Spowiedź polskiego Fritzla: Uległem dzieciakowi
08.09.2010
, aktualizacja: 08.09.2010 20:22
Jeśli córka przychodzi i rozpina mi rozporek, to co ja mam zrobić? Na policję na siebie nie doniosę. Żonie powiedziałem, żeby coś z tym zrobiła - mówi Krzysztof Bartoszuk, skazany na 10 lat więzienia za gwałty na córce

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
Krzysztof Bartoszuk wysłuchał wyroku w spokoju

Fot.Agnieszka Sadowska / AG
Alicja B. była przez lata gwałcona przez swego ojca, miała z nim dwójkę dzieci

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
Krzysztof Bartoszuk po wyjściu z sali rozpraw powiedział, że wyrok jest za surowy
ZOBACZ TAKŻE
- Podlaski Fritzl znowu w sądzie. Tym razem w Warszawie (13-07-11, 20:15)
- Ojciec zniszczył córkę (10-09-10, 01:00)
- Surowszy wyrok dla polskiego Fritzla (09-09-10, 15:03)
- Co ustalił białostocki sąd okręgowy (08-09-10, 20:29)
- Polski Fritzl skazany - 10 lat więzienia (04-02-10, 12:20)
- Gwałciciel: córka to moja własność, nikt jej nie ruszy (11-02-09, 20:43)
- To była hermetyczna rodzina (09-09-08, 23:00)
- Tragedia Alicji zaczęła się w Pasikurowicach (09-09-08, 19:53)
- Zwyrodniały ojciec sześć lat gwałcił córkę (08-09-08, 23:00)
Dzisiaj przed białostockim sądem apelacyjnym rusza rozprawa odwoławcza Krzysztofa Bartoszuka spod Siemiatycz, który przed dwoma laty został zatrzymany i skazany na 10 lat więzienia. Za piekło, które zgotował własnej córce. Alicji.
We wrześniu 2008 r. dziewczyna opowiedziała policji i dziennikarzom o trwającym lata koszmarze. O tym, jak ojciec gwałcił ją, poniżał, zastraszał, więził, a gdy rodziła mu dwoje dzieci, zmuszał do porzucenia ich w szpitalach. Nigdy nie poznaliśmy jego wersji zdarzeń. Dlaczego to zrobił? Czy ma wyrzuty sumienia?
Tuż przed rozprawą apelacyjną Bartuszuk zdecydował się na rozmowę. Do tej pory odmawiał wszystkim dziennikarzom, nawet kiedy proponowali mu pieniądze. Ma 48 lat. W białostockim areszcie zgolił wąsy. Koszula w kratę, trzęsące się ręce, bardzo zdenerwowany.
Rozmowa z Krzysztofem Bartoszukiem
Dlaczego chciał pan z nami rozmawiać?
Krzysztof Bartoszuk: Bo głupot jest tyle naopowiadanych. Nikt nie był głodzony ani przetrzymywany. Ani w moim domu, ani mojej matki. Zrobili z nas bandytów w tabloidach. Dlatego nie chciałem rozmawiać z brukowcami, choć 10 tysięcy dawali.
Ale siedzi pan za gwałty, nie za głodzenie.
- Jakie gwałty? Nic z tych rzeczy. Córka sama pisała mi takie SMS-y, że w głowach wam się nie mieści.
Jakie SMS-y?
- Z pozycjami. I pisała, że jak się na to nie zgodzę, to wszyscy się dowiedzą, że ją zgwałciłem.
Skąd ona znała takie rzeczy?
- 16 lat wtedy miała. Taka dziś młodzież.
Ale to pan ją wychowywał.
- Ja pracowałem jako blacholarkiernik, dziewięć lat działalność prowadziłem. O 22 do domu wracałem, czasami o 24. To żona siedziała z dziećmi. Ja byłem od zarabiania pieniędzy. Tyrałem od rana do nocy. Wracałem, a żona noga na nogę, córka to samo. Miałem dosyć, chciałem się rozwieść.
Dlaczego?
- Pracowałem po godzinach, brałem fuchy, a żona nawet gotować nie chciała, tylko gotowe produkty kupowała. Pijakiem żadnym nie jestem. 28 lat mam prawo jazdy.
Jak się poznaliście?
