za mieszkanie, my podajemy swoją. Dogadujemy się.
* Remigiusz Rogowski, właściciel firmy budowlanej Rogowski Development
- 79 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
84 głosy
-
Re: Deweloper: Gwarantuję, że mieszkania tańsze j
monster_truck
07.06.10, 12:49
Wczoraj gazeta pisała że banki znowu walczą o depozyty. Ciekawe skąd banki wezmą pieniądze na udzielanie kredytów hipotecznych skoro mnóstwo ludzi jest utopionych w niewolniczych kredytach »
-
Nawet najgłupsze trolle sieciowe dały sobie spokój
bogucjusz
07.06.10, 13:20
bo widzą, że agitacja typu "taniej już nie będzie", "kto nie kupi, przegrażycie" nie wywołuje już nawet śmiechu. A tu proszę - facet jedzie po bandzie, bez zmrużenia oka opowiada farmazony, »
-
infantylnść tzw "dziennikarki"....
12jarek12
07.06.10, 13:54
infantylnść tzw "dziennikarki".... cóż za znajomość rynku i makroekonomii ! Ależ ta agora zatrudnia speców :)))»