- Rodzinę mam we Wrocławiu, w 84. pojechałem na wesele do kuzyna i wtedy ją poznałem. Pisaliśmy do siebie. Wyjechałem, bo tu z pracą nie za dobrze było. Teściowa wzięła mnie na biadolenie, pobraliśmy się. Mojej matce ona się nie podobała. Na początku było dobrze, tylko wódkę lubiła. Ale 15 lat dobrze nam się żyło. Raz lepiej, raz gorzej, jak to w małżeństwie. Pracowała w aptece i zaczęła się spotykać z koleżankami rozwódkami. Nie wracała na noc, jeździłem jej szukać po całym mieście. Jej matka powiedziała mi: "Złap ją za pysk i trzymaj, bo będzie bieda...".
Złapał pan?
- Bić jej nie biłem. Kłócić się nie kłóciłem. Ciche dni były. Szedłem do garażu i pół nocy przy aucie robiłem, byle był spokój. Córka może dwa razy w życiu ode mnie dostała, za pyskówkę. To wszystko. Niech ze mnie nikt kata rodziny nie robi.
We wrześniu 2008 r. dziewczyna opowiedziała policji i dziennikarzom o trwającym lata koszmarze. O tym, jak ojciec gwałcił ją, poniżał, zastraszał, więził, a gdy rodziła mu dwoje dzieci, zmuszał do porzucenia ich w szpitalach. Nigdy nie poznaliśmy jego wersji zdarzeń. Dlaczego to zrobił? Czy ma wyrzuty sumienia?
Tuż przed rozprawą apelacyjną Bartuszuk zdecydował się na rozmowę. Do tej pory odmawiał wszystkim dziennikarzom, nawet kiedy proponowali mu pieniądze. Ma 48 lat. W białostockim areszcie zgolił wąsy. Koszula w kratę, trzęsące się ręce, bardzo zdenerwowany.
Rozmowa z Krzysztofem Bartoszukiem
Dlaczego chciał pan z nami rozmawiać?
Krzysztof Bartoszuk: Bo głupot jest tyle naopowiadanych. Nikt nie był głodzony ani przetrzymywany. Ani w moim domu, ani mojej matki. Zrobili z nas bandytów w tabloidach. Dlatego nie chciałem rozmawiać z brukowcami, choć 10 tysięcy dawali.
Ale siedzi pan za gwałty, nie za głodzenie.
- Jakie gwałty? Nic z tych rzeczy. Córka sama pisała mi takie SMS-y, że w głowach wam się nie mieści.
Jakie SMS-y?
- Z pozycjami. I pisała, że jak się na to nie zgodzę, to wszyscy się dowiedzą, że ją zgwałciłem.
Skąd ona znała takie rzeczy?
- 16 lat wtedy miała. Taka dziś młodzież.
Ale to pan ją wychowywał.
- Ja pracowałem jako blacholarkiernik, dziewięć lat działalność prowadziłem. O 22 do domu wracałem, czasami o 24. To żona siedziała z dziećmi. Ja byłem od zarabiania pieniędzy. Tyrałem od rana do nocy. Wracałem, a żona noga na nogę, córka to samo. Miałem dosyć, chciałem się rozwieść.
Dlaczego?
- Pracowałem po godzinach, brałem fuchy, a żona nawet gotować nie chciała, tylko gotowe produkty kupowała. Pijakiem żadnym nie jestem. 28 lat mam prawo jazdy.
Jak się poznaliście?
- Rodzinę mam we Wrocławiu, w 84. pojechałem na wesele do kuzyna i wtedy ją poznałem. Pisaliśmy do siebie. Wyjechałem, bo tu z pracą nie za dobrze było. Teściowa wzięła mnie na biadolenie, pobraliśmy się. Mojej matce ona się nie podobała. Na początku było dobrze, tylko wódkę lubiła. Ale 15 lat dobrze nam się żyło. Raz lepiej, raz gorzej, jak to w małżeństwie. Pracowała w aptece i zaczęła się spotykać z koleżankami rozwódkami. Nie wracała na noc, jeździłem jej szukać po całym mieście. Jej matka powiedziała mi: "Złap ją za pysk i trzymaj, bo będzie bieda...".
Złapał pan?
- Bić jej nie biłem. Kłócić się nie kłóciłem. Ciche dni były. Szedłem do garażu i pół nocy przy aucie robiłem, byle był spokój. Córka może dwa razy w życiu ode mnie dostała, za pyskówkę. To wszystko. Niech ze mnie nikt kata rodziny nie robi.
Alicja miała wtedy 16 lat. Chodził pan wieczorami do niej do pokoju słuchać muzyki. I?
- Chodziłem. Posiedziałem 10 minut i wychodziłem.
Jak doszło do współżycia?
- Zaczęło się niewinnie, nie wiadomo skąd, jak i kiedy. Jak człowiek ma miękkie serce, to musi mieć twardą dupę. Dziś wiem - to był mój błąd. Pomyślałem: może zrobię to raz i będzie spokój. Nie bronię siebie, to moja wielka głupota. Dziś bym ją za bety wziął, po twarzy raz, dwa razy dał i byłby spokój.
Czy pan wtedy był pijany?
- Nie, co do wódki to ja niekoniecznie.
...
- Widzę, że nie rozumiecie. Po tym pierwszym razie miała już na mnie haka i nie było zlituj. Siedział tu ze mną gość w moim wieku. Miał żonę i 18-letnią kochankę. Dziewczyna zaszantażowała go, że albo da jej 50 tysięcy, albo ona zgłosi, że ją zgwałcił. Dostał osiem lat za nic. I mi tak córka mówiła: "Mam cię w garści. Jak nie... to pożałujesz".
Jak pan mógł sypiać z własną córką?
- Jeśli córka przychodzi i rozpina mi rozporek, to co ja mam zrobić? Przecież na policję sam na siebie nie doniosę. Żonie powiedziałem, żeby coś z tym zrobiła. Dwa razy w gębę jej przywaliła, za włosy wytargała, trochę spokoju było. A potem znowu się zaczynało. Wszystko to córki sprężyna. Zboczona seksualnie jest.
Czy żona od początku wiedziała?
- Pewnie, że wiedziała. Z początku nie mogła uwierzyć, ale przekonała się. Że ona jest do wszystkiego zdolna.
Córka była wtedy nastolatką. Dlaczego pan i żona - osoby dorosłe - zrobiły to dziecku?
- Ja chciałem, żeby żona zareagowała.
Żona i córka mówiły dziennikarzom i śledczym, że nic nie zgłaszały, bo się bały. Pan je zastraszał.
- To tylko córki słowa. Tylko je wzięto pod uwagę. 50 świadków w procesie zeznawało, nikt nic złego na mnie nie powiedział. Oddałem do prokuratury mój telefon z tymi SMS-ami - macie, czytajcie. Wszystko na zeznaniach żony i córki się oparło.
Nie groził im pan?
- Nic z tych rzeczy. Mówią, że się bały? Robiłem auta dla CBŚ-u, dla izby skarbowej, dla lekarzy. W mundurach przyjeżdżali do warsztatu. Jak jechałem po części, to oni na mnie czekali w warsztacie parę godzin. Mogły wyjść i wszystko zgłosić. Policjanci przyjeżdżali do nas na interwencje, bo teściowa wzywała ich, że ja w warsztacie hałasuję. Tyle czasu byłem w Belgii. Dlaczego wtedy nie zgłosiły? Jak nie córka, to żona powinna to zrobić. Najlepiej to na chłopa zwalić, że chłop winny.
Czy pana zdaniem to normalne, że ojciec sypia z córką?
- Nie jest. Ale jeśli ona mówi, że pięć lat ją do tego zmuszałem, to jest to nieprawda. Ja różne propozycje od klientek miałem. Tylko teraz zdziadziałem, ale wcześniej nic mi nie brakowało. Nigdy za babami nie ganiałem.
- Chodziłem. Posiedziałem 10 minut i wychodziłem.
Jak doszło do współżycia?
- Zaczęło się niewinnie, nie wiadomo skąd, jak i kiedy. Jak człowiek ma miękkie serce, to musi mieć twardą dupę. Dziś wiem - to był mój błąd. Pomyślałem: może zrobię to raz i będzie spokój. Nie bronię siebie, to moja wielka głupota. Dziś bym ją za bety wziął, po twarzy raz, dwa razy dał i byłby spokój.
Czy pan wtedy był pijany?
- Nie, co do wódki to ja niekoniecznie.
...
- Widzę, że nie rozumiecie. Po tym pierwszym razie miała już na mnie haka i nie było zlituj. Siedział tu ze mną gość w moim wieku. Miał żonę i 18-letnią kochankę. Dziewczyna zaszantażowała go, że albo da jej 50 tysięcy, albo ona zgłosi, że ją zgwałcił. Dostał osiem lat za nic. I mi tak córka mówiła: "Mam cię w garści. Jak nie... to pożałujesz".
Jak pan mógł sypiać z własną córką?
- Jeśli córka przychodzi i rozpina mi rozporek, to co ja mam zrobić? Przecież na policję sam na siebie nie doniosę. Żonie powiedziałem, żeby coś z tym zrobiła. Dwa razy w gębę jej przywaliła, za włosy wytargała, trochę spokoju było. A potem znowu się zaczynało. Wszystko to córki sprężyna. Zboczona seksualnie jest.
Czy żona od początku wiedziała?
- Pewnie, że wiedziała. Z początku nie mogła uwierzyć, ale przekonała się. Że ona jest do wszystkiego zdolna.
Córka była wtedy nastolatką. Dlaczego pan i żona - osoby dorosłe - zrobiły to dziecku?
- Ja chciałem, żeby żona zareagowała.
Żona i córka mówiły dziennikarzom i śledczym, że nic nie zgłaszały, bo się bały. Pan je zastraszał.
- To tylko córki słowa. Tylko je wzięto pod uwagę. 50 świadków w procesie zeznawało, nikt nic złego na mnie nie powiedział. Oddałem do prokuratury mój telefon z tymi SMS-ami - macie, czytajcie. Wszystko na zeznaniach żony i córki się oparło.
Nie groził im pan?
- Nic z tych rzeczy. Mówią, że się bały? Robiłem auta dla CBŚ-u, dla izby skarbowej, dla lekarzy. W mundurach przyjeżdżali do warsztatu. Jak jechałem po części, to oni na mnie czekali w warsztacie parę godzin. Mogły wyjść i wszystko zgłosić. Policjanci przyjeżdżali do nas na interwencje, bo teściowa wzywała ich, że ja w warsztacie hałasuję. Tyle czasu byłem w Belgii. Dlaczego wtedy nie zgłosiły? Jak nie córka, to żona powinna to zrobić. Najlepiej to na chłopa zwalić, że chłop winny.
Czy pana zdaniem to normalne, że ojciec sypia z córką?
- Nie jest. Ale jeśli ona mówi, że pięć lat ją do tego zmuszałem, to jest to nieprawda. Ja różne propozycje od klientek miałem. Tylko teraz zdziadziałem, ale wcześniej nic mi nie brakowało. Nigdy za babami nie ganiałem.
To w córce widział pan kobietę?
- Dziś 16-, 17-latki wyglądają jak 20-lenie kobiety. Szybko dojrzewają. Ale nie ganiałem za córką. To ona za mną ganiała. Musiałbym ją na okrągło bić, żeby tego nie robiła. Nawet żona jej powiedziała: "Odpier... się od mojego męża". Dałbym wam te SMS-y do poczytania. Włosy dęba stają.
Kupował jej pan drogie prezenty za seks?
- I dla syna, i dla córki kupowałem prezenty na gwiazdkę, jednakowo byli traktowani. Chcieli drogi komputer, to mieli. Córce za spokój chciałem nawet dać forda eskorta, z full wyposażeniem, tylko bez skóry.
Alicja w 2005 i 2007 roku urodziła dwóch chłopców. To pana dzieci?
- Nie powiem tak, nie powiem nie. Nikt mi badań DNA nie robił.
Ale był pan przy porodach.
- Jeździłem i do żony jak w szpitalu leżała, i do syna, i do córki. To mój zasrany obowiązek.
Czy to był pana pomysł, żeby dzieci zostawić w szpitalu?
- Nie, żony i córki. Nie miałem na to wpływu. Oddały dzieci, nie chciały ich chować.
Dlaczego pan się na to zgodził?
- Nie chciałem kłótni z żoną, miałem jej dosyć.
Wyjechał pan do Belgii.
- Pracę załatwiłem przez znajomego. Żyłem o tak! 500 euro tygodniówki. Synowi kupiłem rower, ciuchy. Oni ode mnie 700-800 euro dostawali miesięcznie, nic nie robili. Jakbym wyszedł, to od razu tam wracam. Alimenty zapłacić to pestka - jedna dniówka. Dla mnie nie ma samochodu, co się go nie da naprawić. W Belgii to dopiero był spokój.
Ale przecież zabrał pan córkę do Belgii.
- Pilnowała dzieciaka koledze. Ale trzy spania były, mogła spać gdzie chciała. Między nami nic już wtedy nie było. Normalnie, jak ojciec z córką, stopa koleżeńska. Zakupy robiła, gotowała. Pobyła 2,5 miesiąca.
To dlaczego od pana uciekła z powrotem do Polski?
- Matka potrzebowała koleżanki. Pisała, że nudno w domu. A ją też chciałem ściągnąć do Belgii. Jeszcze tydzień i byłaby dla niej praca. Dobrze by tam było, cała kamienica Polaków.
Po co w lipcu 2008 roku wrócił pan do Polski?
- Na wakacje tylko przyjechałem. Brat mówił: odpoczniesz. Koledze sprowadziłem beemkę siódemkę. A kolega mówił: Po co jedziesz? Tylko na chłopaka ślij, papiery zaraz dostaniesz, na kurs francuskiego się zapiszesz. Żona pisała: "Ta franca znowu do K. poleciała [to ówczesny narzeczony Alicji, Jacek K., mieszkający w sąsiedniej wsi - Mierzynówce]". On 40 lat ma. Takich wolała, za młodszymi się nie oglądała. Nic do niego nie mam, chociaż pijak i z 1000 złotych zarabia. Mówiłem córce - jaką z nim przyszłość będziesz miała? Ona nawet nie wiedziała, jakie ciężkie jest życie. Do szkoły nie chciała chodzić.
- Dziś 16-, 17-latki wyglądają jak 20-lenie kobiety. Szybko dojrzewają. Ale nie ganiałem za córką. To ona za mną ganiała. Musiałbym ją na okrągło bić, żeby tego nie robiła. Nawet żona jej powiedziała: "Odpier... się od mojego męża". Dałbym wam te SMS-y do poczytania. Włosy dęba stają.
Kupował jej pan drogie prezenty za seks?
- I dla syna, i dla córki kupowałem prezenty na gwiazdkę, jednakowo byli traktowani. Chcieli drogi komputer, to mieli. Córce za spokój chciałem nawet dać forda eskorta, z full wyposażeniem, tylko bez skóry.
Alicja w 2005 i 2007 roku urodziła dwóch chłopców. To pana dzieci?
- Nie powiem tak, nie powiem nie. Nikt mi badań DNA nie robił.
Ale był pan przy porodach.
- Jeździłem i do żony jak w szpitalu leżała, i do syna, i do córki. To mój zasrany obowiązek.
Czy to był pana pomysł, żeby dzieci zostawić w szpitalu?
- Nie, żony i córki. Nie miałem na to wpływu. Oddały dzieci, nie chciały ich chować.
Dlaczego pan się na to zgodził?
- Nie chciałem kłótni z żoną, miałem jej dosyć.
Wyjechał pan do Belgii.
- Pracę załatwiłem przez znajomego. Żyłem o tak! 500 euro tygodniówki. Synowi kupiłem rower, ciuchy. Oni ode mnie 700-800 euro dostawali miesięcznie, nic nie robili. Jakbym wyszedł, to od razu tam wracam. Alimenty zapłacić to pestka - jedna dniówka. Dla mnie nie ma samochodu, co się go nie da naprawić. W Belgii to dopiero był spokój.
Ale przecież zabrał pan córkę do Belgii.
- Pilnowała dzieciaka koledze. Ale trzy spania były, mogła spać gdzie chciała. Między nami nic już wtedy nie było. Normalnie, jak ojciec z córką, stopa koleżeńska. Zakupy robiła, gotowała. Pobyła 2,5 miesiąca.
To dlaczego od pana uciekła z powrotem do Polski?
- Matka potrzebowała koleżanki. Pisała, że nudno w domu. A ją też chciałem ściągnąć do Belgii. Jeszcze tydzień i byłaby dla niej praca. Dobrze by tam było, cała kamienica Polaków.
Po co w lipcu 2008 roku wrócił pan do Polski?
- Na wakacje tylko przyjechałem. Brat mówił: odpoczniesz. Koledze sprowadziłem beemkę siódemkę. A kolega mówił: Po co jedziesz? Tylko na chłopaka ślij, papiery zaraz dostaniesz, na kurs francuskiego się zapiszesz. Żona pisała: "Ta franca znowu do K. poleciała [to ówczesny narzeczony Alicji, Jacek K., mieszkający w sąsiedniej wsi - Mierzynówce]". On 40 lat ma. Takich wolała, za młodszymi się nie oglądała. Nic do niego nie mam, chociaż pijak i z 1000 złotych zarabia. Mówiłem córce - jaką z nim przyszłość będziesz miała? Ona nawet nie wiedziała, jakie ciężkie jest życie. Do szkoły nie chciała chodzić.
To za wtargnięcie na posesję Jacka K. dostał pan cząstkowy wyrok roku więzienia. Alicja zeznawała, że straszył ich pan siekierą, wywlókł z łóżka, zapakował do samochodu, wywiózł i uwięził u babki.
- Córka SMS-y mi słała, żeby zabrać ją od Jacka. Na ratunek z bratem poszedłem, kolegów wziąłem. A obróciło się to tak, że ją porwałem. Nikt nikogo siekierą nie straszył. Sąd uznał, że zmusiłem Jacka do oddania telefonu. A ja złodziejem nie jestem.
Dlaczego Alicja z matką poszły wtedy na policję i wszystko opowiedziały?
- To żony sprężyna, ukarać mnie chciała. Powiedziałem jej, że szykuję papiery do rozwodu. Jak byłem w Belgii, to miałem telefony z wiarygodnych źródeł, że u niej są zloty pijaków, że burdel w domu się zrobił.
To jak to w końcu było: chciał pan zabrać żonę do Belgii czy chciał się pan z nią rozwieść?
- Jak przyjechałem na wakacje, to już chciałem się rozwieść. Zatrzymałem się u matki. Z żoną porozmawiałem tylko parę minut i powiedziałem, że z nami koniec. Niech sobie życie z młodszym układa. Pobuczała się i powiedziała: "Mężu, zostań, dogadamy się". Wiem, o co jej chodziło - o pieniądze, o utrzymanie. Odzwyczaiła się od pracy. Nic z tego, odchodzę.
Kiedy żona z córką poszły na policję, pan już się ukrywał. Przeczuwał pan, że sprawa się wyda?
- Bez przesady. Gdybym chciał, to by mnie nie znaleźli. Ale całe życie się ukrywać? Zatrzymali mnie w Siedlcach, w centrum miasta. Nie chowałem się po lasach.
Spędził pan w areszcie dwa lata. Trochę czasu na myślenie jest. Jak pan ocenia to, co zrobił?
- 5 września minęły dwa lata. Duża krecha w życiorysie. Kłopotów ze współosadzonymi nie mam, spokojny gość jestem. Zdrowia tylko człowiek stracił. Słuch się sypnął.
Życie jest krótkie. W sądzie zrzekłem się wszystkiego, domu w Grodzisku. Jesteśmy już po rozwodzie. Jestem wolny. Głupio się to skończyło. Żal jest.
Chciałby pan coś powiedzieć córce?
- Nie mam jej nic do powiedzenia. Niech ona przeprosi moją matkę, moją rodzinę.
Czy oni wiedzieli?
- Nic nie wiedzieli. Żona chciała porozmawiać z moją matką. Myśleliśmy, że babka ją zawstydzi, że może ma na nią jakiś wpływ. Ale było już za późno...
Skąd wzięła się ta cała patologia?
- U mnie w rodzinie nic z tych rzeczy nigdy nie było. Żona jest przybraną córką teściów, to stamtąd musiało się wziąć. Ona jest taka sama zboczona seksualnie. U mojego ojca dyscyplina była, szmatą mokrą za pyskowanie się dostawało.
Żałuje pan tego, co się stało?
- Żebym miał dzisiejszy rozum, to bym wtedy córce majtki ściągnął, przewiesił przez taboret, porządnie zlał, tak, żeby się zeszczała i zesrała z bólu. Przynajmniej bym wiedział, za co siedzę. Dziś bym inaczej zareagował. Uległem dzieciakowi.
- Córka SMS-y mi słała, żeby zabrać ją od Jacka. Na ratunek z bratem poszedłem, kolegów wziąłem. A obróciło się to tak, że ją porwałem. Nikt nikogo siekierą nie straszył. Sąd uznał, że zmusiłem Jacka do oddania telefonu. A ja złodziejem nie jestem.
Dlaczego Alicja z matką poszły wtedy na policję i wszystko opowiedziały?
- To żony sprężyna, ukarać mnie chciała. Powiedziałem jej, że szykuję papiery do rozwodu. Jak byłem w Belgii, to miałem telefony z wiarygodnych źródeł, że u niej są zloty pijaków, że burdel w domu się zrobił.
To jak to w końcu było: chciał pan zabrać żonę do Belgii czy chciał się pan z nią rozwieść?
- Jak przyjechałem na wakacje, to już chciałem się rozwieść. Zatrzymałem się u matki. Z żoną porozmawiałem tylko parę minut i powiedziałem, że z nami koniec. Niech sobie życie z młodszym układa. Pobuczała się i powiedziała: "Mężu, zostań, dogadamy się". Wiem, o co jej chodziło - o pieniądze, o utrzymanie. Odzwyczaiła się od pracy. Nic z tego, odchodzę.
Kiedy żona z córką poszły na policję, pan już się ukrywał. Przeczuwał pan, że sprawa się wyda?
- Bez przesady. Gdybym chciał, to by mnie nie znaleźli. Ale całe życie się ukrywać? Zatrzymali mnie w Siedlcach, w centrum miasta. Nie chowałem się po lasach.
Spędził pan w areszcie dwa lata. Trochę czasu na myślenie jest. Jak pan ocenia to, co zrobił?
- 5 września minęły dwa lata. Duża krecha w życiorysie. Kłopotów ze współosadzonymi nie mam, spokojny gość jestem. Zdrowia tylko człowiek stracił. Słuch się sypnął.
Życie jest krótkie. W sądzie zrzekłem się wszystkiego, domu w Grodzisku. Jesteśmy już po rozwodzie. Jestem wolny. Głupio się to skończyło. Żal jest.
Chciałby pan coś powiedzieć córce?
- Nie mam jej nic do powiedzenia. Niech ona przeprosi moją matkę, moją rodzinę.
Czy oni wiedzieli?
- Nic nie wiedzieli. Żona chciała porozmawiać z moją matką. Myśleliśmy, że babka ją zawstydzi, że może ma na nią jakiś wpływ. Ale było już za późno...
Skąd wzięła się ta cała patologia?
- U mnie w rodzinie nic z tych rzeczy nigdy nie było. Żona jest przybraną córką teściów, to stamtąd musiało się wziąć. Ona jest taka sama zboczona seksualnie. U mojego ojca dyscyplina była, szmatą mokrą za pyskowanie się dostawało.
Żałuje pan tego, co się stało?
- Żebym miał dzisiejszy rozum, to bym wtedy córce majtki ściągnął, przewiesił przez taboret, porządnie zlał, tak, żeby się zeszczała i zesrała z bólu. Przynajmniej bym wiedział, za co siedzę. Dziś bym inaczej zareagował. Uległem dzieciakowi.
Czy pan wie, że ma pan przydomek "polski Fritzl"?
- Wiem kto to, z telewizji. Ale to nie ja. Zresztą nie interesuje mnie to.
Jak pan przyjął wyrok 10 lat więzienia, który zapadł w pierwszej instancji?
- Żebym miał 20-30 lat, to inaczej bym go przyjął. A tak - całe życie tyrałem, swoje lata mam. Ci, co zabijają, siedzą po osiem lat. Ja nie jestem bandytą, nikogo nie zabiłem. Liczę, że wszystko będzie dobrze.
Czyli jak? W czwartek rozprawa odwoławcza. Czego się pan po niej spodziewa?
- Adwokat nie robi mi dużych nadziei. Liczymy, że sprawa zostanie zwrócona do ponownego rozpoznania, bo jest sporo niejasności. Fakty są pomieszane. Biegła stwierdziła bardzo niską wiarygodność córki, a zeznania żony zmieniają się w zależności od jej humoru. Ja jestem poczytalny. Nie zboczony seksualnie. Tak powiedział biegły. Nie ma takiej możliwości, by sąd utrzymał ten wyrok w mocy. A jeśli tak, to będę się odwoływał, nawet do Strasburga. Mam nadzieję, że karę zbiją mi do połowy. Chciałbym zobaczyć syna. Pisałem do niego, ale matka nie pozwala mu odpisywać.
Jak wyjdę na wolność, muszę mieć miesiąc, żeby dojść do siebie, spakować się i wyjechać. Do Polski już nigdy nie wrócę.
Godzi się pan na pięć lat więzienia. Za co? Do czego się pan przyznaje?
- Mam w zarzutach znęcanie, groźby, najście. No dobrze, wszedłem do gościa z drzwiami. I to, co z córką, to się przyznaję. Do reszty - nie.
Czyli za co pięć lat?
- Tak ogólnie. Żeby wszyscy wokół byli szczęśliwi. Niech mają, niech się cieszą, że Bartoszuk siedzi.
A co potem?
- W 90. roku kupiłem citroena DS 21 z 60. roku, cały w skórze, ma tylko rozbitą szybę. Fantomas takim jeździł. Dałem za niego faks. Stoi u brata. Muszę go wyremontować. Będę ludzi do ślubów woził.
Rozmawiali: Joanna Klimowicz, Wojciech Więcko
- Wiem kto to, z telewizji. Ale to nie ja. Zresztą nie interesuje mnie to.
Jak pan przyjął wyrok 10 lat więzienia, który zapadł w pierwszej instancji?
- Żebym miał 20-30 lat, to inaczej bym go przyjął. A tak - całe życie tyrałem, swoje lata mam. Ci, co zabijają, siedzą po osiem lat. Ja nie jestem bandytą, nikogo nie zabiłem. Liczę, że wszystko będzie dobrze.
Czyli jak? W czwartek rozprawa odwoławcza. Czego się pan po niej spodziewa?
- Adwokat nie robi mi dużych nadziei. Liczymy, że sprawa zostanie zwrócona do ponownego rozpoznania, bo jest sporo niejasności. Fakty są pomieszane. Biegła stwierdziła bardzo niską wiarygodność córki, a zeznania żony zmieniają się w zależności od jej humoru. Ja jestem poczytalny. Nie zboczony seksualnie. Tak powiedział biegły. Nie ma takiej możliwości, by sąd utrzymał ten wyrok w mocy. A jeśli tak, to będę się odwoływał, nawet do Strasburga. Mam nadzieję, że karę zbiją mi do połowy. Chciałbym zobaczyć syna. Pisałem do niego, ale matka nie pozwala mu odpisywać.
Jak wyjdę na wolność, muszę mieć miesiąc, żeby dojść do siebie, spakować się i wyjechać. Do Polski już nigdy nie wrócę.
Godzi się pan na pięć lat więzienia. Za co? Do czego się pan przyznaje?
- Mam w zarzutach znęcanie, groźby, najście. No dobrze, wszedłem do gościa z drzwiami. I to, co z córką, to się przyznaję. Do reszty - nie.
Czyli za co pięć lat?
- Tak ogólnie. Żeby wszyscy wokół byli szczęśliwi. Niech mają, niech się cieszą, że Bartoszuk siedzi.
A co potem?
- W 90. roku kupiłem citroena DS 21 z 60. roku, cały w skórze, ma tylko rozbitą szybę. Fantomas takim jeździł. Dałem za niego faks. Stoi u brata. Muszę go wyremontować. Będę ludzi do ślubów woził.
Rozmawiali: Joanna Klimowicz, Wojciech Więcko
- 178 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
38 głosów
-
Re: Spowiedź polskiego Fritzla: Uległem dzieciako
tygrysio_misio
09.09.10, 09:43
Gosc mowi bardzo spojnie. Wczesniejszy wyrok byl pod wplywem nagonki medialnej..Jesli to z bieglymi i smsami prawda.. to gosc ma szanse na wyjscie z aresztuMam nadzieje,ze wyrok bedzie »
-
Czyli córka to nie takie niewiniątko
three-gun-max
09.09.10, 11:09
...skoro sama mu się do łóżka pchała, za wiedzą mamuśki z resztą. Sama też powinna troche w pierdlu posiedziec.»
-
jesli to prawda, to facet super rodzinę
full_kit_monster
09.09.10, 12:08
stworzył, gratulacje»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Do Łóżka bez kurtki. Co gorsza - także do domu
- Tragiczny wypadek karetki pogotowia. ...
- Tak zimno, że można samemu robić śnieg. ...
- Metropolia? Nie dla nas. Rozmowa z prezydentem
- Diamentowy pył! Czy Podlasianie będą bogaci?
- Śpieszmy się kochać komendantów, tak ...
- Prezydent za klikaniem e-kartą. Opinia w ...




